Błogosławiony, który w sobie
Zatajał wzniosłe ducha płody…¹
Dzień mglisty, z temperaturą w okolicach 0°C. Po zmierzchu trochę się ociepla (3°C), ale na noc zapowiadają lekki mróz.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Do muzeum wychodzę z głową nadal przepełnioną dywagacjami o subiektywnych odczuciach. I pewnie dlatego ograniczam się w kontaktach z obecnymi do powiedzenia „Dzień dobry” pani (stażystka?) siedzącej za kasą². Na sali zajmuję miejsce w ostatnim rządzie i tylko czekam na rozpoczęcie prezentacji, bez rozglądania się po ludziach z nachalnym wlepianiem wzroku ślepaka. Bo w sumie – pomyślałem – nawet jeśli kogoś znam, pamiętam jeszcze z ogólniaka, nie znaczy automatycznie, że on mnie zna i pamięta, a jeśli nawet, nie musi przecież wcale nadal chcieć znać, zwłaszcza jeśli się czuje kimś. Zaproszony prelegent opowiada ciekawie o jednym z pastorów nieodległego Węgorzewa i zasługach, jakie człowiek miał dla miasta i okolicznej ludności³, ze szczególnym uwzględnieniem zamawianych przez niego witraży i przeszkleń, które, ufundowane zapisem testamentowym, miały upamiętniać jego osobę. Obiad jem po powrocie do domu, przed dziewiętnastą. Później zamiast pogrążyć się w leniwym netowaniu, odpalam telewizor i oglądam „Z archiwum X: Pokonać przyszłość”, chociaż serialowe przygody Foxa Muldera i Dany Scully śledziłem dość przypadkowo i fragmentarycznie (w całości zaliczyłem chyba tylko pierwszy sezon).
__________
¹ Wyjątek z «Rozmowy księgarza z poetą» w: Julian Tuwim, Lutnia Puszkina, Wydawnictwo J. Przeworskiego Warszawa 1937, str. 14
² Przy wyjściu życzę oczywiście kobiecie dobrej nocy tradycyjnym „Dobranoc”.
³ Po śmierci nawet w katolickiej „Gazecie Olsztyńskiej” doczekał się pochwały. W sensie, że ewangelik, ale jednak dobry człowiek. Bo też prowadzenie prężnego dobroczynnego ośrodka dla starców i upośledzonych na osiemset osób w sześciotysięcznym mieście może robić wrażenie.



