IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Jestem jednak trochę zmęczony i senny, dlatego na razie (na razie?) tylko kilka słów o tym moim weekendowym wypadzie do stolicy. Zacznę od końca. Planowałem wyjechać z Warszawy pierwszym poniedziałkowym autobusem (8.00 z Dworca Zachodniego) do Kętrzyna. Ale w związku z niedzielnym wypadem do RASKO (wróciłem z Jerzykiem do domu ok. drugiej w nocy) zdecydowałem się (ha, ha, ha – w sumie – znalazłem pretekst do lekkiego przedłużenia pobytu) wracać po południu (14.10). Palnik odstawił mnie na dworzec i przypilnował aż wsiądę grzecznie do autobusu. Pożegnalny uścisk dłoni, niewinny cmok w policzek… Żegnam… Od razu powiedziałem sobie – żadnego zastanawiania się w czasie jazdy nad minionym weekendem. Wyciągnąłem „Jak wam się podoba” Szekspira i przy pogodnej lekturze o nieprawdopodobnych przygodach kilku wygnańców szukających schronienia w Lesie Ardeńskim upłynęły mi cztery godziny. Niestety o 18.15 – równo sześćdziesiąt minut przed Kętrzynem, doczytałem ostatnią stronę posłowia. Nie zajęty niczym umysł od razu wrócił do tej pozostawionej za mną stolicy i … „O nie! Analizować sytuację to będziemy co najwyżej przy okazji pisania blogowych notatek. Brakowałoby wpaść teraz w melancholijny dołek!”. Miałem w torbie na wierzchu pożyczoną od Palnika „S@motność w sieci” Janusza L. Wiśniewskiego. „Zobaczę co też pan P. tak mi onegdaj zachwalał”. Zajrzałem na pierwszą stronę powieści:
Z rampy przy torze czwartym na peronie jedenastym stacji kolejowej Berlin Lichtenberg skacze pod pociąg najwięcej samobójców. Tak mówią oficjalne, skrupulatne jak zawsze niemieckie statystyki dla wszystkich dworców Berlina. To zresztą widać, gdy się siedzi na ławce przy torze czwartym na peronie jedenastym. Szyny są tam znacznie bardziej błyszczące niż na innych peronach. Hamowanie awaryjne, często powtarzane, pozostawia na długo wyszlifowane tory. Poza tym normalnie ciemnoszare i przybrudzone betonowe podkłady kolejowe są w kilku miejscach na długości całego peronu jedenastego o wiele jaśniejsze iż w innych – gdzieniegdzie prawie białe. W tych miejscach służby utrzymywania dworca używały silnych detergentów, aby zmyć plamy krwi rozrywanych i wleczonych przez lokomotywy i wagony ciała samobójców.
„Oż qrwa! To ci dopiero pocieszająca, poprawiająca nastrój lektura na ostatnie kilometry trasy Warszawa-Kętrzyn! Nie, w tej chwili jedyne, co mi zdecydowanie nie jest potrzebne, to zastanawianie się nad samobójstwem.”
W domu szczęśliwie wszystko było OK. Zabrałem klucze od sąsiadki i zadzwoniłem do rodziców, ze wróciłem. Bla, bla, bla…
Ja: Dotarły do was wszystkie smsy? Paweł przekazał wiadomości? [bo podsyłałem codziennie via komp krótkie uspokajające relacje ze stolicy ukomórkowionemu młodszemu bratu.]
Mama: Tak.
Ja: A… No to wszystko wiecie.
Mama: Udał się wyjazd?
Ja: Nie narzekam. [tradycyjna wymijająca ogólnikowa odpowiedź]
Mama: No to dobrze.
I po temacie. W czasie najbliższego spotkania też tak będzie? Dobrze by było, bo nie chcę kłamać (o czym zresztą już wspominałem), a na dodatek coraz większą czuję pokusę, żeby powiedzieć u kogo naprawdę byłem z wizytą. Nie u żadnych netowych znajomych, dwóch małżeńskich par, tylko…
Oj czuję nieprzepartą pokusę, ciężką do zwalczenia.



