Przeglądam, przekładam papiery w pudłach stojących na szafie. Na razie nic za bardzo z tego nie wynika. Nie mogę się zdecydować, by cokolwiek wyrzucić. Zaraz sobie przypomina pochopne pozbycie się kosza na śmieci z łazienki w pierwszym dniu po śmierci babci. Gdybym miał pewność, że nie będę już wysyłał żadnych kartek hand made, mógłbym spokojnie wynieść całą stertę (minimum dwa kursy na śmietnik) różnych papierzysk. Ale nie mam pewności i drepczę w miejscu. Odłożyłem osobno babcine archiwum korespondencji z czterdziestu kilku lat¹. Ciekawe, czy u rodziny zachowały się jakieś jej listy. Babka trzymała chyba wszystkie otrzymane. Z anonimem przypisywanym Irenie MB włącznie. I cale pudełko kartek z życzeniami, ze czterysta sztuk pewnie. Kiedyś na spokojnie to uporządkuję.
Wieczorem jestem tak zmęczony, że po odcinku „Detektywa z wybrzeża” nie wychodzę już na spacer i szybko kładę się spać.
___________
¹ Cztery ostatnie dziesięciolecia XX wieku. Z początkiem obecnego babka doczekała się własnego telefonu i już głównie dzwoniła.




Ostatnio sama wyrzuciłam na śmietnik całą stertę, by nikt nie musiał mieć kłopotu z makulaturą. Nie mam zielonego pojęcia po co ja to trzymałam…
Zasyłam serdeczności
Skoro nie masz pojęcia, po co trzymałaś, to dobrze, że wyrzuciłaś. Ja jestem całkowicie nieempatyczny, więc do trzymania wystarczy mi świadomość, że coś się może jeszcze przydać i sobie nie zawracam głowy ewentualnymi kłopotami spadkobierców z nadmiarem bogactw do wyniesienia na śmietnik.
Lepiej nie podejmuj teraz decyzji, których możesz żałować. Zadrukowany, zapisany papier to Twój żywioł. Rzadko kupuję gazety czy magazyny, a wciąż mam opór przed wyrzuceniem.
Akurat ta sterta, pokaźna muszę przyznać, to rzeczy do cięcia i klejenia. I wyrzucenia mógłbym żałować o tyle, że pandemia prawie uśmierciła sektor gazetek reklamowych i ciężko by mi było uzbierać materiały na wylepki, gdybym wyrzucił to co mam, a potrzebował jednak zrobić kartki przykładowo na Paradę Równości.
Co to za sprawa z anonimem? Co w nim było?
A cóż mogło być w anonimie? Sama prawda. W pewnym sensie.
Po tagach możesz odszukać blogowe wpis o tym liście.
Niezła historia ;) Co było dalej z Ireną?
A co mogło być? Umarła.
(Wygląda, jak dialog z historii kryminalnej)
Ten mój z Mare?
Umarła, umarła, to chyba jasne. Teraz chodzi o to, co się wydarzyło pomiędzy anonimem a zgonem: skłóciła się z sąsiadami? W końcu na kogoś doniosła?
Właściwie nic się nie wydarzyło.
Nie było żadnego donosu.
Ze wspominaną w anonimie panią Marysią i panną D. sąsiadka zdążyła się poróżnić na dobre już wcześniej i nie pogodziła do śmierci. A babka nigdy nie była pamiętliwa, nie trzymała długo urazu i szybko przestała sobie zawracać anonimem głowę i nadal utrzymywała z Ireną MB normalne sąsiedzkie stosunki. Ja też, bo jestem z charakteru trochę podobny do babki.
Korekta (żebyś się nie czepiał i nie szydził):
„A babka nigdy nie była pamiętliwa, a w każdym razie nie żywiła długo urazy.”
Papiery na których są dane osobowe, jakieś ważne informacje, a które już się nie przydadzą, lepiej spalić. Cholera wie w czyje łapska to może trafić jak wyląduje na śmietniku.
Spalić nie miałam gdzie, więc kupiłam na allegro pieczątkę zamazującą 😁
Może jakbym miał kilka metrów bieżących takiej wrażliwej dokumentacji bym się zdecydował na podobny krok.
I gdybym musiał pozbyć się takich papierów już, natychmiast. Bo w normalnej domowej sytuacji wystarczą własne palce – do wydarcia kawałka z danymi i porwania na drobne kawałeczki. Człowiek sobie siedzi spokojnie przed telewizorem, czy komputerem, ogląda serial i drze :)
Ale teraz ja niczego podobnego robić nie muszę, bo nie pozbywam się rachunków, dokumentów czy innych takich.
Z wyrzucaniem papierów też bym była ostrożna. Jeśli tylko nie jest Ci pilnie potrzebne miejsce, to zostaw na później 😂
No pewnie tak zrobię, dostawie jeszcze jedno pudło na strychu :D
odnośnie takiego chomikowania to z jednej strony fajne to są pamiątki a z drugiej strasznie zagracają chałupę. Ja miałam gdzieś około 20 może więcej listów pisanych odręcznie na kilkanaście stron od mojego pierwszego chłopaka. Super to były wspomnienia teraz bym chętnie poczytała ale mój pierwszy mąż kazał mi to wszystko po ślubie wywalić a ja durna posłuchałam.
Mnie jest trudno się pozbywać takich rzeczy. Całkiem niedawno wywaliłam stare okulary bo wyrabiałam nowe i poprzednie mi zostawały. I miałam tego z 6czy 7 par i leżało. Staram się pozbywać ale i tak masa zalega. Teraz się może wezmę bo pomyślałam sobie, że jakbym tak jednak wykorkowała znienacka to rany boskie ile po mnie zostanie sprzątania !!!
aaa i melduję u mnie kolejny wpis !!! :D
Normalnie jak nie ty! :D
nie wiem co się ze mną dzieje jestem w szoku :D
Tylko nie mów, że masz już kolejny wpis :D
dzisiaj nie miałam czasu ale może jutro się wezmę po rehabilitacji ;)
:)
(ja muszę się wziąć i za dzisiejsza i za wczorajsza, ale całkiem brak mi zapału)
No i ile miejsca ci przybyło po wyrzuceniu tych 20 listów, zauważyłaś jakąś odczuwalną różnicę?
Listy do babki zajmowały duże pudełko po wedlowskiej bombonierce, a kartki pudełko po butach.
Wiadomo, rzeczy zajmują miejsce, ale tym martwieniem się, że za dużo po nas zostanie, to naprawdę nie warto sobie głowy zawracać. Ja tam z rozbawieniem wracam pamięcią do tego, że dziadek miał tak zagracone obie piwnice, że wejść się do nich nie dało. Namęczyłem się przy sprzątaniu, nie powiem, ale wątpię bym w innej sytuacji pomyślał „O fajnie, umarł, ale przynajmniej nic nie trzeba robić z jego rzeczami, bo sam wszystko zdążył wynieść na śmietnik. Jaki dobry człowiek!”.
nie nie ja to w innym znaczeniu. Listów mi bardzo szkoda to była mega pamiątka nie myslałam o zwolnionym miejscu. A wywalenie własnych gratów bardziej mam na mysli, żeby ktoś tego nie przeglądał bo to moje, prywatne i sentymentalne a nie, że trzeba posprzątać :)
Aaa… w tym sensie, że nie chcesz, żeby ktoś grzebał w twoim życiu. Rozumiem.
(listy wiem, też by mi było szkoda)
nie żebym miała tam coś do ukrycia ale dziwnie myśleć, że ktoś będzie to przeglądał
Mnie chyba by bardziej obeszło, że ktoś będzie przeglądał moją bieliznę i może komentował, czy choćby myślał „Ooo… Niby taki porządniś, a gacie całkiem powyciągane i całkiem zużyte!”. Ale co zrobić, takie życie. Nie będę przecież pilnował, by wszystko w szufladzie było nowiutkie i w idealnym stanie, szkoda na to kasy i fatygi :D
ooo o tym nie pomyślałam ! lecę przejrzeć majty ;)
:)