Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘radiomagnetofon’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Wczoraj odebrałem wreszcie swój radiomagnetofon. Znów mogę się umuzykalniać. Sprzęt przywieźli już w środę, ale telefon ze sklepu był po moim wyjeździe na wieś.
– Proszę wszystko dokładnie sprawdzić – powiedział sprzedawca wręczając mi pudło – Mam nadzieję, że odtwarzacz będzie działał bez zarzutów.
– Też mam taką nadzieję.
Jutro zgram kilka ze ściągniętych płyty (przy okazji odciążę trochę przepełniony dysk) i urządzę babce tydzień operowy.

+

Gdyby ktoś wiedział, ile odcinków liczy kultowy brazylijski serial „Niewolnica Isaura” – moja babka byłaby wdzięczna za informacje. Tak swoją drogą zastanawiam się teraz, jak mogłem swego czasu (w 1987 roku?) oglądać z zainteresowaniem coś podobnego. W głowie się nie mieści!

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Od razu wiedziałem, że nic z tego mojego łażenia do sklepu RTV nie będzie. Zaszedłem tylko żeby Pinokio przestał mi ciosać kołki na głowie.
– Dzień dobry…
Nawet nie musiałem nic więcej mówić – sprzedawca uprzedził moje pytanie.
– Niestety, radiomagnetofonu jeszcze nie ma. Dzwoniłem w tygodniu do Płocka – musieli wysłać zapotrzebowanie na części do wymiany. Zanim kurier dostarczy im nowy czytnik trochę potrwa.
– To już trwa dość długo – wtrąciłem nieśmiało. – Zaraz będzie miesiąc.
– Sam pan rozumie. Najpierw kurier musiał zawieźć sprzęt, teraz trochę potrwa dostarczenie czytnika. Ale w następnym tygodniu reklamacja powinna być już załatwiona.
– Mam nadzieję.
Na razie jedno wiem na pewno. Więcej nic nie kupie ani w tym felernym sklepie, ani w żadnym innym należącym do tej sieci.

+

Wieczorem słuchałem Listy Przebojów Trójki. Stare radio lekko się sypie (siada potencjometr), więc przy zmianie stacji (na co dzień mam ustawioną Dwójkę) trzeba czasem postukać w odbiornik.
– A gdzie te nowe? – zainteresowała się babka słysząc to klepanie. – Jeszcze nie przyniosłeś?
– Chyba widać, że nie – warknąłem.
– To i nie wiadomo, czy w ogóle ci oddadzą. Tyle czasu… Może doszli do wniosku, że to z twojej winy się popsuło? Dwieście złotych wyrzucone na śmietnik.

+

Wracając do domu na poprawę humoru zaszedłem do księgarni. I kupiłem sobie grube tomiszcze Marka S. Huberatha (jego książki kupuję w ciemno) „Miasta pod Skałą” – trzytomową powieść w jednym woluminie. I komiks Tadeusza Baranowskiego (dopiero teraz w pełni doceniam humor i kreskę rysownika) z przygodami pary wampirów Szlurpa i Burpa.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Opublikowałbym blotkę wcześniej, ale znów na Onecie grasował błąd b(-101)

Po obiedzie miałem wizytę w sklepie RTV. Było krótko.
– Dzień dobry.
– Dzień dobry. – sprzedawca rozpoznał mnie od razu. W sumie żadna sztuka – taki pysk jak mój łatwo zapamiętać. – W sprawie radiomagnetofonu?
– Tak.
– Przykro mi. Jeszcze nic nie wiadomo. Możliwe, że wymieniają cały czytnik, a to może trochę potrwać. Trzeba cierpliwie czekać.
– Aha¹… To do widzenia.
Zrobiłem w tył zwrot i posunąłem prosto (z trzema międzylądowaniami²) do biblioteki. Nie tyle celem wypożyczenia czegokolwiek (dopiero po powrocie do domu przypomniało mi się, że miałem poszukać „Trzech panów na rowerach” Jerome K. Jerome), czy poczytania prasy w Czytelni, co przypomnienia bibliotekarkom o swoim istnieniu :)

_______
¹ Wiem, że mało błyskotliwe, ale lepsze niż „QRWA! To ile ta reklamacja może jeszcze potrwać!?”
² Pierwszy „postój” w sklepie z zastawą stołową i różnymi drobiazgami „na prezent”. W moim kiczowatym guście były malutkie zieloniutkie żabki-świeczki. I zwróciłem uwagę (od razu pomyślałem o Anonimowej Be) na gipsową (ceramiczną?) niewielką figurkę Myszki Diddl. Drugi w księgarni – przekartkowałem gruby tom o historii starożytnego Egiptu (brak jakichkolwiek pikantniejszych fotografii). Trzeci – zakupy w saloniku RUCH-u.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Nie jestem dobry w pisaniu tekstów na zamówienie. Za bardzo przypomina mi to siedzenie nad wypracowaniem, czyli coś, czego nigdy nie lubiłem.
Na dodatek znajomy wyciągnął Pinokia do miasta, więc nawet nie mam komu podrzucić tej blotki do wstępnego zaopiniowania (czy nie jest za bardzo nudna). Hmmm… A może by tak wzorem Anonimowej wykorzystać Mańka? Widzę, że jest dostępny na GG.

+

– A co tam robisz? – zainteresowała się babka.
Ona w przedpokoju (szykowała się do wyjścia na ogród), ja w kącie pokoju przy komputerze, ukryty za rozrośniętym fikusem – w tych warunkach widziała tylko jakieś dziwne ruchy moich rąk (zwijałem akurat kabel zasilający).
– Szyjesz coś?
– Pakuję radio do pudełka.
– Popsuło się już?
– Tak.
– Aja jaj! To prawdziwe niepowodzenie. Może źle włączałeś?
– Nie gada babcia głupot. – warknąłem lekko zirytowany.
– Jedno zepsute, nowe kupiłeś – też się zepsuło… A jest gwarancja?
– Jest.
– To odnieś je jak najszybciej.
Tak też zrobiłem. Z samego ran, jeszcze przed śniadaniem wybrałem się do sklepu RTV.
Bla, bla, bla… czyli typowy wstęp w takich wypadkach. Panowie wybrali radiomagnetofon z pudła i spróbowali odsłuchać dwie płyty kompaktowe (normalny krążek i z mp3)
„Będzie kicha jeśli odtwarzacz zaskoczy – pomyślałem. Ale „jamnik” nie sprawił mi takiej niespodzianki. Na wyświetlaczu pojawiło się tylko „no” (w domyśle disc)
– Tak jak mówiłem. Odtwarzacz w ogóle nie widzi płyt. – rzuciłem (głosem zabarwionym lekką nutką satysfakcji). – Awaria po trzech dniach używania to jednak za wcześnie.
– A tylko co zdążył pan w sobotę podbić gwarancję – starszy ze sprzedawców poinformował chudszego kolegę. – Wynosił pan radiomagnetofon na dwór?
– Nie. Słuchałem muzyki tylko w domu.
– Bo pod wpływem wilgoci – wyjaśnił – sprzęt mógłby się zepsuć.
– Zdecydowanie odpada. Nadal mamy uruchomione w bloku centralne ogrzewanie.
– Kurz z płyt może zabrudzić soczewkę, ale nie po tak krótkim czasie. Wypiszemy protokół i niech technik w serwisie obejrzy sprzęt.
– A całkiem zrezygnować i zwrócić radiomagnetofonu by się nie dało? – spytałem żeby się upewnić (i być w porządku wobec Pinokia, który namawiał mnie na próbę odzyskania kasy)
– Tylko jeśli w czasie reklamacji okaże się, że to jakaś wada fabryczna, której nie można usunąć. Wtedy albo zwrócimy pieniądze albo dostanie pan drugi egzemplarz.

Możliwe, że w prawie konsumenckim jest coś innego, ale jestem zbyt potulnym klientem żeby o cokolwiek walczyć.
– A nie orientuje się pan co mogło się tu zepsuć.
– Naprawdę trudno powiedzieć. Jak się czyta raporty po reklamacji – wilgoć, zakurzone płyty mogły uszkodzić soczewkę. Ale to nowy sprzęt. Pewnie jakaś wadliwa była. Zamontują nową i powinno być dobrze.

