
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Paweł zadzwonił po czternastej trzydzieści.
– Sałatki mi zostaw – zaczął bez wstępu.
– Nie przyjdziesz?
– Nie. Udało się i w domu już jestem.
– Ale sałatka na jutro… – miałem wątpliwości. – Nie za długo? Żeby nie zaszkodziła.
– Nic jej nie będzie. Włóż do słoika i zostaw w lodówce. Wpadnę rano.
– Jak uważasz.
+ + +
Myślę, że na ogół w internetowych wpisach (komentarzach) i dyskusjach zależy mi przede wszystkim na precyzji wypowiedzi. Żeby tekst był w pełni zrozumiały i jak najdokładniej oddawał to, co myślę. A druga najważniejsza rzecz – żeby to było napisane poprawnie i atrakcyjnie. Nie można się po mnie spodziewać jakichś głębokich rozważań czy ciekawych opowieści, więc przynajmniej forma niech będzie ładna, zabawna, sprawiająca przyjemność w lekturze.
Taka refleksja mnie naszła po dyskusji na temat zachwaszczającej polszczyznę destynacji i po uwadze Milady, że dostrzega w mojej wypowiedzi dużo agresji. Lubię kpinę i sarkazm, ale żeby zaraz brać to za agresję? Przykro mi się w pierwszej chwili zrobiło, ale z drugiej strony – przecież nie muszę być jak babka. Skoro nie zamierzam nic zmieniać w sposobie bycia, pora się przestawić na myślenie, że nie wszyscy znajomi muszą mnie lubić i zakładać, że moje intencje są pozytywne.




agresji u Ciebie nie widzę może tam jakieś czasem malkontenctwo (tak mogą ludzie odczytywać) ale żeby agresja ?? nieeeee
Możesz być nieobiektywna, bo przyzwyczajona, więc z przytępioną już wrażliwością. Za długo się znamy z czytania :D
możliwe, że jestem uodporniona :D
Bez wątpienia :D
lata wprawy ha ha ha
Zapraszam na krytykowanie moich noworocznych planów :D
Tak? Spróbuję być na tyle sarkastyczny, że aż Ci pójdzie w pięty :D
Technicznie rzecz biorąc, sarkazm jest rodzajem słownej agresji, psychologia nie ma co do tego wątpliwości. W krajach takich, jak Irlandia, nauczyciele są szkoleni w rozpoznawaniu agresji, bo na nich spoczywa odpowiedzialność za reakcję zgodną z procedurami, by chronić dzieci, sam byłem kiedyś z małżonką mą Świechną na takim szkoleniu. Co zrobisz z tą informacją, to już zależy od Ciebie.
Delikatny sarkazm
Agresją?
No nie wiem
Jeżeli znamy się już jakiś czas to przyzwyczajamy się do stylu wypowiedzi.
Na przykład ja jestem marudna i upierdliwa.
Ale już wszyscy o tym wiedzą
U Hebiusa nie ma agresji
Tylko jak sam napisał
Zdarza się „kpina i sarkazm”
Załączam link do artykułu dość szeroko i przystępnie opowiadającego o sarkazmie i kilku innych rodzajach agresji relacyjnej.
https://www.emocjepro.pl/sarkazm-zarty-nekanie-przemoc-emocjonalna-i-agresja-relacyjna/
Podobnie jak napisałem Hebiusowi: Podaję informację, co z nią zrobisz, to Twoja sprawa.
Przeczytałam
Delikatny sarkazm nie ma nic wspólnego z nękaniem
Autor artykułu próbował wytłumaczyć łopatologicznie. Szczerze: Zupełnie mnie nie interesuje, co zrobisz z informacjami, które usiłował Ci przekazać.
Ale co ja miałabym z nimi zrobić?
Myślę, że nic, bo z naszej czytelniczej znajomości mądrości w tym artykule zawarte w żadnym stopniu nas nie dotyczą. A przynajmniej nie dotyczą Ciebie.
Nie zauważyłem, byś w swoich wpisach, komentarzach kogokolwiek nękała czy była w nich sarkastyczna agresywna, wroga etc.
Ale mogę się oczywiście mylić.
