Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘2025.11.10’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Jestem jednak trochę zmęczony i senny, dlatego na razie (na razie?) tylko kilka słów o tym moim weekendowym wypadzie do stolicy. Zacznę od końca. Planowałem wyjechać z Warszawy pierwszym poniedziałkowym autobusem (8.00 z Dworca Zachodniego) do Kętrzyna. Ale w związku z niedzielnym wypadem do RASKO (wróciłem z Jerzykiem do domu ok. drugiej w nocy) zdecydowałem się (ha, ha, ha – w sumie – znalazłem pretekst do lekkiego przedłużenia pobytu) wracać po południu (14.10). Palnik odstawił mnie na dworzec i przypilnował aż wsiądę grzecznie do autobusu. Pożegnalny uścisk dłoni, niewinny cmok w policzek… Żegnam… Od razu powiedziałem sobie – żadnego zastanawiania się w czasie jazdy nad minionym weekendem. Wyciągnąłem „Jak wam się podoba” Szekspira i przy pogodnej lekturze o nieprawdopodobnych przygodach kilku wygnańców szukających schronienia w Lesie Ardeńskim upłynęły mi cztery godziny. Niestety o 18.15 – równo sześćdziesiąt minut przed Kętrzynem, doczytałem ostatnią stronę posłowia. Nie zajęty niczym umysł od razu wrócił do tej pozostawionej za mną stolicy i … „O nie! Analizować sytuację to będziemy co najwyżej przy okazji pisania blogowych notatek. Brakowałoby wpaść teraz w melancholijny dołek!”. Miałem w torbie na wierzchu pożyczoną od Palnika „S@motność w sieci” Janusza L. Wiśniewskiego. „Zobaczę co też pan P. tak mi onegdaj zachwalał”. Zajrzałem na pierwszą stronę powieści:

Z rampy przy torze czwartym na peronie jedenastym stacji kolejowej Berlin Lichtenberg skacze pod pociąg najwięcej samobójców. Tak mówią oficjalne, skrupulatne jak zawsze niemieckie statystyki dla wszystkich dworców Berlina. To zresztą widać, gdy się siedzi na ławce przy torze czwartym na peronie jedenastym. Szyny są tam znacznie bardziej błyszczące niż na innych peronach. Hamowanie awaryjne, często powtarzane, pozostawia na długo wyszlifowane tory. Poza tym normalnie ciemnoszare i przybrudzone betonowe podkłady kolejowe są w kilku miejscach na długości całego peronu jedenastego o wiele jaśniejsze iż w innych – gdzieniegdzie prawie białe. W tych miejscach służby utrzymywania dworca używały silnych detergentów, aby zmyć plamy krwi rozrywanych i wleczonych przez lokomotywy i wagony ciała samobójców.

„Oż qrwa! To ci dopiero pocieszająca, poprawiająca nastrój lektura na ostatnie kilometry trasy Warszawa-Kętrzyn! Nie, w tej chwili jedyne, co mi zdecydowanie nie jest potrzebne, to zastanawianie się nad samobójstwem.”

W domu szczęśliwie wszystko było OK. Zabrałem klucze od sąsiadki i zadzwoniłem do rodziców, ze wróciłem. Bla, bla, bla…

Ja: Dotarły do was wszystkie smsy? Paweł przekazał wiadomości? [bo podsyłałem codziennie via komp krótkie uspokajające relacje ze stolicy ukomórkowionemu młodszemu bratu.]
Mama: Tak.
Ja: A… No to wszystko wiecie.
Mama: Udał się wyjazd?
Ja: Nie narzekam. [tradycyjna wymijająca ogólnikowa odpowiedź]
Mama: No to dobrze.

I po temacie. W czasie najbliższego spotkania też tak będzie? Dobrze by było, bo nie chcę kłamać (o czym zresztą już wspominałem), a na dodatek coraz większą czuję pokusę, żeby powiedzieć u kogo naprawdę byłem z wizytą. Nie u żadnych netowych znajomych, dwóch małżeńskich par, tylko…

Oj czuję nieprzepartą pokusę, ciężką do zwalczenia.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

GG w piątek wczesnym (jak dla mnie, wręcz upiornie wczesnym) rankiem:

Hebius (8:18)

No i nic nie wymyśliłem na niedzielę. Zabrakło mi odpowiednich cytatów i nie mam tematu na blotkę.

Jerzyk (8:18)

To napiszesz ode mnie, jeśli będziesz chciał.

Ale czy to wypada – zamiast zajmować się gospodarzem, siadać przy jego kompie?

