Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Lekka komedia’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

W przedpokoju Marquita Pons westchnęła i spojrzała na Prullasa z czułością, jak gdyby w chwili pożegnania jej gniew zmienił się we współczucie. Widzę, że ta mała zawróciła ci w głowie, powiedziała. Prullas popatrzył na swoje odbicie w lustrze. Myślisz, że mogę się jej podobać? – zapytał z lekką kpiną w głosie, ale była też w tym pytaniu nutka szczerości. Słynna aktorka wzruszyła ramionami. Mogę cię tylko zapewnić, że będzie się zachowywała tak, jakbyś się jej podobał, czego chcesz więcej? Prullas przestał patrzeć w lustro, uśmiechnął się i ze smutkiem pokręcił głową.

Eduardo Mendoza, Lekka komedia
(Una comedia ligera. 1996)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Antonita Rozkraczona, półleżąc na barłogu obciągała na sobie spódnicę, aby zasłonić grube uda, całe w żylakach i posiniaczone.

Moje spotkanie z Eduardem Mendozą nieubłaganie zbliża się do końca. Jeszcze tylko osiemdziesiąt stron „Lekkiej komedii”. Powieści coraz bardziej przypominającej mi „Oliwkowy labirynt”.

* * *

Dzień upłynął pod znakiem prania.
Do obiadu robię za niewykwalifikowaną siłę roboczą – wykręcam, nosze na strych, wieszam do suszenia pościel i inne drobiazgi.
– Może zamiast odkładać na remont kuchni kupimy pralkę automatyczną? – zasugerowałem stając w drzwiach łazienki.
– Przez całe życie prałam ręcznie.
– Ale po co się tak męczyć?
– Przynajmniej mam zajecie i trochę ruchu.
Szkoda słów.
Wiem, że tylko ze względu na moją obecność w domu babka włączyła dziś wiekową (ale nie wysłużoną) Franię.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Bo taka jest ludzka natura, że wszystko, nawet to, co najprzyjemniejsze, musi mieć jakiś cel. Tak, kochana, ciągnął dalej, istota ludzka potrzebuje celu, aby cokolwiek zdziałać; i aby żyć, też musimy mieć cel.

Eduardo Mendoza, Lekka komedia

A ja żyję bez celu. Jakiegokolwiek. Po prostu – żyję. Chociaż wiem, że niektórzy nie nazwali mojego tryby życia życiem.
Teraz Anonimowa B wzięła tydzień urlopu od Netu, więc zabrakło mi nawet największej mojej motywacji do pisania bloga.
Na dobrą sprawę jedynie obowiązek codziennego rymotwórstwa¹ na stronie Hydeparku skłania mnie w ogóle do włączania komputera i pojawiania się w sieci.
Żałosne to wszystko.
Na dodatek Palnik znów siedzi w Białymstok. Mam wrażenie, że Weberowi nie podoba się mój blog. I usłyszałem przed obiadem, że mam wygląd moczymordy!
A teraz słucham jakiejś włoskiej barokowej arii (przypuszczam, że to coś Haendla²) , co pogłębia jeszcze moje przygnębienie (rozżalenie nad sobą). Tylko siąść i płakać³.

