Na podwórku stoi wielka fura pełna gratów. Nie widziałam, kto na niej przyjechał, bo byłam w sklepie.
– Jakieś chamidła – powiedziała pani Walczakowa do mamusi. – Nawet pocałuj mnie w dupę nie powiedzieli. Od razu poznać, że to wsiowe.
– Tak pani przygania, jakby sama to nie ze wsi – powiedziała mamusia gniotąc w misce zacierkę.
– Ale nasza wieś nie taka! Prawie miasto! I kościół i gmina, i ludzie miłe. Znają się czy nie znają, to im nie ubędzie, jak parę z gęby puszczą.¹
Sąsiadce chyba telewizor się zepsuł. Gdy przed północą wynosiłem śmieci (temperatura spadła do -1°C, co zmobilizowało mnie wreszcie do uprzątnięcia pelargonii z balkonu) zauważyłem, że wystawiła na korytarz odbiornik. Co automatycznie rodzi kilka pytań: dlaczego i po co? Rano myśli wynieść grata na śmietnik? Co by się stało, gdyby zepsuty telewizor nadal stał w domu? O! A może kupiła nowy i nie było na komodzie (raz tam byłem i tak dawno temu, że już nie pamiętam mebli w salonie) miejsca na zepsuty grat?
____
¹ Honorata Chróścielewska, Córka tego, co tramwaje jego, Wydawnictwo Łódzkie [1979], s. 126