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Na BBC Prime o 19.00 „Duma i uprzedzenie” – dwa ostatnie (piąty i szósty) odcinki serialu. W domu siadłbym przed telewizorem, z kubkiem kawy w dłoni i rogalikami na talerzyku (albo z kawałkiem sernika na zimno). Tak zastanawiam się, czy jest możliwe, że kiedyś znudzi mi się ta ekranizacja z Colinem Firthem i Jennifer Ehle? Nie wspominając już o lektura powieści Jane Austen. Ten uroczy, niewinny początek: „Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony”. Tak a propos żon – jestem prawie pewien, że starzy podejrzewają mnie o taki wyjazd w lekko matrymonialnym celu. :P A tu nic z tych rzeczy i nigdy nie będzie.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Powinienem był dobrą godzinę temu położyć się spać. Już widzę, jak atrakcyjnie rano będę wyglądał. Jedno oko (lewe) napuchłe, z żółto-granatowym cieniem, drugie zapadłe, zaczerwienione. Może faktycznie trzeba było pomyśleć o jakiejś masce? :P

Przejrzałem dokładnie rozkład jazdy PKS:

Godz. 10.10 – Kętrzyn. Wyruszam w podróż. Do czytania „Tytus Andronikus” Szekspira.

Godz. 10.43 – Mrągowo, dworzec PKS. Gdybym zgłodniał – zabieram paczkę krówek

Godz. 11.24 – Spychowo (te od Juranda)

Godz. 12.49 – Ostrołęka. 128 kilometr – jestem prawie w połowie drogi.

Godz. 14.10 – Pułtusk, 10 minut postoju.

Godz. 14.52 – Legionowo. Pewno znów będą korki i zaczniemy nabierać opóźnienia.

Godz. 15.08 – Warszawa Rondo Starzyńskiego.

Godz. 15.28 – Warszawa D. K. Zachodni. Przejechałem 253 kilometry. Palnik już na mnie czeka? Jestem ciekaw tego naszego pierwszego spotkania :P

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Tytułem wstępu.

1. Nie lubię kłamać (nie żebym od razu jakiś kryształowo uczciwym człowiekiem był. Zwyczajnie nie szczególnie się czuję, gdy oszukuję bliźnich. Dlatego najchętniej powiedziałbym w domu – „Słuchajcie, wolę facetów – jestem gejem” tyle, że takiej przykrości rodzinie też robić nie mogę)

2. Często mi się zdarza iść na żywioł. Nie planuję z góry (nie układam scenariuszy) żadnych poważnych rozmów. Hołduję irracjonalnemu przekonaniu, że właściwe słowa przyjdą mi do głowy we właściwym momencie.

3. Wpadł dziś do mnie rano na chwile stary. Na stole leżał plan Warszawy. „O! – zauważył lekko zdziwiony– Kupiłeś sobie?” „A tak. Kiedyś.” Może gdyby nie to przypadkowe wydarzenie… Niby taki drobiazg, a jednak… ale przystępujmy do właściwej opowieści.

Zadzwoniłem wieczorem do rodziców. Odebrał ojciec.

Ja: Jest mama?

Ojciec: Nie ma. Do koleżanki poszła. A coś chciałeś?

Ja: A tak pogadać… To znaczy chciałem powiedzieć, żeby nie dzwoniła, bo mnie przez weekend w domu nie będzie. Wybieram się do znajomych.

Ojciec: Gdzie? Do kogoś w Kętrzynie?

Powinienem był skorzystać z okazji – tak prosto byłoby przytaknąć i zasunąć bajeczkę o znajomych spotkaniu kilku osób z klasy maturalnej. Ale – patrz pkt.1-2

Ja: Nie.

Ojciec: A gdzie? Gdzieś daleko?

Ja: Oj czy to ważne!?

Ojciec: Jak to – nie ważne!? Gdzie?

Przemknęło mi przez myśl kilka nazw pobliskich miejscowości, ale skoro ojciec widział już ten plan miasta… Kłamać też trzeba umieć – lepsza prawda niż zdemaskowane

Ja: Do Warszawy jadę.

Ojciec: Do Warszawy? (w jego głosie wyraźnie dało się słyszeć zaskoczenie)

Ja: Tak. Gdyby co, to klucze zostawiłem u sąsiadki. Potem podam numer telefonu, pod którym będzie można mnie złapać, prześlę Piotrkowi SMS-em, bo w tej chwili nie mam przy sobie.

Ojciec: No to dobrze.

Ja: To na razie.

Ufff… Odłożyłem słuchawkę zdenerwowany. „Część zadania za mną, ale wróci matula – pomyślałem – i zacznie się dopiero prawdziwe przesłuchanie. Do kogo? Dlaczego? Skąd znasz? Będzie ciężko!” Aż zaczęła mnie głowa boleć. „Spokojnie facet! – powtarzałem sobie niczym mantrę – W końcu nie jesteś małym dzieckiem. I tak zrobisz, na co masz ochotę.”

Mama zadzwoniła po dwudziestej. Po małoistotnej (dla tego tematu) części wstępnej…

Mama: Trochę to niedobrze, że babka wyjechała i ty wyjeżdżasz zostawiając puste mieszkanie. Ale skoro musisz…

Ja: Nie muszę – mam zaproszenie i chcę. A tu nic się nie stanie. Zostawiłem klucze sąsiadce. Kwiaty podlane. Wrócę w poniedziałek.

Podałem jeszcze numer domowy Jerzyka i koniec. Zaskoczyło mnie to trochę. Podejrzewam, że śledztwo zacznie się dopiero po moim powrocie z warszawskiego weekendu. A może starzy nauczeni już przez mojego młodszego braciszka, że o jego nowej dziewczynie szybciej dowiedzą się czegokolwiek od ludzi, niż od niego, dali spokój… Zresztą nic już nie wiem. Skoro moje ostatnie poczynania są dla mnie zupełnym zaskoczeniem (gdyby ktoś w styczniu powiedział, że założenie stałego netowego łącza doprowadzi mnie do weekendu w Warszawie… No przecież bym w to nie uwierzył za skarby :P) jak mogę przewidzieć posunięcia rodziców czy kogokolwiek?

Czyli zostało się już tylko wykapać (chociaż i tak po 5 godzinach w autobusie zjawię się mało świeży) i spakować przed podróżą.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

1. Wyjazd jutro z Kętrzyna (PKS) o 10:10 – planowo będę w Warszawie (Dworzec Zachodni) o godz. 15:28.

2. Palnik ma czekać na mnie o szesnastej (bo autobus przeważnie przyjeżdża z opóźnieniem) w okolicach punktu informacyjnego.

3. Nocuję u państwa Jerzykostwa :P Jerzyk w piątek ma drugą zmianę, więc spotkam go dopiero późnym wieczorem.

4. Wyjazd z Warszawy – o ile wszystko pójdzie dobrze – w poniedziałek z Zachodniego o 8:00.

5. Program kulturalno-artystyczny pobytu wolę żeby pozostał tajemnicą (jeszcze bym się wystraszył i zrezygnował w ostatniej chwili :P ). Już ta piątkowa kolacja u znajomych Palnika wprawia mnie w lekki niepokój.

6. Gdyby ktoś był zdziwiony moimi odczuciami wyjaśniam: Taki weekend to dla mnie całkowicie nowe doświadczenie. Do tej pory z gejowskim środowiskiem miałem kontakt jedynie internetowy.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Jestem zmęczony.

Jestem śpiący.

Jestem obowiązkowy. :P Stąd zamiast kłaść się już do łóżka, zastanawiam się nad nowym tekstem do bloga. A właściwie zastanawiam się, w jakie słowa ubrać to, co chciałbym tu zamieścić. Bo zaprzątnięty jestem teraz przede wszystkim jedną sprawą – swoim ewentualnym (nic nie jest pewne na 100%) weekendem w gronie osób poznanych na Gejowie. Chęci walczą nadal z wątpliwościami, czy też raczej – mimo zwycięstwa chęci, wątpliwości pozostały. Bo po cóż mi właściwie ten piątkowy wyjazd do Warszawy? Poznam bliżej, czy też raczej – poznam realnie – tych kilka osób (minimum dwie), z którymi rozmawiam na GG. OK. Ale przecież i bez tego byłbym tak samo szczęśliwy, jak w chwili obecnej. Nie muszę wszystkiego oglądać, wszystkiego dotknąć. Co więcej, istnieje przecież całkiem spore ryzyko, że po weekendzie będę miał mniej (i nie o kasę bynajmniej mi idzie) niż miałem do tej pory.

Jeśli odwołam wszystko póki jeszcze czas:

– nie będę się musiał zastanawiać jak zbyć pytania rodziny w temacie tej wyprawy (gdzie, z kim, dlaczego)

– nie będę musiał główkować „Co ja mam na siebie włożyć?”. Chciałem wybrać się na letni, ze sztruksową koszulą w zapasie, gdyby wieczór okazał się chłodny, z bagażem ograniczonym do minimum (szczoteczka do zębów, maszynka do golenia, dwie książki na drogę, bielizna na zmianę), ale podobno deszczowo ma być i chłodno.

– nikt mnie nie obgada, nie powie za plecami „Ależ frajer! Paskudna maszkara bez gustu. Do tego nudny jak cholera i ubrać się w ogóle nie potrafi.” Nie będzie innych ploteczek niż „Chyba się wystraszył”

– nikogo do siebie nie zrażę nieodpowiednim zachowaniem, nie upiję się i nie zarzygam nikomu mieszkania (oj dużo jest rzeczy, które nie zrobię z pożytkiem dla siebie)

– zaoszczędzoną kasę na biletach, więc w poniedziałek zamówię sobie kilka książek albo komiksów z listy zakupów (mam specjalny notes ze spisem tytułów).

Same plusy.

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij