Po ciepłej nocy dzień słoneczny i upalny. 30°C.
Na obiad robię leczo, porcję na dwa dni. Pomidory kupiłem, paprykę mam od Pawła. Przez chwilę zastanawiam się, czy nie dodać cukinii¹, ale to może jutro, jeśli będzie mi się chciało iść do Gamy i dokupić kawałek kiełbasy.
Po południu zaszedł Marek podładować baterie w aparacie fotograficznym. Chciał u Mai, ale nie miała pasującej ładowarki. Pogadaliśmy chwilę, zostawił aparat i poszedł. Wieczorem miałem go podrzucić sąsiadce. Po dwudziestej okazało się, że nic z tego ładowania nie wyszło – może coś się w aparacie zepsuło albo może jednak moja ładowarka, mimo pasującej wtyczki, nie jest kompatybilna. Myślałem – zajdę do sąsiadki po drodze do Biedronki. W domu jej nie było (może jednak przeniosła się do męża?), w pracy też nie. Lipa i zawracanie głowy.
Wracając z nocnych zakupów w Biedronce, przypominam sobie, że wrześniowego numeru NF też nadal nie mam², chociaż zawsze nowy numer przychodził przed pierwszym. Czyżby zaczęła już działać wdrażana na poczcie reforma, która ma uzdrowić firmę i postawić ją na nogi?
______
¹ Brat przywiózł dwie w poniedziałek i tak leżą od tego czasu w kuchni i więdną.
– Po co ty w ogóle je przywiozłeś? – spytałem dzisiaj, gdy wpadł na chwilę.
– Myślałem, że przenocuję i miałem sobie zrobić – wyjaśnił.
² Codziennie sprawdzam skrzynkę w oczekiwaniu na reklamowany numer Repliki i niczego nie znajduję.



