Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Rano rozmawiam z mamą bardzo krótko, bo spieszno jej wyjść do sklepu po chleb. A przynajmniej tak twierdzi. „Bo mój chleb jeszcze sprzedadzą”¹. Gotując jarzynową na obiad, przeglądam nowy numer „Repliki”. Przed siedemnastą wychodzę do biblioteki na Teatr przy stoliku. W tym miesiącu kętrzyńscy teatromani mają okazję poznać sztukę czeskiego dramaturga Mirko Stiebera „Blaha i Vrchlicka”². Tekst jest zabawny, dwójka olsztyńskich aktorów interpretuje swoje role oszczędnie, ale z talentem. Publiczność bawi się świetnie, śmieje szczerze, a na koniec nagradza artystów aplauzem, może nie entuzjastycznym, bez okrzyków, ale jednak całkiem gorącym i długim, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że na widowni dominowały starsze panie.
__________
¹ Chleb u mamy w sklepie jest na zapisy, dla osób, które zadeklarowały codzienny odbiór. Od którejś tam godziny (od jedenastej?) można liczyć na przejście do wolnej sprzedaży bochenków nie odebranych przez subskrybentów.
² Jak teraz sprawdziłem, na polskiej scenie dramat funkcjonował pod bardziej jednoznacznym tytułem „Proszę… zrób mi dziecko”. I był oceniony… wróć… był wręcz zmiażdżony przez recenzentów³. Co każe mi się zastanowić nad własnym odbiorem tej opowieści o dwójce kalek (on kuternoga i alkoholik, ona ślepa i chyba nie do końca umysłowo rozwinięta), próbujących nadać sens swojemu życiu poprzez spłodzenie syna.
Może w bibliotecznej czytelni tekst uratowało to, że aktorzy grali głównie głosem i nawet luźne gatki, które bohater powinien nosić dla poprawy jakości spermy, zostały jedynie zasygnalizowane za pomocą reklamówki?
³ Kto ciekawy, może poczytać na stronie Encyklopedii Teatru Polskiego.