______
¹ Być może któryś z moich czytelników jeszcze o tym nie wie (nie pamiętam, czy wyjaśniałem sytuację na blogu) – w związku z odcięciem Sojuza od Internetu (od końca listopada czeka na podłączenie Neostrady w nowym mieszkaniu) podjąłem się zobowiązania (sam przed sobą, a w sumie to Walpurg mnie w to wmanewrował) codziennego przypominania jego osoby w rymowanej strofce publikowanej na HP Gejowa.
² Tak było w chwili pisania blotki. W momencie publikacji muzykę Jerzego Fryderyka zastąpiła „sarabandowa kołysanka śmierci” z którejś pasji Jana Sebastiana Bacha.
³ A jednocześnie ten potłuczony tekst dzisiejszej blotki wzbudza we mnie rozbawienie.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Na stole stała miseczka pełna babcinych drożdżowych rogalików. Wypiek przednoworoczny, ale nadal zjadliwy. Zaparzyłem sobie kawę i rogalik po rogaliku…
Przyszła babcia. I był dłuższy monolog.
– Boże! Jak szkodnik jakiś! Jak kot! I jak z takim człowiekiem żyć!? Tylko potrafi wyjeść co najlepsze – rogaliki, sernik, cukierki czekoladowe… i zniszczyć telefon! Prawdę mama mówiła – rozpuszczony jak dziadowski bicz! Wszystkie rogaliki wyjadł! No jak tak można! Żeby jeden, dwa… po kolacji… A to zamiast kolacji! Ale to diabełek! Jak rogaliki to i zakryte znajdzie! Jak telefon, to i ze stolika zawali! Za to ani żony, ani pracy znaleźć sobie nie potraf! Wszystko przez ten komputer! Żeby się wreszcie popsuł byłby spokój. Po nocach siedzi, tylko prąd zużywa, na rachunek na pewno zaraz zabraknie!
Potem było jeszcze o tym, że wszystko drożeje – że z telefonu trzeba będzie odłączyć (he, he, już to widzę! Szybciej przestaniemy płacić na budowę kościoła w Licheniu niż babka zrezygnuje z telefonicznych pogaduszek), więc w sumie nie wiadomo, po co ten nowy aparat był kupowany. I z telewizji się zrezygnuje.
Zero jakiejkolwiek reakcji z mojej strony. Odłożyłem tylko na stół „Lekką komedię” Mendozy (mimo formalnych dziwactw niezła rzecz) i przysłuchiwałem się tak babce.
– No co tak posmutniałeś i nic się nie odzywasz? – spytała wreszcie. – Jak wstawałam wczoraj nocy – przecież widziałam, że już trzecia, a ty nadal przy komputerze. Nie powiedziałam ani słowa.
– I bardzo rozsądnie. Niedawno czytałem o wnuczce, która zadźgała nożem babkę, bo ta ją zirytowała swoim gadanie. Wnuczka!
Babka roześmiała się, a ja zabrałem za mycie talerzy.
A teraz się zastanawiam, kiedy i w rozmowie z którą ze swoich znajomych, babka wyciągnie ten mój tekst.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Najpierw była rozmowa z Anonimową B. Później pojawił się na GG Walpurg, więc zarzuciłem go pytaniami o spotkanie z Krzytomem w ramach wizyty w krakowskiej Galerii Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuk, gdzie promowano „Homofobię po polsku” i najnowszy numeru pisma filmowo-artystycznego „Panoptikum” o kinie gejowsko-lesbijskim. Dlatego wieczorem nie dałem już rady opublikować opracowanego tekstu.

We wtorek…

Po obiedzie (dokładniej – już po zmroku) godzinny spacer po mieście. Że nie lubię bezcelowego łażenia, sprawdzam możliwości kupna w Kętrzynie kwartalnika „Zadra”. Potwierdziły się tylko moje przypuszczenia – nikt nie słyszał nawet o tym tytule.

Pani B. ogląda TV

Wieczorem siedzę w kuchni nad „Lekką komedią” Eduarda Mendozy (facet znów eksperymentuje z formą powieści. Nie wyodrębnił dialogów). Babcia w fotelu przed telewizorem. Co pewien czas dobiegają mnie z pokoju jej komentarze. Taki kontrapunkt na tle jednostajnego, niezrozumiałego szumu z telewizora, głośny wybuch myśli, gdy górę biorą emocje.

Lokalny program kętrzyńskiej kablówki. W materiale ksiądz (z pobliskiego Karolewa) zapowiada coś tam związanego z kościelną kwestą.

– Tylko zbierają i zbierają! – dolatuje mnie głos babki – Jak grzyby w lesie!

TV TRWAM – zmiana kanału na kilka minut, tuż przed „Wiadomościami” na Jedynce – ciekawe co też mogli tam pokazywać, że babcia była taka poruszona?

– …człowiek wykształcony… wie, jak wychowywać dzieci… Duchowni prawosławni i protestanci się żenią i bardzo mądrze. Nasi katoliccy też tak powinni. I mieć po dziesięcioro dzieci, żeby pokazać, jak wychować je na dobrych obywateli, na porządnych ludzi.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij