Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Poranek jest słoneczny i mroźny (-5°C). Z biegiem dnia temperatura spada. O północy termometr pokazuje -12.
Przed śniadaniem kończę pierwszą skarpetkę. Rezultat zadowala mnie dość średnio. 52 oczka to chyba jednak za dużo. I nie jestem pewny, czy do nici, które kupiłem, druty nie powinny być cieńsze. Mogłem zabrać komplet od mamy, gdy jeździłem na święta. Drugą skarpetkę zrobię na 48 oczek, bo ta nie dość, że nieforemna, to tak obszerna, jak powyciągane stare, które noszę drugi, czy trzeci sezon.
Po zmroku wychodzę¹ na cmentarz. Grób dziadków jest dokładnie przysypany grubą warstwą śniegu. Odgrzebuję dwie latarenki i zapalam znicze. Babka kończyłaby dzisiaj sto lat.
Po powrocie do domu i szybkim obiedzie (do talerza zupy musiałem dosypać trzy łyżki kuskusu) ucinam sobie dłuższą drzemkę przy włączonym radioodbiorniku. Dopiero Richard Strauss po dziewiętnastej z „Kobietą bez cienia” w Operze pod gwiazdami motywuje mnie do wylezienia spod kołdry. Pilot leżał w okolicach biurka i musiałem się ruszyć, by wyłączyć radio.
Reszta dnia upływa mi na leniwym netowaniu. Miałem wrzucić klip z babką na FB w ramach świętowania jej setki, ale nie ma czego świętować², a najlepsze nagranie zużyłem przy wcześniejszej okazji, więc nawet nie zaglądam ma stronę³.
___________
¹ Przy okazji zmieniam ostatnią cyfrę w napisie na drzwiach, uaktualniając tekst do K+M+B 2024. W zeszłym roku zwlekałem z tym tak długo, że aż wyręczyła mnie w lutym czy marcu sąsiadka z naprzeciwka.
– Bo już nie mogłam patrzyć na ten 2022 – wyjaśniła.
Kredę miałem w szufladzie nocnej szafki. Poświęconą dwa lata temu, ale to przecież nie wietrzeje. Święcenie znaczy się. Ksiądz Piotr przyniósł nam kawałek przy okazji pierwszopiątkowej wizyty u babki.
² Chociaż nie powiem, wykorzystałem pretekst i kupiłem spory kawał jabłecznika toffi (?), który zjadłem w dwóch podejściach – jedną porcję przy śniadaniu, drugą na kolację.
³ Trzeba by przejrzeć nagrania, zdecydować, które się najlepiej nadaje, a nie miałem do tego zapału.



