O Kinder niespodziankach przypomniałem sobie dopiero 20 minut po północy.
Babka nie wiedziała o co chodzi, gdy wsadziłem jej jajko do ręki i kazałem zrywać pozłotko (nie chciało mi się wcześniej wytłumaczyć zasad zabawy), więc koniec końców sam odwinąłem jajko i wyciągnąłem ukrytą kapsułkę.
I tu spotkało mnie spore rozczarowanie – zamiast czegoś fajnego w środku znalazłem plastikowy badziew. Po złożeniu wyszedł zielony bączek – prosty w obsłudze, dobrze wyważony, jak nim porządnie zakręcić wirujący długo nawet na dywanie.
Interpretacja: w 2012 babka w zasadzie nadal zachowa dotychczasowa sprawność, ale za każdym razem trzeba będzie mojej interwencji, żeby ją zmusić do jakichś intensywniejszych działań.
Przy drugim jajku, tym z wróżbą dla siebie, nie spodziewałem się już żadnych mysiodoktorowych atrakcji, więc zawartość kapsułki – druga zabawka do złożenia – nie stanowiła rozczarowania. A los obdarował mnie zmyślnym modelem wyścigowego bolidu. Samochodzik się „nakręca” jadąc nim do tyłu – puszczony luzem na jednym takim „tankowaniu” przejeżdża (i to dość szybko) nawet kilka metrów korytarza.
Interpretacja: widziałbym tu jasną sugestię, że w nowym roku powinienem bardziej zainteresować się Pszczółkiem, zadbać o rozwój naszej znajomości. I to szybko, bo inaczej facet prędko mi zwieje sprzed nosa.
A za oknem prawdziwa zima. Wieczorem spadł pierwszy śnieg! Przy obiedzie było jeszcze normalnie, jesiennie. Wyglądam teraz (przed kolacją) – na ulicy biało! A na termometrze -2 to może nawet przez chwilę ten śnieg poleży.