Zostawiłem w sklepie swoje namiary i numer telefonu. Jak dobrze pójdzie zadzwonią jeszcze w ciągu tego tygodnia i się dowiem na czym stoję.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Widać taki mój pechowy los. Sam jestem felerny, więc i w sklepie trafiam bezbłędnie na sprzęt z ukrytą wadą.
Jutro idę reklamować kupiony trzy dni temu radiomagnetofon. Odtwarzacz CD po przestał widzieć płyty.
A trzeba było kupić jakąś mini wieżę, a nie oszczędzać kasę na wyjazd do Warszawy (zwłaszcza, że palcem po wodzie pisany ten ewentualny weekend w stolicy). Nie miałbym teraz takich problemów.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Wracałem już ze sklepu z nowym „jamnikiem”. Znajomą sylwetkę Tadka¹ wypatrzyłem z daleka. Też był na zakupach – w reklamówce niósł pudełko z butami. Część, cześć – bla bla. Przez chwilę tarasowaliśmy chodnik rozmawiając o tym i owym.
– Co tam słychać? – konwencjonalnie zagaił Tadeusz
– Nic nowego. Po staremu przejadam emeryturę babi.
– Mam nadzieję, że babcia żywa, a nie zasuszona mumia machająca rączką, jak w „Psychozie”, a Ty tylko odbierasz przekazy.
– Bez obaw. Babcia jest jeszcze całkiem żwawa.
– Jakieś większe zakupy? – Tadek kiwnął głową w stronę mojego pudła.
– Musiałem kupić coś do odtwarzania kompaktów. Padł mi sprzęt, a w Kętrzynie nigdzie nie ma zakładu, w którym mógłbym spróbować zreperować gruchota.

[…] Tu był fragment o kętrzyńskich punktach reperacji sprzętu RTV – niezwykle interesujący, tyle że co najwyżej dla tubylców. A że nie wiadomo mi o żadnym ziomkach czytających tego bloga…

– Zastanawiałem się przez chwilę nad jakąś wieżą, ale na moje potrzeby dość zwykłego radiomagnetofonu z odtwarzaczem. – podsumowałem. – A tu akurat trafił się „jamnik” z możliwością odtwarzania mp3². Gwarancja na dwa lata – powinno wystarczyć.

Babka…
– A co tam takiego przyniosłeś w tym pudle? – zaciekawiła się odrywając na chwilę od telewizora.
– Mój urodzinowy prezent.
Wypakowałem.
– Przecież mamy już radio. – babka nieszczególnie spodobał się widok zawartości.
– Ale zepsuł się odtwarzacz do płyt. Nie będę się wypowiadał co można zrobić z tym prezentem od Kaśki. Jeszcze się nie zdarzyło żeby kupili coś porządnego.³
– Ale samo radio jeszcze działa?
– Tak, Litwę może babcia usłyszeć nadal bez problemu.

___________
¹ Muszę zrobić sobie jakiś spis nadawanych nicków, bo nie wykluczone, że chłopak (kolega z odległych czasów ogólniaka) wystąpił już na tym blogu pod innym imieniem.
² Sprawdziłem na płycie od Jacorka (cały koncert Lorreny McKennitt w jednym 120 MB pliku mp3), której nie dawał rady mój komputer (system zawieszał się przy każdej próbie uruchomienia) – opcja działa bez zarzutu.
² Ja jednak jestem cholernie pamiętliwy i tej kasy pożyczonej ode mnie w pewne wakacje dwadzieścia (prawie) lat temu tak szybko nie odpuszczę. Tzn. mniej oczekuję zwrotu, ale… Teraz, gdy dostaję coś od kuzynki w prezencie, zawsze myślę sobie, że pewnie taka hojna z powodów wyrzutów sumienia przez ten nierozliczony dług. Swoją drogą ciekawe jak by można przeliczyć 1000 złotych z 1987 roku na obecne złotówki. „Z mądrości Talmudu” – tom w twardej, płóciennej okładce – wydanie PIW z 1988 roku – kosztował 1100 złotych. Hmmm… Czyli mogę przyjąć, że przez kuzynkę nie mam kompletnego „Kwartetu angloindyjskiego” Paula Scotta – bo akurat wystarczyłoby mi tamtej pożyczonej kasy na dwa brakujące – wydanie PIW w miękkiej oprawie – tomy („Dzień skorpiona” i ‚Wieże milczenia”). No czegoś takiego to jej długo nie daruje!

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij