Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Mikronek’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Za mną dwie godziny wśród książek na Koszykowej (w Hali niższe ceny, w Składzie Tanich Książek tuż obok o wiele większy wybór tytułów) – wiedziałem, że pieniądze powinienem zostawić w domu. Ciekawe jak zapakuje się z tym całym swoim bogactwem do malutkiej torby podróżnej?
Teraz jakieś trzydzieści minut przerwy (chwila na odpoczynek i drobną przekąskę) i sunę na pobliską stację metra (Centrum) – ze słoikiem pigwy dla Palnika – na spotkanie z Mikronkiem. Może jak wrócę Pinokio już też skończy pracować i pojawi się w domu?

Dodatek (dla Walpurga)

Zgodnie z życzeniem – zestawienie moich dzisiejszych nabytków. Wymienię tylko tytuły, które nie powinny być Ci obce (albo przynajmniej autorów skojarzysz bez problemu):
„Pożegnanie jesieni” Stanisław Ignacy Witkiewicz -12,50 zł
„Niepokoje wychowanka Törlessa” Robert Musil – 6,50 zł
„To ty jesteś Daniel” Hanna Krall – 5,50 zł
„Taniec na cudzym weselu” Hanna Kraul – 7,00 zł
„Urodziłem się w Barbakanie” Papcio Chmiel (Henryk J. Chmielewski) – 9,00 zł

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Dzień dzisiaj jakiś ponury i senny. Zapłaciłem po południu wszystkie rachunki mieszkaniowe, włączyłem kompa… i od kilku godzin próbuję bez powodzenia napisać cokolwiek na swoim blogu. Termin goni, a u mnie całkowity zastój twórczy. Teksty Wilde’a też nie przygotowane, a od jutra muszę się już zabierać do wypieków słodkości (rogaliki i sernik) na przyjazd kuzynów. Dobrze, że w mieszkaniu trzeba zrobić tylko drobne porządki w mieszkaniu. Po wizycie w Warszawie u Jerzyka i Michała wiem już, że ze sprzątaniem nie mam się co wysilać. Choćbym starał się nie wiem jak i tak nie dorównam Jerzykom – nie przesadzę jeśli powiem, że gościłem w mieszkaniowym – jeśli idzie o czystość i panujący porządek (i to mimo dwóch kotów. Dwóch? Jednego „Tucznika” na dobrą sprawę należy liczyć za dwa koty!) – odpowiedniku wzorca metra z Sevres.
Ale odbiegłem o tematu. A jaki w ogóle jest temat? Racja, już sobie przypomniałem. Tematem brak tematu.
Zacząłem…
Czy mam depresję? (przypuszczenie jednego z moich czytelników. Ha! Ha! Ha! Ależ to cudownie brzmi – „mój czytelnik”…) Zdecydowanie NIE! Jestem może nadal odrobinę smętny (melancholijny – jak to uroczo ujął Madi w swojej reklamie moich zapisków), ale raczej pogodnie szczęśliwy.

Ludzie poruszają się po wytyczonych przez los albo przeznaczenie – obojętnie jak to nazwać – trasach. Na mgnienie oka krzyżują się one z naszymi i idą dalej. Bardziej niż rzadko i tylko nieliczni zostają na dłużej i chcą iść naszymi trasami. Zdarzają się jednak i tacy, którzy zaistnieją wystarczająco długo, aby chciało się ich zatrzymać. Ale oni idą dalej.

Janusz L. Wiśniewski, S@motność w sieci

Cholernie ciężko ubrać mi w słowa to, co w tej chwili czuję. Wyrazić w sposób wyważony, jasny, a jednocześni na tyle zawoalowany, żeby nikogo nie wystraszyć… Czy też raczej – w sposób zawoalowany, bo obawiam się jednak ekshibicjonistycznego wyrażania swoich uczuć (może to przynieść mi jedynie pecha) na blogu. Nadal jest dla mnie rzeczą niepojętą, że kogoś mogła zainteresować na tyle moja nieciekawą osobą, że zechciał wpuścić mnie do swojego życia…
Pojawienie się Palnika na GG sprawiło, że wolałem poświęcić się konwersacji, niż oddawać jakimś rozważaniom.
Potem zachciałem napisać maila do Jacorka.
Później pogadałem chwilę z @ndrzeyqiem…
Zaraz wieczór i spotkanie z Sarą Pezzini („Witchblade: Piętno mocy” na TVN7), a u mnie jak nie było nowego tekst tak i nie ma.
To już nie będę się męczył. Nic na siłę. Może jutro wena bardziej dopisze.

+

Już się nawet zacząłem zastanawiać, czy nie wkleić, wzorem Sojuza, kilku zdjęć z rowerowej wycieczki do Powsina. Ale jak zobaczyłem te fotki zrobione prze Mikronka… Nie spodziewałem się, że zdjęcie z komórki tak wiernie odda rzeczywistość. Prawdziwie traumatyczne przeżycie! Siedząc przy kompie człowiek zapomina, że tak paskudnie wygląda. Lustro w łazience chyba będzie jednak trzeba wymyć :P

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Poddaje się. Chciałem napisać coś sensownego, ale chyba pora (nawet jak na mnie) jest już zbyt późna. Wrzucam, co jest i kładę się spać.

Wczoraj coś mnie naszło i kupiłem kilka kartek pocztowych, takich… jakby to określić… młodzieżowych? Opiszę jedną z nich, aby lepiej wyjaśnić, o co mi chodzi (bez przykładu ani rusz). Mamy więc rysunek… Za oknem noc. Na łóżku siedzą dwie myszy. Ta z lewej trzyma paczkę po prezerwatywach. Ta z prawej ma prezerwatywę na nosie. W górze komiksowy dymek. Myszka z prawej pyta: Czy nie było do tego żadnej instrukcji?

Najważniejsze przyjaźnie nawiązuje się ponoć właśnie wtedy, gdy ma się tych naście lat. A ja… Tyle, że ja nawet jak na geja jestem dość nietypowy, więc może i w tym przypadku mogę sobie pozwolić na pewne odstępstwo od reguł?

A tak w ogóle, to skończyło się moje pięć minut. Z krótkiego urlopowego wyjazdu wrócił wczoraj do Warszawy Mikronek. Siłą rzeczy Palnik nie może (nawet gdyby chciał :P) poświęcić mi teraz zbyt dużo czasu. Powinienem być zadowolony, jeśli na godzinkę czy pół pojawi się w Sieci w tym samym momencie, co ja i będziemy mogli poklikać na GG. Nie ma sprawy. Żeby się przestawić najbliższe dni spędzę u rodziców. Ja odpocznę od kompa, ktoś odpocznie ode mnie… Tylko moi Zagorzali Czytelnicy niech nie liczą, że uda im się odpocząć od moich blotek. Niedzielny tekst został już wrzucony – pojawi się o 12.00. Miłej lektury. Ja w tym czasie będę kończył „S@motność w sieci”. Chciałbym wreszcie poznać zakończenie internetowej znajomości pewnego pana z pewną panią i wtedy zastanowić się, czy powinienem wyciągać wnioski z powieści i szukać jakichś analogii.

+

Specjalnie dla Krzytoma

INTERHOME #3 – Moje refleksje po lekturze (II)

Wywiad z właścicielem warszawskiego klubu UTOPIA. Słyszałem (czytałem) o lokalu kilka niepochlebnych opinii. Teraz widzę, że ludzie zwyczajnie demonizowali sprawę tej selekcji przy wejściu.

Jeśli stwarzam w klubie określony klimat, to sądzę, że mam prawo doboru gości. Wymagam od nich minimalnej inicjatywy. Natomiast ubiór to również element kultury clubbingu i jeśli ktoś przychodzi w ubraniu „nie z tej bajki”, to musi się liczyć z tym, że nie wejdzie, ponieważ selekcjoner może mieć wątpliwości, czy ten ktoś będzie się dobrze bawił.

No i czyż to nie urocze? Ta troska o takich prowincjuszy, jak ja. W swojej sztruksowej koszuli (zastanawiam się, czy nie kupionej przypadkiem w BIEDRONCE) na pewno nie bawiłbym się dobrze w takim ekskluzywnym klubie dla snobów. Jak to dobrze czytać prasę branżową. Wiem już, gdzie na pewno nie powinienem nawet próbować się wybierać, gdyby znów zdarzyło mi się odwiedzić stolicę.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Warszawski weekend – sobota 26 czerwca

Krzytom wpisał wczoraj na HP:

Hebius! Oczekuję, że na Twoim blogu pojawi się wreszcie wyczerpujący opis pobytu w Warszawie! Jak się wstydzisz oceniać poznanych panów :) to chociaż opisz swoje wrażenia z Rasko! :) tego najbardziej kuriozalnego lokalu w W-wie :)

Cóż… Nie zamierzam załatwić całego bogatego w atrakcje weekendu jedną obszerną notką. Też pomysł – marnować tyle dobrych tematów :P Wolę dzielić się moimi wrażeniami z czytelnikami przez długi, długi czas. :) Podstawowy plus – nie trzeba się zastanawiać nad pomysłem na nową notatkę. Na razie nie będę się rozpisywał o swoich wrażeniach po spotkaniu z Palnikiem i Jerzykiem (moi gospodarze – sprawcy całego wyjazdy. U Jerzyków [Jerzyk i jego Michał] nocowałem – Palniki [czyli Palnik ze swoim Mikronkiem-Pawełkiem] starały się z całych sił zapewnić mi rozrywkę) ani z innymi poznanymi realnie osobami. Na początek – zgodnie z propozycją pana Krzytoma – podzielę się wrażeniami z wizyty w Rasko.

Dla niezorientowanych (ja sam byłem takim niezorientowanym, uboższy nawet o wiedzę teoretyczną jeszcze kilka miesięcy temu) – Rasko to gejowski klub w Warszawie na ul. Krochmalnej. Podobno jeden z wielu takich branżowych lokali w stolicy. Możliwe, nie orientuję się w takich detalach – dla mnie był przede wszystkim pierwszym miejscem, w którym zobaczyłem na żywo więcej niż pięciu gejów na raz. Niewielka salka o czerwonych (czerwonych?) ścianach, przy stolikach pełno ludzi. Dla mnie – normalny lokal i normalni ludzie. Spotkałbym kogokolwiek na ulicy i raczej wątpię, czy poznałbym, że to jakiś odmieniec. Cóż – widać jestem jakimś upośledzonym gejem, co to nie potrafi z daleka rozpoznać swoich (pozazdrościć tej jakże przydatnej zdolności prezydentowi Kaczyńskiemu, który bezbłędnie wypatrzy w tumie zboczeńca). Klub zatłoczony (na sobotni wieczór szczęśliwie mieliśmy dzięki Robertusowi zarezerwowany stolik), zadymiony, w sumie przyjemny. Siadłem skromnie u szczytu stołu, pod ścianą i w sumie więcej przyglądałem się, przysłuchiwałem, chłonąłem atmosferę, „poznawałem środowisko”, niż brałem czynny udział w zabawie. Palnik na łamach HP starał się przeprowadzić jakąś wielką akcję reklamową i ściągnąć na to spotkanie do klubu jak największą liczbę osób udzielających się aktywnie na Gejowie. Udało mu się to z marnym skutkiem (w sumie, chyba nawet i lepiej, bo dla mnie trzy osoby to już tłok). Ale kto chciał, to przyszedł i mnie obejrzał. Urealniłem sobie parę osób znanych z portalu (Piter & Dexi przede wszystkim) i z GG (Robertus, Leno… Mavericka w sumie też należy do tej kategorii, chociaż z nie mam z im kontaktu). Porozmawiałem (nie dużo, ale zawsze coś tam) praktycznie z jednym Sojuzem, który zechciał (czy też raczej – został zmuszony brakiem wolnych krzeseł do zajęcia miejsca na poduszkach leżących pod oknem) usiąść obok mnie. Może to zabrzmi dziwnie, ale właśnie jego osoba…

Upsss… Niestety na tym jestem zmuszony zakończyć, bo zaraz film („Atomowy amant”) mi się zaczyna. A chciałbym popatrzeć na uroczego Brendana Frasera. No i skoro płacę już za tę kablówkę wypadałoby chociaż raz w tygodniu jakiś filmik zobaczyć. Może później (kiedyś) wrócę do tematu. Jeśli ładnie poprosicie w komentarzach :P

Chociaż trochę się obawiam, że dla niezainteresowanych bezpośrednio tekst powyższy może się wydać przynudny i w ogóle nieinteresujący. Trudno.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij