Zima nam niesie chłodne zapomnienie.
Zmarli topnieją, jak śnieg zeszłoroczny.
I dzień nam w darze składa biały wieniec.
Lepsi, na siebie wyroki odroczmy.¹
Temperatura oscyluje w granicach 0°C. Niebo jest pochmurne, ponure. Po południu pierwszy śnieg zabielił okoliczne dachy.
Mam już dość poezji Rymkiewicza, zwłaszcza tej wcześniejszej, przesyt chwilowy albo i nie. Wybór wierszy, który sobie zostawiłem na doczytanie, chyba odniosę do biblioteki bez dalszej lektury. Dwa pozostałe ambitne tytuły też. Bo zbyt ambitne dla mnie jak na ten moment, przynajmniej „Topografia pamięci” Martina Pollacka. Dzieło pani Claudii Salazar Jimenez – doszedłem do wniosku – niewątpliwie w ogóle nie jest adresowane do mnie, więc nie ma sensu się męczyć².
________
¹ Jarosław Marek Rymkiewicz, Zima (z tomu „Człowiek z głową jastrzębia” 1960) w: Wybór wierszy, Czytelnik, Warszawa 1976.
² Że przypomnę niedawną, trafną, a adekwatną wypowiedź naszej szanownej noblistki Olgi Tokarczuk:
Powiedzmy sobie szczerze – literatura nie jest dla idiotów. Ja nigdy nie oczekiwałam, że wszyscy mają czytać i że moje książki mają iść pod strzechy. Wcale nie chcę, żeby szły pod strzechy. Literatura nie jest dla idiotów, żeby czytać książki, trzeba mieć jakieś kompetencje, wrażliwość pewną, rozeznanie w kulturze. Książki, które piszemy, są gdzieś zawieszone, zawsze się z czymś wiążą. (…) Nie wierzę, że przyjdzie czytelnik, który kompletnie nic nie wie i nagle się zatopi w jakąś literaturę i przeżyje tam katharsis. Więc piszę swoje książki dla ludzi inteligentnych, którzy myślą, którzy czują, którzy mają jakąś wrażliwość. Uważam, że moi czytelnicy są gdzieś do mnie podobni. Piszę do swoich krajanów.



