Brak netu. Chyba bardziej niż odcięcie od sieci¹ irytuje mnie perspektywa telefonowania gdzieś tam do dostawcy z reklamacją. Ale to dopiero w poniedziałek, dziś nawet nie szukam numeru, na który powinienem zadzwonić. Nie ma, to nie ma – wypełniam dzień czym innym. Doczytuję „Rok wilkołaka” Stephena Kinga, który w sumie nie jest taki najgorszy². Podganiam trochę oglądanie „Sex Education” i siedzę dłuższą chwilę przed telewizorem, zaliczając kawałek jakiegoś niemieckiego serialu (Berlin w latach 30. ubiegłego wieku³) i od połowy amerykański horror o nawiedzonym pokoju hotelowym. Na spacer nie wychodzę, choć nawet miałbym chęć, ale jest zbyt mokro (jeśli nawet nie pada, to mży). Zamiast obiadu gotuję wieczorem kaszę manną i otwieram słoik drylowanych wiśni przywieziony ostatnio ze ws. Wcześniej piekę babkę ziemniaczaną z kartofli kupionych w Biedronce. Na babkę były w porządku, choć może już ciut przymało, więc wyszedł taki grubszy placek, do zjedzenia w dwa dni. O głównym punkcie dnia, czyli pomyśle ciotki Janki, który mama zrelacjonowała w drugiej rozmowie (przed siedemnastą) ani pisać chcę, ani myśleć. Spadkobierczyni rodu⁴ w tym roku wybiera się jeszcze na Mazury odwiedzić rodzinne groby, ale na przyszły chciałaby zabrać rodzinę do siebie, w Sudety. Nie wydaje mi się, by taka trupia turystyka była tanim przedsięwzięciem, więc najpewniej nic nie wyjdzie z tych wykopek i przeprowadzki, ale i tak ciśnienie (metaforycznie przynajmniej) mi się podniosło.
________
¹ Oficjalny komunikat: Komputer próbuje używać serwera DNS, który jest nieprawidłowy lub nie odpowiada.
² Niestety to tylko dłuższe opowiadanie (128 stron ze sporą ilością ilustracji), a nie powieść, więc nie powinienem spędzać tygodnia nad książką.
³ Wciągający nawet, z atrakcyjnym blondynem wśród głównych bohaterów, ale naziści za chwilę przejmą władzę, a akcja kręci się wokół żydowskiego domu handlowego, więc raczej sobie daruję poznawanie całość, bo nic tam optymistycznego pewnie nie będzie.
⁴ Siostra mojego ojca, najmłodsza z rodzeństwa, przejęła z mężem (pierwszym) gospodarstwo dziadków. A że dość młodo owdowiała zdążyła jeszcze znaleźć kolejnego męża na drugim krańcu Polski.




przenoszenie grobów na drugi koniec Polsk, szczególnie w miejsce, z którym zmarli jak rozumiem w żaden sposób nie byli związani, faktycznie nie brzmi dobrze. Ale powiedzże coś więcej o tym majątku, skąd to i co z ziemią teraz? Została przkazana dalej po rodzinie?
To była normalna gospodarka. Coś około 15 hektarów ziemi, poniemiecki budynek mieszkalny i kilka budynków gospodarczych wzniesionych w czasach PRL-u. Dziadek był jednym z osadników repolonizujacych Ziemie Odzyskane i przchodząc na emeryturę przekazał gospodarkę córce, bo ze średnim synem się nie dogadał, a dwaj pozostali nie chcieli pracować na roli. Ciotka niestety na rolniczkę się nie nadawała i wszystko jakoś tam jeszce się kulało dopóki żyła babcia. A po jej śmierci całkiem przestało. Chyba już w poczatkach latach 90. ciotka dzierżawiła ziemię, a wuj był na rencie. Później dziadek miał wylew, czy udar i umarł w tym samym roku, co wuj, a ciotka dość szybko znalazła sobie nowego męża, do którego się przeniosła w Sudety z młodszym synem (starszy mieszkał już wtedy pod Warszawą). Na ziemię chętni byli od razu, kupca na dom ciotka szukała kilka lat.
czyli u Cebie to akurat ojciec, a u mnie mama to osoby „z awansu społecznego”
No poniekąd. Rodzina od strony mamy gospodarzyła na swoim już przed wojną i radzili sobie całkiem dobrze. Przed 1939 dorobili się na ogrodnictwie samochodu ciężarowego. A dziadek skończył nawet średnią szkołę rolniczą. Rodzina od strony ojca to małomiasteczkowa biedota, która cienko przędła. Jak kupili krowę, to trafiła im się taką, co daje mało mleka. Jak ją chcieli sprzedać, to ich Żyd na cenie oszukał :D
serial bez internetu… ściągasz seriale?
Czasem coś nowego.
czemu tu dziś nikt nic nie pisze?
Może wszyscy myślą, że nadal jestem bez Internetu? :D
Albo nie widzą tu nic wartego skomentowania.
Trupia turystyka… 😅 Masz Ty określenia. I pecha, żeby akurat w niedziele się net spierdzielił… Ale cóż. nigdy nie ma tak źle żeby nie mogło być gorzej. Dobrze że znów jesteś z nami.
Jak przeczytasz w poniedziałkowej blotce mogłem mieć net już w niedzielę. Gdybym był tylko bardziej rozgarnięty.
Mi ten post dopiero dzisiaj się wyświetlił. Cóż.. Niektórzy mają dziwne pomysły.
Pewnie dlatego, że tekst był antydatowany, opublikowany w poniedziałek z przesunięciem na niedzielę.
Aha.
A ja myślałam, żeś wybył na wieś niespodziewanie 😀
W tygodniu pojadę, jutro albo w czwartek, zależy od pogody. Mama jeszcze nie zdążyła ogarnąć na grobach i chciałbym jej pomóc.
masz na myśli przeniesienie szczątków ? rany ludzie robią takie rzeczy ? (poza prezydentami, królami i innymi mega personami). To bez sensu bo to „na chwile” ona zemrze i nikt nie będzie grobów odwiedzał. Zupełnie nie czuję tego przywiązania do grobów.
Pamiętam, już nie raz dyskutowaliśmy na ten temat :)
Ciotka zapewne liczy, że o jej grób zadba mieszkający blisko młodszy z synów, a w dalszej perspektywie jego dwie córki.
nie ma co liczyć szczególnie tak daleko no ale … dla niektórych to ważne. A dla jej bliskich te przenoszenie grobów może być problemem nie przysługą
Już po sprawie. Ciotka jadąc dzisiaj na Mazury zadzwoniła do mnie rano i chwilę porozmawialiśmy. O poprawkach przy pomniku wuja między innymi, bo się zapadł w jednym miejscu i kamieniarza trzeba brać, by wypoziomował płytę nagrobka.
– Bo jednak nie będę go przenosiła. Dziadków też nie.
– I dobrze – ja na to. – To za duży wydatek.
Że sam pomysł posrany nawet nie wspominam, bo i po co sobie nerwy szarpać, zwłaszcza że rzecz nieaktualna.
– Nie! – żachnęła się ciotka, ubodzona posądzeniem, że mogłyby nią kierować pobudki tak trywialne, jak wysokie koszty. – Marek [starszy z synów] się nie zgodził. Debil tak się na mnie wydarł, że aż dziurę w dupie było mu widać!
ha ha ha jaka urocza rozmowa. No ale tak myślałam, że trzeba myśleć też o następcach opieki grobowej. Jakby np. moja mama swoich rodziców chciała przenosić a ma 70 lat i też nie wiadomo ile sie będzie jeszcze grobami zajmować to też bym się wydarła. Bo potem to my z Młodą byśmy miała więcej do ogarniania. A tak serio to Młoda bo ja wiemy, że sie do tego zupełnie nie umywam i nie palę
Ale jaki to problem z ogarnięciem grobu? Pamiętam czasy, gdy się sprzatało na cmentarzu tylko na 1 listopada i tyle wystarczy. Zapalić znicza, nie zastawiać sztucznym badziewiem, więcej nie trzeba.
u mnie się ogarnia na Wielkanoc, na Boże Narodzenie, na urodziny zmarłego i czasem na rocznice śmierci. Także jest co robić. Poza tym Ty masz blisko a ja musiałabym autobusem jechać z wiadrem i tym sprzętem do czyszczenia do innego miasta.
Chodziłem do dziadka często i sadziłem u niego pelargonie, ale w sumie raczej w ramach pretekstu do wyjścia na niedzielny spacer. Teraz groby na wsi są ogarnięte jedynie z grubsza, ale jakoś w ogóle mi nie przeszkadza, ze nie zdążyliśmy z szorowaniem pomników. Zmarłym – podejrzewam – też to w ogóle nie przeszkadza :D Mama zaniesie dla ojca kupioną chryzantemę, reszta dostanie wianuszki z jałowca i wiązanki od ciotki Anki (Janka ponoć postawiła wczoraj jakieś znicze, najtańsze z najtańszych) i wystarczy. Grunt, że groby nie wyglądają na opuszczone, widać, że ktoś o zmarłych nadal pamięta.