Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Listopad 2009

Najpierw padł mi aparat fotograficzny, później rozbolała głowa, a na koniec wszedłem na forum i…
A może powinienem zacząć od samego rana i od najazdu rodziny (mama, bratowa, Kunegunda)?
W każdym razie mimo wszystko postanowiłem nie dać sobie zepsuć całego dnia.
Wieczorem nałykałem się tabletek, wyłączyłem komputer i siadłem przy radioodbiorniku, by posłuchać transmisji katowickiego koncertu Philippe’a Jaroussky’ego z zespołem Concerto Köln.
I było bardzo przyjemnie – od instrumentalnego „Przybycia królowej Saby” z oratorium „Salomon” Haendla, przez arie z „La dolce fiamma”, aż po cztery bisy Filipa kończące występ.
A żywa reakcja publiczności cieszyła dodatkowo. Myślę, że wykonawcom też było bardzo miło słyszeć tak entuzjastyczne owacje.

Read Full Post »

1853.

W związku z powszechną krytyką mojego postępowania, wytykaniem malkontenctwa i oskarżeniami o sianie niezgody, nałożyłem sobie ograniczenia w forumowej działalności. Przez najbliższy miesiąc będę próbował nie wychodzić poza swoje niszowe tematy z działu Kultury i prywatne wiadomości do niektórych userów oraz administracji. Wiem, że łatwiej byłoby w ogóle zrezygnować z zaglądania na forum, ale trochę się obawiam, że mógłbym się do tego przyzwyczaić. A może powinienem?

Read Full Post »

1852. Bez żadnych takich.

– Ech…
– I co tak babcia ciężko wzdycha? – pytam.
– Że znowu głowa cię boli.
– Boli to boli, nie ma się czym przejmować. – bagatelizuję sytuacje.
Bardziej niepokojące są zimne dreszcze, które po południu zagnały mnie do łóżka, ale o tym babka nie musi nawet wiedzieć.
Minął prawie tydzień, jak wylazłem po grypie (?) z pościeli, a nadal nie czuję się najlepiej.
Ale nic to – jeszcze kilka główek czosnku, kilka litrów herbaty z miodem i stanę na nogi.

Read Full Post »

Kuchnia. Przed śniadaniem.
– Nie wiem… – babka przerywa na moment szukanie dzikiej róży na herbatę. – Coś tak w piersi mnie zakłuło…
– Do lekarza! – rzucam, nie odrywając się od krojenia chleba na kanapki.
– Do grabarza raczej. – ripostuje babka

+

Pokój. Sprawdzając pocztę, kończę drugi kawałek piernika. Babka nie odrywa wzroku od telewizora i transmisji warszawskich uroczystości z placu Piłsudskiego.
– Chodź popatrz. Jak równo maszerują! – woła pełna zachwytu.
– Nie! – warczę rozeźlony. – Nie interesuje mnie to!
– Ale to tylko raz do roku. Przy komputerze możesz siedzieć codziennie.

Read Full Post »

Balsam długiego pożegnania. Marek S. Huberath w: Nagroda im. Janusza A. Zajdla 2007. Antologia utworów nominowanych za rok 2006.
Dopiero przy końcu opowiadania mnie tknęło, że skoro tekst nie pochodzi z „Księgi smoków” (Runa) moje wypatrywanie tej istoty i dywagacje, jak też autor zamierza powiązać smoka z malowniczą Wyspą Umarłych są zupełnie nie na miejscu.

Read Full Post »

Sobota

Ogródek – godzina kopania.
„Betelgeza” – cały cykl. W nocy po obejrzeniu „Gotowych na wszystko” zaczynam pierwszy album „Aldebarana” (chronologicznie poprzedzający „Betelgezę”)
betelgeza

Niedziela

„Aldebaran” – kończę cykl.
Pamiętam, że kiedyś widziałem w księgarni na półce dwa pierwsze albumy wydane przez Siedmioróg. Nawet po nie nie sięgnąłem. Nie słyszałem ani o rysowniku, ani o serii, tytuły ukazały się niszowym wydawnictwie, a okładki nie kusiły ciekawym rysunkiem. Pewnie i Blacksada bym wtedy zignorował, gdyby nie kot z papierosem w gębie na okładce.
Blacksad NY 70x100-web

Poniedziałek

Rano.
– To wybiera się babcia do Płażewiczów?
– Tak – przytakuje babka. – Ale przyjdę o pierwszej, muszę przecież kartofle ugotować.
– A ty nigdzie nie idziesz? – pyta po chwili.
– Nigdzie. Przecież czekam na kuriera.
Po południu.
– Kurier przyniósł paczkę?
– Nie.
– To nie wiadomo, czy w ogóle przyniesie. – zauważa babka.
– Nie wiadomo.
– No i co zrobisz?
– Nic.
Pinokio w delegacji, to nawet nie mogę (nie chcę mu zawracać głowy) nasłać go na firmę, której zlecił dostarczenie przesyłki.

Redakcja 2016.09.25

Read Full Post »

Czwartek.

Przed południem wizyta w zamku. Okazało się, że czytelnia jest teraz czynna dopiero od dwunastej, zaglądam więc do biblioteki.
Do domu wracam z dwoma tomikami polskich opowiadań sf&f.

+

Spodobał mi się ‚Bóg marnotrawny” Jakuba Ćwieka – tekst przyjemny w odbiorze, trącący anielskim klimatem wprost z Kossakowskiej. Zacząłem się nawet zastanawiać nad poszerzeniem biblioteczki o cykl o Kłamcy, ale jest kilka irytujących drobiazgów, które nie dają mi spokoju.
Jak można położyć na blacie „sześćdziesiąt euro w pięciu dziesiątkach”? Czy to wygodne mówić z wykałaczką w ustach? I po co wyciągać z kieszeni drugą, skoro jedną już się trzyma w gębie?
A co, jeśli w książkach będzie więcej takich niezrozumiałych dla mnie zdarzeń?

Piątek

Czekam na kuriera z przesyłką od Pinokia.
Nie przyszedł w porze śniadania.
Nie przyszedł w porze obiadu.
Zaraz zmierzch i pora kolacji, a kuriera nadal nie ma.

Read Full Post »

Older Posts »