Wrzesień nadal ciepły i słoneczny.
6:00 Budzę się tuż przed i liczę uderzenia zegara. Sześć, czyli można nadal spokojnie spać. Zza okna dobiega cichy dźwięk dzwonów dużego kościoła. „Na mszę o szóstej trzydzieści dzwonią” myślę jeszcze przed zaśnięciem.
8:00 Śni mi się dziewczyna¹ w zielonym szkolnym mundurku angielskiej pensjonarki (z taką charakterystyczną XIX-wieczną pelerynką, jaką nosił Holmes), z rudą czupryną przyciętą na pazia. Wiem, że powinienem ją znać, ale nie pamiętam kto to i nie chcę się przyznać, że nie pamiętam. „Musimy koniecznie zapłacić od razu pięć tysięcy za przedłużenie koncesji na wykopaliska” – mówi do mnie nieznajoma znajoma. „Podałam twoje dane, bo nikt inny nie przyszedł mi do głowy. A w ogóle to do tej pory źle wymawialiśmy imię Gerarda. Profesor odkrył właśnie, że Gerard…”.
Zegar wybija ósmą, a mnie umyka resztka snu, bo jestem zajęty liczeniem uderzeń. Osiem… Właściwie mógłbym już wstać, tylko po co? Naciągam kołdrę na głowę i ponownie zasypiam.
10:00 Odczekawszy, aż zegar skończy swoje hałasy, wybieram numer do mamy. Rozmawiamy o koniecznych remontach w mieszkaniu (muszla już się nie nadaje do użytku), że z centralnym nadal nic nie ruszyło (jak przywieźli wiosną nowe piece i postawili w kotłowni, tak stoją), a sąsiadka zaplanowała sobie jakiś wyjazd na październik i dwa koty trzeba będzie karmić, że znowu coś wyrzuciła z rzeczy ojca przy okazji zaglądania do szafy w drugim pokoju², o jabłkach, których nie ma czym przywieźć do miasta, o tym, co było oglądane wieczorem… Kwadrans (czy może nawet dwadzieścia minut) rozmowy szybko mija.
11:00 Do śniadania włączam komputer i chwilę później radio (PR2), w którym akurat prezentują fragmenty z pierwszego aktu całkiem przyjemnej opery „L’Isola d’Alcina” Giuseppe Gazzanigi.
13:00 Zajęty czytaniem czegoś tam w sieci (wiadomości? wrażeń z nowej netflixowej ekranizacji „Znachora”? a może tylko przeglądaniem zdjęcia na FB?) dopiero słysząc jakiegoś kontratenora, zwracam baczniejszą uwagę na aktualny program Dwójki. I klikam zawzięcie przez kilka minut, by dotrzeć do informacji w ramówce³ o wykonawcach retransmitowanego oratorium „San Giovani Battista” Alessandro Stradelli.
14:38 Dzwoni Barbara… porozmawiać o rezerwacji miejsca na cmentarzu obok ojca. Bardziej by już mnie zaskoczyć nie mogła. Zeszłego roku, w maju czy czerwcu zostawiłem bratu na to kasę, ale teraz w ogóle sprawa mnie nie interesuje.
– A kiedy Kunegunda przyjdzie po walizkę? – pytam.
– Dzisiaj, jutro… Nie wiem – odpowiada Barbara. – Masz jej numer, to zadzwoń. Albo na Messengerze spytaj.
Fakt. Mogę też nie dzwonić i wyjść jutro z domu normalnie, bez komórki. Bo pozbycie się walizki z przedpokoju nie powinno być moim zmartwieniem. Pora się przestawić.
16:30 „Naprawdę jestem marudny? Nie wydaje mi się, bym marudził. Nie chcę być marudny! A może tylko nie chcę być postrzegany jako maruda?”. Rozgoryczony (rozżalony) oceną mojej ostatniej forumowej pisaniny wyłączam komputer i biorę się za obiad. W menu ponownie placki ziemniaczane. Powinienem był starkować przynajmniej dwa kartofle mniej, bo znów jem w nadmiarze.
18:30 „Po północy w Doniecku” jest książką niewątpliwie ciekawą, ale chyba nie mam natchnienia na taką lekturę. Po kilku stronach odkładam tomik i ucinam sobie drzemkę.
21:00 Spać dalej (wtedy wypadałoby tylko wstać i pościelić łóżko), czy zmobilizować się i wyjść na spacer?
W sumie i tak by trzeba wyjść, obierki wynieść i skorupy po jajkach na śmietnik.
21:30 Powietrze wydaje się jakieś chłodne, więc nakładam koszulę. I zostawiam walkmana, bo chwilowo mam dość słuchania „Pożegnania jesieni”. Na chodnikach pustki. Jedną osobę mijam, wracającą z zakupami z Biedronki, rowerzystę na Szpitalnej, trzy wulgarne panie pod dobrą datą na Skłodowskiej (znów tam nazbierałem pełne kieszenie kasztanów) i alkoholizującą się grupkę kilku osób (sądząc z głosów głównie płci żeńskiej) na Pileckiego, przy zejściu na miejskie targowisko. A później dopiero jakąś kobietę w mieście, która spory kawałek idzie za mną, bo podążamy w tym samym kierunku, tylko ona dalej.
23:00 Szykuję kolację (marmolada się kończy, chyba zacznę brać miód do twarogu) i odpalam komputer.
________
¹ Teraz skojarzyłem, że to była Seager, poruczniczka z jednostki badającej pożary, zainteresowana Kellym Severidem (Chicago Fire).
² Wszystkie drobiazgi wędkarskie, haczyki, żyłki, spławiki etc (i mogę mieć tylko nadzieję, że nic więcej, nic z tego, na czym by mogło mi zależeć). „Nie będę przecież szukała chętnego wędkarza, żeby mu to oddać” – powiedziała. Ja bym chyba jednak poszukał, bo nie lubię podobnego marnotrawstwa.
³ Polskie Radio ma wyjątkowo słabą stronę internetową, jeśli chodzi o podawanie tak podstawowych informacji, jak szczegóły ramówki.




10:00 Że muszę się wybrać z motyczką (a. haczką) na cmentarz i shakać (zhakać?) kawałek między grobem dziadków a pomnikiem doktora W., bo strasznie zarósł zielskiem. Mnie to w sumie nie przeszkadza, ale to wbrew cmentarnym standardom.
14:00 Wyglądając przez okno w kuchni i przyglądając się nowym barierkom przy schodkach ma chodnik zastanawiam się, kiedy zostały zamontowane. „Wychodząc w środę po chleb do Mistrza Jana zwróciłem uwagę na mocowanie, że takie słabe – odgrzebuję w pamięci. – Czyli poręcze pojawiły się we wtorek. Trzeba to sobie zanotować chociaż w terminarzu, bo za chwilę całkiem mi to wyleci z głowy i nawet roku pojawienia się tej innowacji nie będę pewny.”
A to w końcu istotna innowacja, bo schodki (potrzebne z powodu różnicy poziomów wynikających po części z posadowienia dzielnicy na gruzowisku, a po części z przyczyn naturalnych, historycznych, czyli ulokowania starego miasta na stromym wzgórzu nad rzeką) doczekały się pierwszych poręczy po sześćdziesięciu latach istnienia.
21:30 Ludzie spotkanie w trakcie spaceru mieli być w kontekście pełni. Że księżyc ogromny na bezchmurnym niebie, ale z gwiazd widać tylko jedną (a moze to któraś z planet? Wenus?), bo światła miasta rozpraszają mrok nocy. I że te liczne latarnie, tak poza tą spotkaną gromadką, świeca tylko dla mnie. Ale dywagacje byłyby bardziej sensowne, gdybym nie spotkał nikogo… i w rezultacie zacząłem się zastanawiać, czy jakiś kontekst umieszczać… i w sumie nie podjąłem żadnej decyzji, tylko o tym zapomniałem. Ot taki urok pisania po nocy.
___
* Po dwunastej zacząłem pisać to uzupełnienie, w piątek. Nie dodaję do tekstu blotki, bo i tak jest już o wiele za długi. (godz. 12:51)
Ja też nie chcę żebyś był marudny, bo to moja rola! 😉 Miejsce na cmentarzu obok ojca? Tzn. chce kupić ziemię obok jego pomnika? Nie wiem jak jest u Was, ale u nas to na tyle chodliwy towar że żeby mieć parcele obok siebie trzeba szybko to załatwiać.
Tak. Mama, gdyby sama załatwiała sprawy w gminie przed pogrzebem, od razu wykupiłaby podwójne miejsce. Tam mówiła. Brat nie pomyślał. Tam się ktoś moze dochować, albo nie, trudno przewidzieć, bo to w środku cmentarza, a jest dość wolnego miejsca gdzie indziej. Dla nas miejscówka jest atrakcyjna, bo w jednym szeregu są pozostałe groby rodzinne, dziadków, prababki i wuja. Tylko siostra dziadka leży gdzie indziej, na początku cmentarza, w pierwszym rzędzie, bo była jedną z pierwszych nieboszczek wśród powojennych osadników.
Nie uważam, bym był marudny. Staram się nie marudzić w życiu codziennym, dlatego prawie nic nikomu o sobie nie mówię. Jeśli ktoś uważa, że marudzę w pisaniu niech tu nie zagląda i mnie nie czyta. Bo nie marudzę!
Obyście zdążyli wykupić, bo jednak miło leżeć wśród swoich. W najgorszym razie pozostanie kremacja, wtedy do jednego grobu można więcej wrzucić. Sam mam zamiar się skremować, bo w rodzinnym grobie już tylko miejsce dla ojca i matki zostało, a mamy ulokowany w starym cmentarzu, gdzie już nic nowego nie wymuruje. Wiesz, czytam te Twoje stare teksty i odnoszę wrażenie, że Ty przez te lata naprawdę zdążyłeś uwierzyć że nic dobrego nie może Cię spotkać. Takie myślenie już mnie zaprowadziło w mało wesołe zakątki życia…
Zmarłemu nie robi to żadnej różnicy, gdzie leży i czy w ogóle leży. Dla żywych byłoby wygodniej, gdyby groby bliskich, którymi się opiekuje, były w jednej kupie.
Masz ciekawe spostrzeżenia :D Ale że też chce ci się babrać w tych blogowych starociach. Nie lepiej poczytać książkę jakąś?
Ja po prostu jestem ciekaw tego Hebiusa dawniej. 😅
To w sumie miłe :D No i po to właściwie jest pełne archiwum blogowę, z wszystkimi wpisami z Onetu włącznie, by każdy mógł z niego skorzystać. Ale przyzwoitość nakazuje mi zawsze ostrzec potencjalnego czytelnika, że nie warto tam zaglądać :D
Ja wiem że dawniej byłeś bardziej wylewny 😅
Być może.
za dużo klepiemy tych seriali jak już się śnią bohaterowie ;)
No najlepiej siedź w domu z powodu tej walizy i nie wychodź :D
No nie wiem. W tej chwili oglądam tylko Chicago PD, jeden odcinek w tygodniu.
ja jestem już na 10 sezonie za chwile skończe i zacznę Chicago Med :D
Też się trochę zastanawiam nad Chicago Med.
ja sie nie zastanawiam tylko lecę po kolei :)
A Chicago Justice też już zaliczyłaś?
w kolejce za Med :)
Wrzuć teraz, bo to krótsze i masz świeżo w pamięci Chicago PD, a seriale są bardziej powiązane.
dobra zmienię kolejność :)
oki