Przez moment myślę o spacerze, przynajmniej na dworzec (od pierwszego miał ruszyć ruch kolejowy na całej linii), ale siarczyste -10°C zatrzymało mnie w domu. Wolałem pranie zrobić. Na strychu temperatura też już spadła dobrze poniżej zera, bo gdy wynosiłem kolory z drugiego wsadu pralki, rozwieszone na sznurach dwie godziny wcześniej prześcieradła zdążyły zamarznąć.
Na obiad odgrzewam ostatnią porcję fasolki wyciągniętą z zamrażarki. Po osiemnastej dzwonię do mamy sprawdzić, jak sobie radzi. W planach na wieczór został odcinek „U Pana Boga w Królowym Moście”.
A minionej nocy dopiero przy striptizie Jake’a Ingbara zajarzyłem, że już przecież widziałem tego kontratenora śpiewającego partię Nirenus (powiernik i doradca Kleopatry). Ba! Całego „Juliusza Cezara” w tej inscenizacji i w tym nagraniu już widziałem – trzy lata temu! Tyle że nic mi z tego w pamięci nie zostało. Nawet dywan Camerona Shahbaziego i scena z lodami, gdy Ptolemeusz pieści sutki jednego z przystojniaków ze swojego haremu. Nie wiem, czy to o mojej pamięci coś świadczy, czy tylko o inscenizacji Calixto Bieito, że ją tak całkiem wyparłem.
Żeby nie było tak monotematycznie:
Hańba! & Hiob Dylan – Alma Mater