Może wnikliwa lektura tego tekstu uchroni twój tyłek od skopania przez pyskatego dziesięciolatka? :D
Ja się bardzo pilnuje żeby moja agresywność
Pozostawała jednak w ukryciu 😏
:D
@Asenata, przecież w felietonie są zamieszczone przykłady sarkazmu raniącego adresatów. Możesz to przyjąć do wiadomości, a możesz zignorować.
A związek frazeologiczny „delikatny sarkazm” kojarzy mi się z inną zbitką słowną: „delikatny kopniak”.
Nie jestem nauczycielem i nie piszę do dzieci, tylko do dorosłych ludzi. Jeśli ktoś sobie nie radzi z moim sarkazmem, to jedyne, co mogę zrobić, to zasugerować mu, by przestał mnie czytać. Ewentualnie samemu zaniechać jakiejkolwiek reakcji na teksty tak wrażliwej osoby. Nic innego nie przychodzi mi do głowy.
Zakładam, że skoro nadal do mnie z żoną zaglądacie, nie czujecie się prześladowani moimi komentarzami. Jakby co dajcie znać – mogę się powstrzymać i nic nie pisać.
Sam powiedz, co byś doradził katolikowi, który zagląda na twój blog i czuje się tam niekomfortowo? Jakbyś się mógł zmienić w swoim pisaniu, żeby było mu tam dobrze? :D
@Hebius, Tobie się naprawdę zdaje, że Twój sarkazm jest problemem jakiejkolwiek dorosłej osoby oprócz Ciebie samego?
W czasach studenckich pracowałem w spółdzielni studenckiej, a jednym ze zleceń była cieciówka na budowie, gdzie moim zmiennikiem był absolwent filozofii. Któregoś dnia 2 robotników przyszło do nas 2 nocujących tam robotników, przynieśli wódkę i zaczęliśmy chlać we czterech. Po godzinie jeden z robotników rzekł do filozofa stosującego sarkazm: „Wypierdalaj, bierz swoje rzeczy i spierdalaj, bo cię zajebię”!!!
Oczywiście zazwyczaj ludzie sarkastyczni po prostu nie mają przyjaciół, bo ludzie nie są tak chętni do ciągłej walki, jak Ci się zdaje, wolą więc się odsunąć i zupełnie nie potrzebują do tego Twojej rady. Zdaje się, że moja małżonka w ten czy inny sposób zwracała Ci na to uwagę.
Jak już pisałem, to naprawdę tylko Twoja sprawa, co zrobisz z informacją na temat sarkazmu.
W tym przypadku to raczej nie sarkazm tylko działanie alkoholu.
A tak przy okazji, zawsze mnie śmieszy.
Pewnego dnia do SPATiF’u wpada pijany Himilsbach i od wejścia krzyczy ..
-Inteligencja! Wypierdalać!
Po chwili ogólnej konsternacji wstaje i odzywa sie Gustaw Holoubek…
– Nie wiem jak Państwo ale ja będę wypierdalał…
Z całą pewnością filozof był sarkastyczny, bo byłem przy tym, poza tym tak budował zdania, że ciężko go było zrozumieć nawet mnie, a co dopiero budowlańcowi.
@Woland
Dobra, poddaję się.
Nie rozumiem, o co Ci chodzi zwłaszcza z tym przykładem z pijanym robolem.
Mnie nigdy taka przygoda nie spotkała – nie wiem, może za mało piłem z robolami, albo nigdy nie byłem względem nich sarkastyczny? – więc się czuję całkiem bezradny i nie mam pojęcia, jak zastosować informacje odnośnie sarkazmu w życiu dzieci i młodzieży w komunikacji blohgowej.
– wydaje mi się, że moim nigdy nigdzie nie było, ale skoro nadawcy ciężko się do tego przyznać¹, to być może zwyczajnie się do tego nie przyznaję? Nie wiem i pewnie bez wielogodzinnej terapii (o której nie myślę) nigdy się nie dowiem,, więc wracamy do najbezpieczniejszego i najprostszego rozwiązania – bez czekania, aż mi napiszesz „Wypierdalaj, bierz swoje rzeczy i spierdalaj, bo cię zajebię”!!!
__________
¹ W ogóle nie poczuwam się do żadnego z występków wymienianych w zalinkowanym przez Ciebie tekście, co być może świadczy o mojej wyjątkowej zatwardziałości i głębokości w samooszukiwaniu się.
Wyjaśnienie jest bardzo proste: Możesz sobie używać sarkazmu, ale to niesie za sobą konsekwencje. Jak napisałeś, może za mało pijesz z robolami (ja bym to nazwał tkwieniem we własnej bańce – alkohol nie jest potrzebny do zaobserwowania robotniczych reakcji), ale gdy ci się przydarzy trafić na kogoś drażliwego, masz szansę poznać i taki feedback jak z mojej opowieści, osoba która z Tobą dyskutowała dała Ci swoją informację zwrotną i już nieszczególnie byłeś zadowolony, na tyle by napisać o tym notkę. I znowu: Nie musisz mi wierzyć, że osoba słabiej wykształcona, czy po prostu przyzwyczajona do innych norm, powie Ci na Twój sarkazm słowem „spierdalaj”. Po prostu, jak na kogoś takiego trafisz, to się dowiesz. Możesz też nadal tkwić we własnej bańce. Ograniczysz zasięg, ograniczysz feedback.
I tu akurat jesteś w błędzie: było mi przykro, że ktoś kogo znam i darzę pewną sympatią, w mojej niewinnej wypowiedzi dostrzegł agresję pod jej adresem – nie lubię takich sytuacji i stąd moja nadmiernie emocjonalna reakcja. Potrafię być w pełni świadomie agresywny i niemiły, nie potrzebuje do tego sarkazmu, który miałby maskować moje prawdziwe intencję. W sumie jeśli mi się cokolwiek zdarza maskować, to szybciej nadmierną sympatię czy inne takie, ale nie czystą wrogość.
Ogólnie te twoje wpisy są całkiem obok mnie i całej sprawy, bo nie bardzo pasują ani do tego, jaki jestem, ani do sytuacji na forum ZNienacka :)
Bo moje wpisy nie dotyczą Ciebie, tylko sarkazmu jako formy agresji i możliwych na niego reakcji. Mamy ze Świechną taką koleżankę, której jedną z form stawiania gardy był sarkazm (ma nerwice lękową i nam, jako ludziom, którzy nie mieli tego typu doświadczeń, aż niewiarygodne się zdawało, jakie tematy rozmów napawały ją lękiem). W efekcie uniemożliwiało to jakąkolwiek poważną rozmowę. Nie wnikaliśmy w to, bo cóż…, jej sprawa jeśli nie chce o czymś gadać, choć wybierała jeden z najgłupszych sposobów. Wyobraź sobie, że gdzieś tam podczas pandemii zupełnie niepytana zwierzyła się nam, że stara się walczyć ze swoim sarkazmem (faktycznie, od tamtej pory nie odczuwaliśmy tej figury retorycznej). Podejrzewamy, że ktoś z jej autorytetów zwrócił jej uwagę, że to jest niegrzeczne (działa we wspólnocie kościelnej, a Irlandczycy, jak Ci już gdzieś napisałem, uważają sarkazm za agresję). https://youtu.be/bfpi5oIFx-Q?si=YVgiJORtgrI12kmV
Acha.
Co do katolika na moim blogu, czy też zwolennika PiS lub innych faszystów na moim blogu, drę z ich postępowania łacha i kpię z nich, to są techniki jawnie agresywne dozwolone w felietonie, jako gatunku. Nic im nie doradzam, często sam ich własnoręcznie banuję bez pytania ich o zdanie.
To znaczy
Drzeć łacha i kpić można 😉
Można, podobnie jak i używać sarkazmu. Ale wiąże się to z konsekwencjami.
To jakie Ciebie czekają konsekwencje?
Mniejsza ilość stałych czytelników, czy też osób zabierających głos. Prawdopodobnie, gdybyś ich zapytała o ocenę mojej postaci, byłaby ujemna ;-) i to bardzo. Trochę próbowali u mnie trollować, więc kilka z tych osób dostało bana, a reszta boi się przychodzić. Mnie to pasuje.
W razie cóś to pamiętaj
Że ja się nie boję 🤨
Dobrze, będę pamiętać :-)
Jakby to napisać
Gdyby rzyć umiała mówić
To jednak zróżnicowałaby mocny kop od delikatnego kopniaka
Chciałbym zobaczyć, co Twoja rzyć powie pyskatemu dziesięciolatkowi, gdy ją lekko kopnie.
Ale dlaczego dziesięciolatek miałby moją rzyć kopać 😲
Bo nie odczyta twojego sarkazmu? Bo każdy używający sarkazmu zasługuje na kopniaka?
Żeby sprawdzić, czy rzeczywiście lekki kop w rzyć nie będzie przez Ciebie uznany za zachowanie agresywne. Dziesięciolatki lubią sprawdzać granice.
Niezbadane są ścieżki myśli człowieczej.
A gdzie niby ma być ta agresja
W Twoich wpisach 🤔
Nie wiem za bardzo o co chodzi
A nie, ta agresja to nie tutaj. Na blogu jestem dla moich komentatorów przyjazny i łagodny jak baranek :D
Nie wiem, być może na forach taki miły nie jestem. Teraz agresję zarzucono mi na ZNienacka, w topiku W meandrach polszczyzny gdy dałem wyraz swojej niechęci do destynacji używanej zamiast prozaiczniejszych rodzimych określeń. Przez moment czułem się lekko usprawiedliwiony w tej niechęci, bo nawet strona w której sprawdzam interpunkcje swoich blotek podkreśliła mi destynację twierdząc, że to pretensjonalna kalka z angielskiego i lepiej użyć rzeczowników miejsce lub cel podróży. Ale później sobie przypomniałem trafną konkluzję z innej, wcześniejszej dyskusji, że głupiemu nie wystarczy sprawdzić definicję słowa w pierwszym lepszym słowniku internetowym. I w sumie jestem teraz w kropce.
Destynacja 🤔
Precz z destynacją 😁
:D
Tak mi teraz przyszło do głowy: może gdybym było osobą nagminnie turystycznie podróżującą po dalszej i bliższej zagranicy miałbym inny, cieplejszy stosunek do destynacji?
Ja jestem nagminnie siedząca
Więc oschle podchodzę do destynacji 😁
I OK.
Nie dostrzegam w Twoich wypowiedziach agresji (może „marudzenie”, cięty język, odrobina kpiny). Niczego nie zmieniaj, proszę.
PS. Na wulgaryzmy nadal reaguję.
Ale marudzenie to chyba w znaczeniu, ze za często wracam do niektórych spraw – na przykład u ciebie do braku elementarnego gustu u Polaków? – bo na inne się nie zgodzę :D
W mowie wulgaryzmów nie używam w ogóle. Może tyle wystarczy? :D
Co do gustu, to nie dyskutuję. Możesz marudzić.
Tylko, że to tak nie działa.
Zajrzałem sobie jeszcze raz do słownika.
Jednak nie bardzo widzę możliwość wyrażania swoich prawdziwych odczuć, skoro odbierasz to jako marudzenie.
Jeśli wyciągnąłeś ostateczną broń w postaci Wielkiego słownika języka polskiego PAN – to ja się poddaję. Wyrażaj swoje prawdziwe odczucia jak tylko chcesz i nie martw się o mój odbiór.
:)
Musze częściej korzystać ze słownika.
Chyba to sobie wezmę za noworoczne postanowienie :D
Swoją drogą – jak teraz popatrzyłem po słownikowych definicjach – ja właściwie jestem bardziej ironiczny niż sarkastyczny i zdarza mi się (błędnie?) ironię i sarkazm traktować synonimicznie. Co dla samej afery wokół krytyki destynacji jest właściwie nieistotne, ale już dla tej tutaj dyskusji, gdzie zostałem napiętnowany za sarkastyczność, lekko tak.
Ooooo, ironia – to jest to. Szkoda tylko, że trudno wyobrażać sobie barwę głosu.
No tak, jeśli ktoś nie miał okazji mnie poznać i usłyszeć, ma utrudnione zadanie.
Ranyyyy, 80 komentarzy, a o sałatce ani słowa.
Sałatka dawno zjedzona i pewnie śladu po niej nie ma w pamięci brata.
Ja też prędzej nazwałabym Twoje niektóre komentarze marudzeniem. 🙂
Przepraszam bardzo
Marudzenie wchodzi w mój zakres obowiązków 😁
I Stanleya oczywiście
Hebius robi to nieświadomie 😅
A można o jakieś przykłady? Bo naprawdę nie wiem o czym piszesz i się zastanawiam, czy to właśnie nie przejaw jakiejś współczesnej nadwrażliwości, która w zwykłej krytyce od razu widzi hejt.
