Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Plastuś’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Z pamiętnika robola

04:45-14:45. Na budowie w NR.
Do śniadania kończymy szalowanie ław.
Od jedenastej, w największym upale, kursuje razem z Plastusiem* taczką na trasie pomiędzy kupą piachu, a wykopem. Tymczasem majster rozplantowuje dowieziony żwir, podsypuje, wyrównuje etc.
Przed fajrantem zbijamy jeszcze przy blaszaku stojak do kręcenia zbrojenia. Budowę opuszczamy tuż przed deszczem.
A w Kętrzynie babka podejmuje gości. Z Sandrowiczami minąłem się już tylko w drzwiach. Mamę miałem jeszcze okazję odprowadzić na przystanek i porozmawiać po drodze.

__________________
* Miał wolniejszy dzień, wiec zadeklarował pomoc. Przyjrzałem się dzisiaj dokładnie inwestorowi (zwłaszcza, że bez koszulki pracował). Fajnie owłosiony misiek, ale przez silnie odstające uszy wypisz wymaluj Plastuś.

-100%-
Edycja estetyczna 2020.08.19
Pierwotnie w tytule „2059. Wtorek”.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Z pamiętnika robola

Godz. 00:00. Za oknem błyski odległej burzy. Deszcz już nie pada, ale wolę nie zostawiać otwartego balkonu. Zasypiam marnie.
Godz. 04:05. Szarówka. Babka urządza wędrówkę po pokoju.
– Otworzyłam okno, bo byśmy się podusili – wyjaśnia niepytana.
OK, tylko po co o tym mówi i wyrywa mnie ze snu?
Tydzień temu o tej porze jeszcze spałem w najlepsze nieświadom, że Sojuz jednak spełni obietnice i wpadnie z wizytą. Teraz usiłuję nie zastanawiać się nad poniedziałkowym pożegnalnym [ocenzurowano].
Godz. 05:40. Pobudka. Ciekawe, na którą majster zarządzi w tygodniu początek pracy.
Godz. 05:55. Na wadze 105,1 kg. Nieźle, jak dobry prosiak. Czy to nie będzie za dużo (i ze szkodą dla organizmu) jeśli założę optymistycznie, by w trzy miesiące zrzucić 15 kilo?
Godz. 06:00. Kawa i skromne śniadanie. Po południu czekają mnie jeszcze zakupy, bo w lodówce pustki.
Godz. 06:20. Jednak nie biorę z sobą aparatu. Lampa błyskowa coraz bardziej szwankuje, ewidentnie przez to wożenie po budowach.
Jest majster. Zajeżdżamy jeszcze po ciuchy i po graty do garażu.
Godz. 06:50. Budowa w NR. Koparka ma być około siódmej, ósmej. Facet od nadzoru przed dziewiątą.
Godz. 08:30. Majster obmierzył, co miał obmierzyć, sprawdził, co miał sprawdzić. Siedzimy bezczynnie i czekamy. Pan K. snuje opowieść o bolącym kolanie. I bulwersuje się z lekka Rosjanami, którzy do spółki z PO uśmiercili poprzedniego prezydenta, i że Jarkowi uniemożliwia się ujawnienie prawdy i zrobienia w kraju porządku.
– Coś to marnie się wszystko rozpoczyna – od polityki majster płynnie przechodzi do spraw budowlanych – Trzeba chociaż kanapki zjeść, żeby do domu wszystkiego z powrotem nie wozić.
Godz. 09:00. Jest coraz bardziej parno, słońce przygrzewa niemiłosiernie.
Godz. 09:45. Przyjeżdża koparka. Początkowe plany robienia wykopu tylko pod same ławy ulegają korekcie – wybieramy cała ziemię.
Godz. 11:00. Przerwa na kawę.
Godz. 12:00. Od tego upału zaczyna boleć mnie głowa.
Godz. 12:15. Zmiana operatora koparki – za kierownicą siada młodszy brat inwestora. A samego Miśka musiałem widzieć przynajmniej raz, dwa lata temu, jak była jakaś dowózka suporeksu do sołtysa, bo twarz chłopaka wydaje mi się znajoma.
Godz. 14:15. Wykop jest już gotowy. Ale majstrowi oczywiście nie spieszno do domu. Rozmawia z inwestorem i z jego ojcem – chociaż nie wiem, że można to właściwie nazwać rozmowa, bo facet nie słyszy chyba połowy tego, co panowie do niego mówią. Muszę im chyba powiedzieć, że to, co biorą za roztargnienie pana K. to częściowa głuchota.
Godz. 14:53. Wyjazd z budowy.
Godz. 15:00. Mijamy rondo Solidarności w Kętrzynie. Majster wysadza mnie pod pawilonem.
– To w poniedziałek o pół do piątej? – upewniam się.
– Może być o pół do piątej – mówi majster, ale jakoś tak bez entuzjazmu.
To o której chciał wyjeżdżać z Kętrzyna, skoro dniówkę mamy zaczynać o piątej, a dojazd nie zajmuje dziesięciu minut?
Godz. 15:02. Jestem w domu, ledwo żywy. W głowie łupie niemiłosiernie. Pół godziny w wannie i zakończona niepowodzeniem próba zjedzenia obiadu.
– Nie sprząta babcia ze stołu, niech to stoi – decyduję w połowie kotleta, odsuwając talerz. – Zjem resztę na kolację.
Godz. 15:40. Kładę się na kanapie i prawie od razu zasypiam.
Godz. 18:20. Głowa nadal lekko boli, ale da się już wytrzymać. Kończę obiad (ewentualnie – jem kolację) i mogę już zacząć żyć.
– Może majster w niedzielę będzie pracował? – ciekawi się babka.
– Nie babciu.
– A tam co wcześniej budowaliście mieszkają ludzie?
– Nie wiem babciu – niecierpliwię się. – Jedni mieszkają, inni nie.
Rozmowa o budowie to ostatnie, czego bym teraz potrzebował.

-100%-
Edycja estetyczna 2020.07.22
Pierwotnie w tytule „2056. Sobota (wersja H)”.

Read Full Post »

« Newer Posts

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij