Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Zmokłem porządnie przed koncertem zamykającym Jarmark i jakoś mocno mi teraz sennie i melancholijnie po tych trzech dniach pełnych atrakcji. A poza tym wypisałem się i na Forum i w nowym brulionie z okładką w różowe różyczki¹, dzięki czemu zostanie wam zaoszczędzony mój słowotok². Ale żeby tak nie było całkiem bez jarmarcznych treści, wrzucę chociaż zestawienie:
Przelotem przez niedzielę
10:00 Śniadanie.
11:00 Zamek na 5 minut.
11:15 Rozmowa z mamą.
11:30-14:00 Zamek i Baht Arafe (głównie) w Karczmie pod Lipą.
14:00-15:00 Przerwa na obiad.
Przerzucam zdjęcia do albumu „Hałasy są w zasadzie gdzie indziej albo Sobotni orient w bisie”³.
15:00-16:00 Zamek i trzy opowieści Katarzyny Jackowskiej-Enemuo o dzielnych niewiastach w familijnym spektaklu narracyjnym.
16:00-16:45 Przerwa na dokończenie obiadu (zostało mi połowę surówki z pora) i pierwsze jarmarczne notatki w brulionie RR.
16:45-18:28 Zamek i koncert zamykający Jarmark – Light Migration
19:00 Internet i PR2.
Dorzucam na FB jeszcze jeden album „Hałasów brak, za to leje bez umiaru”.
Czas +/- 5 minut.
________
¹ Sygnatura zeszytu na przyszłość: brulion RR.
² Brulion RR, str. 3-9
³ Miało być „w nieoczekiwanym bisie”, ale się nie zmieściło.




Serio zmokłeś porządnie…, a to na Mazurach nie znajom sztormiaków? Mam takie u się nawet na płd. kraju i, by nie było, czasem z nich korzystam, to Ty nie potrafisz?
Dramat.
Jak bym miał robić taką rozpiskę godzinową, to, co widać w moich wpisach na blogu, było by pełno w notce. No za dużo się dzieje.
No może nie zmokłem tak, że aż do majtek, czy nawet z majtkami, bo miałem do pokonania w deszczu tyle, co przez zamkowy dziedziniec, jakieś 20 metrów od bramy do wejścia do muzeum. I jeszcze po drodze trzy straganowe zadaszenia stały, pod którymi można się było prześliznąć. Ale głowę zmoczyło mi jak przy myciu. I nogi prawie do kostek, bo się studzienka kanalizacji deszczowej zatkała i przed drzwiami do muzeum błyskawicznie rozlała się głęboka kałuża. To była w sumie zabawna sytuacja, bo w tej kałuży brodziła dyrektorka muzeum. W jednej ręce trzymała parasol, w drugiej szufelkę (?), którą usiłowała udrożnić odpływ wody. Ale miała problemy z samym zlokalizowaniem włazu do kanału, więc wzywała pomocy.
Deszcz lunął może nie nagle, ale bardzo intensywnie, na co nikt nie był przygotowany i nawet zadaszenie sceny się nie sprawdziło i artyści musieli uciekać ze swoimi instrumentami. Nie brałem z sobą parasola, bo wziąłem aparat i chciałem mieć swobodne ręce, a na jakąś kurtkę było za ciepło, a żadnego sztormiaka nie mam. Koncert z piosenkami Grechuty był cały w spokojnym, nieintensywnym deszczu i myślałem, że teraz też wystarczą za ochronę namioty rozstawione przez organizatorów.
Rozpiskę dałem dla krótkości niedzielnej notki. Jak widać po tym komentarzu, mam fazę rozwlekłego pisania. Odreagowuję tym melancholijny nastrój zapewne. O samej pogodzie z godziny siedemnastej mam już w każdym razie tekstu na dwie moje normalne blotki, a nie tknąłem nawet słowem koncertu kończącego Jarmark.
Te studzienki, którą dyrektorka chciała udrożnić, są często przytkane już znacznie wcześniej o czym pisałem u się, o naszej studzience na oś przed blokiem zatkanej praktycznie, bo ma b. niewielki przepływ od ponad 7 lat. I nie było przez te 7 lat czasu jej udrożnić. Dlatego mnie nie dziwi, że tereny są zalewane, bo kto dba o drożność odpływów, rowów melioracyjnych, rzek itp. A następnie się zwala na pogodę, a głupia tłuszcza to łyka jak głodne pelikany.
Zadaszenie sceny, to osobny temat. One z reguły są, by były, a nie by były przeciwdeszczowe, przeciw wiatrowe itp. To, jak większość dziś, ma wyglądać, a funkcjonalność to już inna bajka.
Nie, tutaj studzienka była zatkana od góry (bo to jest takie badziewie, prowizorka, nie żeby była normalna kratka, ale otwory nawiercone w żeliwnym okrągłym włazie), bo jak jeden z kustoszy pospieszył kobiecie z pomocą i właz chyba lekko poruszył, to woda z kałuży od razu spłynęła. Zadaszenie się sprawdziło przy koncercie tydzień wcześniej, przy nieintensywnym, spokojnym deszczyku. Ale wtedy to tylko tak bardziej mżyło. Teraz była intensywna ulewa.
Zmokłeś? Przecież Barbara oddała parasolkę, a nie wierzę że nie spodziewałeś się deszczu? 😝
Gdyby zaczęło padać wcześniej, pewnie parasol bym wziął, ale o 16:45 jeszcze nie padało, więc został w domu. W sumie chyba liczyłem, że jednak ten deszcz przejdzie bokiem.
Słowotoku nie musisz nam oszczędzać. Wolę to niż te króciutkie wpisy. Nie boisz się, że jak wyciągniesz kopyta ktoś przeczyta te Twoje zapiski? Przemyślenia Hebiusa muszą być ciekawą lekturą, szczególnie te ocierające się o sprawy erotyczne 😉
Skoro będę martwy, to czego mam się bać? Bardziej nieżywy od tego się nie stanę :D
A poza tym szczerze wątpię, by się komukolwiek chciało przekopywać przez te sterty makulatury. Mnie by się nie chciało, a nie mam w zwyczaju myśleć o innych gorzej niż o sobie.
Aaa… W moich prywatnych zapiskach erotyki jest tyle, co na blogu. A może nawet mniej niż na blogu.
Śpiewała wykonawczyni o Kolorowych Jarmarkach… Ps jest takie przysłowie „Letni deszcz urodzie nie szkodzi”
Mojej urodzi to już nic zaszkodzić nie może :D
Śpiewania o kolorowych jarmarkach u mnie nie było. Chociaż byłem raz świadkiem, jak jeden z gości prosił wykonawców grających w Karczmie pod Lipą¹, o coś fajnego do posłuchania, takiego bardziej biesiadnego, „Hej, sokoły!” jakby się dało.
– Takich utworów nie grywamy – rozczarował dziadka stary Hałas.
___
¹ Czyli pod takim większym namiotem nad kilkoma połączonymi stołami, ustawionym bliżej środka targowiska. Może z czasem wrzucę jednak jakieś zdjęcia i na blog, to sobie to dokładniej zwizualizujesz.
Intensywny weekend!
Bardzo. Przy poprzednich edycjach jarmarku wybierałem raczej pojedyncze wydarzenia, koncert, a teraz spróbowałem ogarnąć jak najwięcej z całej oferty kulturalnej. I w sumie jestem bardzo zadowolony, że udało mi się załapać na jedną dodatkową opowieść Katarzyny Jackowskiej-Enemuo, granie Kapeli Hałasów i bisujących w niedzielę muzyków z Baht Arafe. A! I że na tańcach zostałem :D Z tymi tańcami to już w zeszłym roku mogłem, ale się wystraszyłem. Szkoda.
To za rok będziesz królem parkietu 😃
Bruku co najwyżej. I to też na pewno nie :)
Tak ogólnie zamkowy dziedziniec jest miejscem, które się w ogóle nie nadaje do tańców. W trakcie energicznych zmian kierunków tańca w kółeczku jedna z roztańczonych pań potknęła się i przewróciła.
U mnie Jarmark Dominikański
26 lipca – 17 sierpnia
Nie wiem czy się wybiorę
Tam u ciebie widziałem jeszcze jedną fajną inicjatywę – spacer trasą literacką po ulicach Gdańska.
Tu masz listę miejsc: Gdańsk Miasto Literatury.
Ja się na razie na takie spacery nie nadaje
To bieda.
Fajna impreza 🙂
Jarmark? Tak, fajna.