Przykłady marudzenia? Bo o krytyce nie mówiłam nic, a tym bardziej o hejcie.
Nie chce mi się szukać, ale jeśli tylko coś takiego zobaczę, dam znać, pokażesz, jak Ty to widzisz. 🙂
OK, wypatruj w przyszłych blotkach i komentarzach :D
Postaram się 😅
Dopisz na szczycie postanowień noworocznych :D
No przecież :D
@nieodkrytapl
Ale w takim pejoratywnym znaczeniu
W umie to trochę obraźliwe, bo się w ogóle do tego nie poczuwam :D
@Asenata
Możesz być spokojna – ani mi w głowie robić Tobie, czy Stanleyowi konkurencję :D
O wiele rzeczy bym Cię podejrzewał, ale nie o agresję 😉 Nawet ci którzy nas w miarę dobrze znają mogą niewłaściwie odczytywać nasze intencje. Nie wymagajmy od ludzi zbyt wiele, szczególnie że sami nie jesteśmy idealni… 😉 Czemu taki tytuł notki? To te słowa zostały niewłaściwie zinterpretowane?
Tytuł blotki z prostych skojarzeń. Destynacja > przeznaczenie > przeznaczeniem pedała jest piekło > … tu sprawdziłem w necie, czy nie ma jakiegoś ładnego porzekadła na ten temat i Google mi podsunęło mi to zgrabne hasło.
Przeznaczeniem pedała jest piekło… Matko Święta… Ja mam nadzieję że jednak do piekła trafia się za nieco inne przewinienia 😉
:D
Bo ty w cos tam wierzysz, a ja w sumie nie bardzo.
edit.
Nie, w sumie bezsensowna odpowiedzieć.
Jako katolik powinieneś w piekło dla pedałów wierzyć bardziej niż ja, który nawet w istnienie samego piekła wierzę dość średnio.
Ja jako katolik nie używam zwrotu pedał 😉 No, chyba że mówimy o części rowerowej 🙄
No tak, dziewictwo cię powstrzymuje. Ale po naszym spotkaniu to się zmieni i będziesz już mógł spokojnie poszerzyć słownictwo :D
„Ludzie widzą lustra”. Kiedyś o tym się dowiedziałem, a teraz to wiem. Poza tym zdarza się, że chcą abyśmy spełniali ich oczekiwania. Ja nie spełniam i dokładnie – jeśli komuś coś nie pasuje, niech wypierdala. Masz prawo być jakimkolwiek i błędem byłaby zmiana siebie dla innych. Zupełnie poważnie.
Współczesny świat pragnie zrobić z nas łatwych do sterowania baranów i owce. Teraz wyrażenie swojego zdania, które nie jest zgodne z obowiązującą narracją nazywane jest terroryzmem. Inteligencję (która przejawia się m.in. w ironii) hamuje się wszelkimi możliwymi sposobami. A produktem ubocznym całych tych zabiegów jest trudna do opanowania histeria młodych pokoleń.
:D
No tutaj może nie ze wszystkim się tak do końca zgodzę, ale to pewnie przez to, że trudno mi porzucić dotychczasowy obraz własnej osoby, że dobry ze mnie człowiek.
Jak tu wyżej napisano w codziennej mówie kpina i sarkazm to ucieczka w agresję. Trudno podjąć dyskusję z osobą która jej używa i skierowana do tej osoby z nienacka też budzi konsternacje. To działa w dwie strony a tylko jedna rości sobie prawo do jej używania. Jak nie masz innych argumentów w rozmowie czy chcesz stracić rozmówcę to jej używaj
Nie używam w codziennej mowie kpiny i sarkazmu, bo nie mam do tego za bardzo okazji. Zawsze trzymałem się założenia, że to się sprawdza tylko z rozmówcami, którzy odczytują humor, kpinę i sarkazm. W necie sprawa jest prostsza – na własnym blog to ja jestem gospodarzem i nikogo już tu nie zapraszam. Każdy, kto tu zagląda i komentuje robi to z własnej woli i chęci. Jeśli ktoś ma problem z odczytaniem humoru, kpiny sarkazmu nie musi ani mnie czytać ani wdawać się ze mną w dyskusje.
W komentarzach na innych blogach staram się być równie przyjazny jak w życiu, przy spotkaniu ze znajomymi. Szkoda mi fatygi na hejt czy jakieś teksty podszyte złośliwością. Jeśli ktoś widzi inaczej moje wpisy, to jedyne co mogę zrobić, to nie pisać u takiej osoby.
Nie chodzi o to czy rozmówca potrafi odczytać ale w jakim celu stosujesz? Sarkazm to nie jest objaw inteligencji a woli przekazu
Jaki jest mój cel? Przecież cała dyskusja wynikła z tego, że moja wypowiedź została niewłaściwie odczytana. Czyli cel w ogóle nie jest istotny.
Jeszcze jedna obserwacka: ci najbardziej popularni użytkownicy forów to osoby właśnie mają taki styl. Unikam bo z każdego tematu gotowa jatka. Z czasem ci najbardziej popularni to kreacje na potrzeby forum
Jeśli chodzi o fora – piszę tylko na takich, na których mogę się czuć w pełni swobodnie, nie mniej swobodnie, niż na blogu. Ale przecież tam też nie ma przymusu czytania moich tekstów i wdawania się ze mną w dyskusję.
Czy dobrze zrozumiałem, że ktoś zarzucił Ci, iż używasz pretensjonalnego wyrażenia „destynacja”, zamiast swojskiego „kierunek”?
No co ty!? Gdybym używał wzmiankowanego wyrazu, czy pisałbym o nim, że zachwaszcza polszczyznę? :D
Hmmm… Wynikałoby, że w tekście blotki nie potrafiłem jasno wyrazić swoich myśli.
Niestety nie wiem co mógłbym tam zmienić i jak wpis poprawić.
Raczej odwrotnie: czy destynacja powinna być używana w języku polskim. Uważam że art może podnosić prestiż miejsca ale w mówię potocznej brzmi zabawnie. Nie powiesz do kumpla czy partnerki zupełnie serio: jaka destynacje wybierzemy w tym roku? Chyba że cos się zmieniło i biura sprzedają pobyty w hotelu butikowym wtedy słowo destynacja musi paść . Ale czy ktoś wątpi ze hotelu kapsulowym w Tokio czy pod namiotem w Cro nie można spędzić niezapomniych chwil? Podróżować trzeba umieć. Ilość i jakość zdjęć nie jest tego wyznacznikiem
Myśl, że użycie określenia destynacja podnosi prestiż celu podróży zahacza właśnie o pretensjonalność.
Ale Ty masz talent. Takim wpisem zrobiłeś sobie tu forum. Chyba jednak wciągnę cię do swojego PRu
Niestety to był czysty przypadek, a nie celowa działalność.
I w sumie nie bardzo mnie cieszy rozwój tej dyskusji, że się niektórzy tak uparli, bym przestał być sarkastycznym chujkiem :D
Nie przejmuj się. Nie da się. Jesteś stary więc, zgodnie z przysłowiem, czym nasiakłeś, tym trącisz. No i tak już będzie. Więc glowa do góry
No i spoko. W sumie nawet sobie nie wyobrażam, że mógłbym się zmienić, bo dobrze mi z tym jaki jestem.
Ja prd. Przeczytałem większość komentarzy i cieszę się, że pod moimi wpisami nie ma czegoś takiego.
Dobrze, że mój blog jest niszowy, bo pewnie takich wpisów bym nie wytrzymał (st. mac. pewnie też.).
Czegoś takiego?
Czyli konkretnie czego?
Parafrazując znanego pana
„Jak masz bloga,musisz być twardy” 😉
@Baltazar
:D Mnie się tu raz (ale to chyba jeszcze na Onecie) autentyczny homofob trafił i przy lekturze jego komentarzy też nie straciłem panowania nad sobą. W sumie chyba raz mi się zdarzyło być dość niesympatycznym – przy pierwszym komentarzu Polluśki jakieś osiemnaście lat temu. I jak widać z jej obecności na samej górze, to też nic nie dało :D
@Asenata
Zależy, jaki chce się mieć blog.
Oczywiście
Nieraz mogą wyniknąć jakieś nieprzewidziane niedogodności
Mogą.