Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘koty’

W południe, przy śniadaniu babki, mam Kunegundę na pięć minut („Może zjesz coś? Wypijesz?” „Z kolegą jestem, czeka w samochodzie”). Marcel, który się wśliznął do mieszkania razem z bratanicą, został o wiele dłużej. Po krótkim wycieraniu kurzy w kątach pokoju, uciął sobie godzinną drzemkę na mojej poduszce. Pewnie spałby dłużej, ale otworzyłem lodówkę. Wszystkie domowe koty tak mają, że na ten dźwięk od razu gonią do kuchni?

Read Full Post »

Sobota

Po południu włączyłem dla odmiany „wierzę w Strzyczkowskiego” Trójkę (PR3) i nawet z przyjemnością posłuchałem puszczanej na antenie muzyki. To już od dawna nie jest moja stacja, ale byłoby szkoda, gdyby nie udało się jej uratować. Przy okazji zakupów w Biedronce robię sobie prezent na Dzień Dziecka i kupuję DVD z „Kotami” (musical). Wieczorem wylepiam trzecią stronę kartki urodzinowej dla ex-forumowicza, który pod koniec miesiąca obchodzi okrągłe, trzydzieste urodziny. Później zalegam z czipsami i Somersby przy komputerze, dopiero przy drugiej butelce zauważając, że piję jabłkowe 4,5% (byłem przekonany, że wziąłem bezalkoholowe).

Niedziela

Babka od rana z bardzo niskim ciśnieniem. Aż dziw, że zjadła śniadanie, obiad i jeszcze banana pomiędzy. Zmieniam pościel, nastawiam pranie i przynoszę suche rzeczy ze strychu. Po południu lepię dwie kolejne strony wylepki (czwartą i pierwszą) i szykuję litery na ostatnią. Wieczór spędzam przy komputerze. Coś tam czytam, trochę piszę i zamawiam mamie tomik wierszy znajomej poetki, który miała kiedyś chęć przeczytać, ale nie udało się jej pożyczyć wydawnictwa.

Poniedziałek

I znów mam bratową na otwarcie tygodnia – od śniadania do obiadu. Barbara czeka na telefon od lekarki z numerem recepty, bo jakieś leki jej się skończyły. W zlewie sterta talerzy, których nie chciało mi się myć w niedzielny wieczór. W pokoju stół zawalony wycinkami z reklamowych gazetek i literkami luzem.
– O! Na lepieniu anonimów cię przyłapałam! – żartuje Barbara.
Nie komentuję tego nawet słowem, co w sumie może sprawiać trochę dziwne wrażenie.
Wieczorem babka jest nie do wytrzymania. Po dwudziestej drugiej aż muszę wyjść z mieszkania. Wracam po dziewięćdziesięciominutowym spacerze trasą wzdłuż Alei Pileckiego.

Read Full Post »

Rano zajrzała Barbara z przeziębioną Kunegundą. Wracały od lekarza, posiedziały godzinkę.
Tak jakoś bezmyślnie dałem bratanicy jedną ze świątecznych kartek zalegających na stole. Z kotem przebranym za renifera. Bo mała lubi koty.
– Jak chcesz, to możesz sobie jeszcze jedną wybrać – dorzuciłem.
A teraz widzę, że widokówek mi zabraknie na wysyłkę. Bo bratanica zrozumiała chyba, że może zabrać wszystkie kartki, które jej się podobają. I zabrała.
Niefortunne i irytujące.

Read Full Post »

Przed południem tak mnie nosi, że aż kalendarz z kotami muszę sobie kupić.
Kotorysunki 2016

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij