Słonecznie, 27°C. Powietrze nagrzane, że aż przygniata.
Po trzynastej wychodzę do Mistrza Jana po dodatkowy bochenek chleba. Z powodu kalafiora na obiad¹ (kwiat duży, że ledwo się zmieścił w garze, wczoraj zjadłem pół, dziś dokończę) poszło mi pieczywa więcej, niż zazwyczaj. Wracając ze sklepu zgarniam całą makulaturę ze skrzynek na listy. Może coś do czegoś się przyda. Nie zdążam nastawić wody na kawę, gdy odzywa się dzwonek telefonu i wywabia mnie z kuchni do przedpokoju. Dzwoni mama, by odreagować dwugodzinną wizytę synowej, która w swoje narzekania na męża („Niech mama mu coś powie, żeby się poprawił”) wplata też moją osobę.
– „Tak do mnie wczoraj wydzwaniał – opowiadała – że aż się Darek zdenerwował” – relacjonuje mama.
– Tak? – dziwię się lekko. – Powinna mama pamiętać, że ja sobie w ogóle głowy nie zawracam tym, co się u nich wyprawia. Dorośli są i powinni sami rozwiązywać swoje problemy. Paweł do mnie dzwonił zanim jeszcze Barbara przyszła z walizką. Żebym jej przekazał, że jak pracuje i ma na głowie psy i koty, to nie ma czasu odbierać jej telefonów. I żeby mu wysyła SMS-a, jeśli czegoś chce. Przyznam, że nawet tego za bardzo nie słuchałem i dopiero później, jak się zastanowiłem chwilę, doszedłem o co mu chodziło. Jak przyszła Barbara, to powiedziałem jej tylko, że ma SMS-a do Pawła wysłać. Na co ona, że nie będzie wysyłała SMS-ów, bo skoro nie odbiera połączeń to i SMS-a nie odczyta. I to wszystko. A skarżyła się, że to on wydzwaniał?
– Jedno drugiego warte! Już jej mówiłam, że powinna sobie jakąś koleżankę znaleźć, bo nie chcę tego wysłuchiwać.
– Trzeba od razu mówić, że jak im tak źle, to niech się rozwodzą.
– Nie mogę, bo zaraz wszystko Pawłowi powtórzy i ten przyleci, żeby się awanturować.
Tak się teraz zastanawiam na czym Barbarze zależało bardziej, na zwykłym wygadaniu przed kimkolwiek, czy na zepsuciu krwi teściowej (ukaraniu teściowej za to, jakiego syna urodziła)? Bo żeby na wykończeniu teściowej, to chyba nie aż tak. Myślę, że bratowa jest na tyle bezmyślna, że nawet się nie zastanawia nad reakcją od strony fizycznej osoby starszej, z problemami z ciśnieniem, na takie zatruwanie przez dwie godziny przedpołudnia.
___________
¹ Przez kalafior na obiad?




Jej chyba trzeba powiedzieć żeby swoje brudy prała w swoim domu a nie wam życie zatruwała
Ale jej brudy to nasze brudy :D Przecież to bliska rodzina.
Moim zdaniem to jej brudy. Ona z mężem to oddzielna rodzina.
Rodzina to rodzina.
Barbara ma rację- nie ma sensu pisać SMSów, skoro nie odbiera telefonów.
To, że szuka poparcia i u Ciebie i u teściowej musi mieć jakieś podłoże…
Zapewne jakieś musi mieć, tylko jakie? Jest tak naiwna, że wierzy, że jej mąż lekceważy zdanie żony, ale posłucha w czymś matki albo brata?
Już kiedyś pisałam, że od spraw rodzinnych trzymam się zawsze z daleka. Ale kiedyś byłam, jak Barbara- nie chcąc się nikomu skarżyć na męża, szukałam wsparcia u teściowej (zwanej zwyczajowo mamą) Byłam równie naiwna, co głupia. Nie wyrosłam z tego, ale małżeństwa nie uratowałam. Przeciwnie. Dlatego po prostu szkoda mi Barbary. Choć rozumiem, że inaczej ta historia nie mogła się potoczyć.
Chyba sama będę okropną teściową.
Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale mama od początku była przeciwna temu małżeństwu, bo widziała, że ani Paweł się nie nadaje na męża dla Barbary (takiego, co to słucha we wszystkim żony i wykonuje z radością wszelkie jej polecenia), ani ona na żonę dla niego (potrafiącą żyć na wsi przede wszystkim). Pewnie zdarza się, że jej współczuje, jak to kobieta kobiecie, ale synowi też pewnie niekiedy, bo to jednak syn. Oboje mają takie charaktery, że żadnych zmian już w tym związku nie ma co spodziewać, więc w sumie jedynym lekarstwem byłby rozwód. Ale ani jedno, ani drugie rozwodzić się nie zamierza. Patowa sytuacja trochę.
lepiej powiedz, co z wyjazdem do Grecji?
Na razie nie ma za bardzo nic do opowiadania, bo niewiele wiem. Kunegunda leci z grupą osób ze szkoły gdzieś do Grecji i będzie się uczyła tam, zamiast tu, w Polsce. Przez cały październik chyba.
Super sprawa!
Tak, też uważam, że to fajna rzecz.
Nie wiem ile oni lat są po ślubie, ale wiem natomiast, że to żona powinna wychować sobie męża! 😉Na ślubnym kobiercu wzięła sobie surowy materiał do obróbki, a że nie włożyła odpowiednio dużo wysiłku? Choć ja odnoszę wrażenie że ona po prostu ma ochotę pogadać, a ten drań Paweł daje jej ku temu alibi 😉
Nie każdy jest materiałem na pantoflarza. Jeśli nie lubi się gości w domu i chce mieć męża domatora, nie wychodzi się za kogoś, kto jest towarzyski, ma pełno znajomych i cię ciąga po tych znajomych, organizuje wspólne ogniska etc. Widziały gały co brały.
Dokładnie tak! Miała czas żeby go poznać zanim doszło do ślubu, więc teraz niech nie narzeka :-)
Niestety w życiu to tak nie działa :)
Może Barbara wierzyła, że przerobi brata na swoją modłę, że miłość go zmieni. Albo została całkiem zaślepiona miłością. A moze zwyczajnie bardzo chciała wyjść za mąż, więc nie zwracała uwagi na wady kandydata do żeniaczki.
W każdym razie teraz narzeka.
Nie lubię kalafiora 🙄
„Barbarze zależało bardziej, na zwykłym wygadaniu przed kimkolwiek, czy na zepsuciu krwi teściowe”
Zawsze to jest potrzeba wygadania się.
Ale wliczone w to jest także „zepsucie krwi”
Pewnie wiesz lepiej, bo ja tak nie miewam. Tzn. może i miewam, ale od dawna nie mam do kogo i się odzwyczaiłem. A może nigdy nie miałem do kogo i się nie nauczyłem? Mógłbym więc co najwyżej chcieć się wypisać. Ale na blogu raczej też tego nie uskuteczniam, bo wiem, że nikt by tego czytać nie chciał. A moze sam nie chcę, by ktoś to czytał? Już i tak za mocno się tu odsłoniłem, za dużo o mnie wiecie. W sumie powinniście już o mnie myśleć, jak ja o sobie myślę. Co nie jest zbyt przyjemne i nasuwa pytanie „Dlaczego nadal czytacie bloga kogoś takie?”. Ale nad tym to już w ogóle staram się nie zastanawiać, boo nie chcę dojść do jakiś dodatkowo nieprzyjemnych (obelżywychj moze) wniosków :D
Każdy z nas ma potrzebę wygadania się, wyrzucenia z siebie tego co nas dręczy.
I to jest dobre.
Nie powinno się w sobie dusić emocji i różnych przeżyć.
Z tym tylko, żeby pamiętać
Że we wszystkim trzeba mieć umiar.
I jak mawiał mój Dziadek
„Nigdy nie należy pokazywać całej dupy”
Czyli są sprawy, które trzeba przerobić jednak samemu.
Akurat z tym konkretnym stwierdzeniem twojego dziadka, to w ogóle się nie zgodzę :D
Rzeczywiście, pogodę w Polsce macie niezłą. Tymczasem u mnie chyba zapalenie zatok się wykluwa (albo mój wredny charakter skrzętnie ukryty wychodzi na wierzch 😸)
Tak, wrzesień jest wyjątkowo ładny. Dzisiaj też było 27 stopni.
Chciałbym zapoznać Barbarę. Dasz mi do niej kontakt?
🤣😂😂
Nie. Ale jeśli wpadniesz z wizytą, to spróbuje zorganizować spotkanie z bratową.
Z tego, co piszesz, to wnioskuję, że Twój brat i bratowa nie mają ani łatwego charakteru ani łagodnego usposobienia.
Nie, raczej nie mają.
generalnie to jest pomysł z czapy, żeby teściowej mówić, że ma synowi coś powiedzieć. No ludzie to nie małe dziecko żeby go karcić tylko dorosła osoba. Sami niech swoje sprawy załatwiają. Wstydu nie ma … albo serio nie ma koleżanek co byłoby żałosne
Taki już urok Barbary :)