IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Rano wpadła Panna D z wizytą. „Przyszłam Gieniulka złożyć Ci życzenia świąteczne. Przyniosłam trochę daktyli… Nie, jestem tylko na chwilkę, nawet nie będę się rozbierać…”. Przesiedziała godzinę przy herbacie i biszkoptach. Faktycznie – w przypadku Panny D to wyjątkowo krótko. Szczęściem babka ma teraz wyjściowa kuchnię, więc mogłem netować spokojnie, bez towarzystwa w pokoju.
Na obiad usmażyłem frytki. Babka woli miękkie, blade, więc dostała takie ciut nie surowe. Sobie zafundowałem chrupiące węgielki.
Więcej…. Cóż – same lenistwo. Kartki świąteczne nadal leżą nie wypisane. Miałem przeczytać drugi kryminał Caroline Graham – odłożyłem książkę po trzech stronach i pierwszym smaczku – wspomnieniu wizyta pewnego poety w Kręgu Pisarzy z Midsomer Worthy. Swoja drogą w czasie lektury „Zabójstw w Badge’s Drift” z pewnym zaskoczeniem odkryłem, że literacki sierżant Troy nie ma nic wspólnego ze swoim filmowym wcieleniem – na kartach kryminału to tępawy, zadufany bubek i homofob. A skoro zeszło już na literackie tematy:
Odległa przyszłość. Ludzkość od kilkuset lat toczy w kosmosie wojnę z Obcymi. Stosunki społeczne uległy… hmmm… daleko idącym zmianom.
Poruszyłem niebo i ziemię starając się załatwić przeniesienie Marygay do mojej kompanii. Ale jak się później okazało, dowództwo wiedziało co robi nie pozwalając nam być w tym samym oddziale: heteroseksualizm uznano za coś archaicznego, za odstępstwo od normy, no a my byliśmy już zbyt starzy, aby nas „wyleczyć”. Potrzebowano naszego doświadczenia, ale przyjęto zasadę, że jeden zboczeniec na kompanie to dość.(…) Psycholog wojskowy stwierdził, że „uważam się” za tolerancyjnego w odniesieniu do homoseksualizmu – dotknęło mnie to, bowiem matka jeszcze w dzieciństwie wpoiła mi przekonanie, że to co ktoś robi ze swoim tyłkiem jest jego sprawą. Okazało się jednak, że pogląd ten zdaje egzamin dopóty, dopóki należy się do większości. Kiedy samemu jest się tolerowanym sprawa wygląda gorzej. Za moimi plecami większość ludzi nazywała mnie „Starą Ciotą”.
Joe Haldeman, Ostatnia runda
(Fantastyka 3’1982)
Tak mi właśnie przyszło do głowy, że czytając swego czasu to opowiadanie po raz pierwszy musiałem zetknąć się z homoseksualizmem w literaturze (a może nawet w ogóle?).



