Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Guy Pearce’

Zmiana pogody. Ciśnienie niskie (↔1006 hPa). Pochmurnie. 14°C. Rano przez moment zanosi się na przejaśnienie, ale poszło w drugą stronę i późnym popołudniem wiatr przywiał deszcz.
Szekspir leży odłogiem. Netuję, słucham radia, rozmawiam z mamą (trzy telefony). Wieczorem oglądam „The Hurt Locker. W pułapce wojny” (2008), skuszony głównie obecnością Guya Pearce’a¹. I przez cały film próbuję sobie przypomnieć, gdzie wcześniej widziałem jednego z trójki głównych bohaterów².

____________
¹ Nie będzie zbyt wielkim spoilerem, jeśli napiszę, że Pearce zginał już w piątej minucie dramatu.
² Brian Geraghty grał w „Chicago PD”. Widziałem go też w innych rolach, ale Ramona z „Chicago PD”, partnera Kim Burgess, powinienem był skojarzyć od razu.

Read Full Post »

Nad ranem (czwarta) burza zmusza mnie do zamknięcia balkonu. A później zbyt mocno wieje, jest przeciąg (chociaż okno w kuchni jest na tej samej ścianie, więc w sumie nie powinno być przeciągu) i drzwi same się zamykają. W mieszkaniu mam 28°C, na dworze nie więcej niż 25.
Mama potrzebuje pogadać i dzwoni dwa razy (dziesiąta i szesnasta). Na obiad gotuję makaron do jogurtu, trochę za skromnie, więc się dopycham kanapkami z twarogiem (dojadłem przy okazji końcówkę masła). Obecność Guya Pearce’a skusiła mnie do obejrzenia dramatu o Hanie van Meegerenie, mocno podkręconego w stosunku do rzeczywistości, ale w sumie (może przez to podkręcenie właśnie, takie nieznośnie amerykańskie?) dość średniego.
Doczytanie Ripleya zostawiłem na niedzielę.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Warszawski weekend – sobota 26 czerwca

W części artystycznej wieczoru był występ Drag Queen o pseudonimie artystycznym… Tu mam problem, bo w zgiełku lokalu, mimo kilkukrotnych prób zdobycia tej informacji, nie zdołałem się dowiedzieć czy to jakaś Czika, Czita (niczym szympansica w „Tarzanie” z Johnnym Weissmullerm?) czy Kika. Jeden czort w sumie. Tzn. bynajmniej nie jestem jakimś przeciwnikiem występów tego typu i osób zabawiających w ten sposób publiczność. Kiedyś przyznaję, gdy byłem młody i całkowicie niewinny :P, czułem pewną niechęć do sfeminizowanych facetów i chłopów w babskich ciuszkach. Niechęć to może zbyt mocno powiedziane. Zwyczajnie nie miałem najmniejszej ochoty poznać kiedykolwiek takiego człowieka. Ale później obejrzałem sobie w TV jeden film, drugi… No trzeba uczciwie przyznać, że widać moja niechęć nie była zbyt ugruntowana (zakorzeniona?) skoro starczyło mi zobaczyć Harveya Fiersteina w „Torch Song Trylogy” (niegdyś na TVP jako „Trylogia miłości”), żeby tak szybko zmienić zadnie. :P Inna rzecz, że akurat ten tytuł (a także późniejsza o parę lat „Priscilla, królowa pustyni” z Hugo Weavingiem i atrakcyjnym Guy’em Pearce’m) to naprawdę niezły film i… Ale nie planowałem bawić się w krytyka. Zresztą nie ma co porównywać występów Drag Queen z Rasko z show, jakie dawał Fierstein. Nie ta klasa gwiazdy i nie ta klasa lokalu. Chociaż w sumie obejrzałem z zainteresowaniem – po raz pierwszy na żywo.

A jak już jestem przy poznawaniu ludzi… W niedzielę, w czasie drugiej bytności w Rasko, urealniłem sobie pana Medre, którego poglądy głoszone na Forum i HP doprowadzały mnie czasem to takiej irytacji, że przed wyjazdem stwierdziłem w jakiejś rozmowie (gdy Palnik zastanawiał się intensywnie, kogo ściągnąć do Rasko z okazji mojego objawienia): „Nie wiem, kogo właściwie z pojawiających się na portalu osób chciałbym jeszcze poznać. Ale jednego jestem pewien – na pewno nie zależy mi w najmniejszym stopniu na spotkaniu z Medre. Wręcz wolałbym nigdy nie nawiązywać znajomości z tym człowiekiem”. Ha! Ha! Ha! A tu taki figiel – zjawiam się w niedzielę ok. 22.30 z Jerzykiem w klubie. Przy stoliku w kącie sali od razu wypatrzyłem Sojuza :P, jakichś dwóch młodzików i lekko wstawionego osobnika :P Przysiedliśmy się. Piwo, chwila rozmowy… okazuje się, że ten facet z kanapy, sympatyczny już na pierwszy rzut oka mimo nie pierwszej świeżości i niekonwencjonalnego (jak to na pijanego przystało) zachowania, to właśnie nie kto inny tylko Medre. Medre-neokonserwatysta, doprowadzający mnie często do szewskiej pasji potomek węgierskiej arystokracji. Zabawna niespodzianka. Pomińmy milczeniem niewinne w sumie ekscesy pana M., bo w końcu każdemu może się zdarzyć przesadzić z alkoholem. Mogę stwierdzić w każdym razie, że zmieniłem całkowicie mój stosunek do faceta. Nadal nie zgadzam się z jego poglądami, ale nie potrafię już tak na serio się nimi zirytować. Hmm… Zakładam tylko (mam nadzieję, że nie błędnie), że pod wpływem promili pokazał prawdziwą naturę, że na trzeźwą nie wydałby się równie antypatyczny jak w swoich tekstach.

+

Zastanawiałem się dziś trochę nad sobą jako Drag Queen – Hebius wcielony w wielkie, blade, tłuste babsko… jako jakaś Rebeka de La Tour. Jeden problem z obuwiem. Trudno znaleźć coś rozmiaru 46 na wysokim obcasie. Czyli trzeba by zamówić u szewca – spory wydatek. Na kosmetyki też by kasy sporo poszło, bo makijaż musiałbym nakładać szpachelką – tapeta na centymetr. Czyli wychodzi, że zamiast zarobić jeszcze bym dokładał to swoich występów. Droga kariery jest zdecydowanie dla mnie zamknięta :P

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij