sobota 9 czerwca 2018 r.
Godz. 13:00-15:00.
Słońce przygrzewa intensywnie, robi się coraz upalniej. Spływam potem i marzę o prysznicu. Fontanna jak na złość całkiem sucha. Tryskając niosłaby zapewne jakąś ulgę, a tak lipa.
Godz. 13:15:34. Ławeczka lekko uwalana lipową spadzią nie zachęca do spoczęcia. Ale jest cień i lekki przewiew.
Czekamy na Czartogromskiego i czekamy. W rozmowie z Pająkiem ze spraw osobistych zszedłem już na lektury. Jeszcze chwila i tematy mi się wyczerpią.
– Jak chcesz – proponuję – leć do Miasteczka Równości. Bo wiem, że się chciałeś poszwendać między straganami. A ja tu spokojnie posiedzę, a jak Czart się zjawi, gdzieś cię tam znajdziemy.
– Nie ma sprawy, poczekamy razem.
No to czekamy.
Na szczęście już niezbyt długo. A po wymianie powitań i darów (ja Czartowi kartkę z makulatury, on mnie – dwie płyty z fonotecznych dubletów) szybko suniemy na Plac Defilad, bo już czasu mało do umówionej na czternastą trzydzieści forumowej zbiórki.
Godz. 14:05:39. Kocham?
W Miasteczku Równości tłok niesamowity. Ciężko się dopchać do rozstawionych zdecydowanie zbyt gęsto stoisk poszczególnych grup LGBT. Ciężko lawirować w kolorowym tłumie, nie zgubić się z oczu, nie podeptać tęczowego towarzystwa. O robieniu zdjęć nawet nie myślę. Zero warunków.
W którymś momencie miga mi ogolony Szymon Niemiec z tęczową stułą.
– O! Można się nawet wyspowiadać – rzucam żartem. Czego nikt nie słyszy, a przynajmniej się nie śmieje.
W którymś momencie mijam Muricha, ale wymieniamy tylko powitalne uściski dłoni. Jest zbyt gwarno, by się dało rozmawiać.
Wyglądam wolontariuszy z paradowymi gadżetami, ale jakoś nikt do mnie nie spieszy z tęczową chorągiewką, czy przypinką. Trzeba samemu znaleźć odpowiednie stoisko, podejść, poprosić.
Po jakimś kwadransie z ulgą wracamy do cienia Parku Świętokrzyskiego. Pora jest już najwyższa, bo do umówionej fontanny i najkorzystniej położonej okolicznej ławeczki zaczynają ściągać forumowicze.
Godz. 14:23:33 Stały punkt programu – podpisywanie kartek. Z dwudziestu czterech zrobionych na czternastu trzeba złożyć autografy.
Godz. 14:23:40. Artur (uzytkownik_konta) w trakcie pracy. Przyszedł razem Yodą? Wszystko dzieje się tak szybko, że nie bardzo rejestruję to pamięcią. Witam się, rozmawiam, nawadniam, poganiany przez Czartogromskiego („Rób zdjęcia, bo później będziesz marudził, że nic nie masz”) pstrykam fotki.
Godz. 14:23:57 I jeszcze raz to samo.
Godz. 14:34:01. Yoda przejmuje długopis od Czartogromskiego. W głębi Dorian pomagający Badeonowi przymocować tęczową szturmówkę do drzewca.
Zaczynają się telefony i SMS-y do Walpurga, który zamiast dołączyć z Ikarem do forumowej gromadki rozbija się gdzieś po stolicy w poszukiwaniu komfortowego noclegu. Zaczynamy się zastanawiać, czy on w ogóle zamierza się z nami spotkać. Ba!, czy na Paradę w ogóle się wybierze.
Godz. 14:38:45 Pająk z debiutującym (tak przynajmniej zapamiętałem) paradowo Szachem.
Godz. 14:51:22. I na koniec upozowana zbiorówka forumowiczów, na której jak teraz widzę nie ma Sojuza, chociaż był się spotkać już przed Paradą. I to jest prawidłowe postępowanie. Jak się nie chce być na zdjęciach, to się samemu pstryka fotki, albo unika fotografów.
Im bliżej piętnastej, tym coraz coraz bardziej ludnie robiło się w parku, coraz więcej osób sunęło w kierunku Świętokrzyskiej. Ruch na ulicy stanął, zaczęły się pojawiać pierwsze platformy. Pożegnałem krótko towarzystwo i pobiegłem do hostelu.
– Złapie was gdzieś w trakcie Parady – zapowiedziałem. – Teraz lecę się zameldować i przebrać. Może nawet szybki prysznic wezmę, bo jestem już cały mokry.
Formalności hostelowe były bardzo krótkie. Niestety później się trochę zamotałem przy próbie dostania do pokoju.
– Klucz jest do szafki, a drzwi otwieramy chipem w breloczku – poinstruowała mnie sprzątaczka, szczęśliwie obecna na korytarzu, a będąca świadkiem moich nieporadnych poczynań.
– Dziękuję – podziękowałem i szybko zniknąłem za drzwiami mojej czwórki.
Rzuciłem bagaże na łóżku, wyciągnąłem ręcznik i poszedłem opłukać – na początek – ręce.
– Ale to damska łazienka – zwróciła mi uwagę sprzątaczka, którą odgłos lecącej z kranu wody wywabił z części z prysznicami.
– Tak? Przepraszam. Nie zauważyłem.
Jakbym się rozglądał pewnie bym zauważył, ale założyłem naiwnie, że skoro pokoje koedukacyjne, to i w pozostałych częściach hostelu nie robią segregacji.
– Męska jest za rogiem.
– Dziękuję.
Po zastanowieniu uznałem jednak, że będzie mądrzej, jeśli kąpiel sobie na razie daruję. Lepiej nie ryzykować. W obecnym stanie nieogarnięcia nie wiadomo, jaka jeszcze czekałaby mnie wpadka przy okazji korzystania z prysznica.
Przetarłem się z grubsza wilgotnym ręcznikiem, zmieniłem koszulkę i pobiegłem na Paradę.
Dochodziła 15:17.












