Zażółć gęślą jaźń
Próbowałem przespać cały dzień, ale się nie dało przez telefony mamy¹ i garnek namoczonej fasoli, którą trzeba było zgodnie z planem ugotować. Fasolka po bretońsku nawet mi się udała. Pomijając drobny feler w postaci dodania boczku, który pewnie poprawił smak potrawy, ale dziś wyjątkowo każdy zbyt duży kąsek rósł mi w ustach i budził obrzydzenie. Na szczęście boczku było niewiele i bardzo drobno pokroiłem dodawany kawałek. Przy okazji oglądania Teleexpressu (dla sprawdzenia, jak przebiegał w tym roku Marsz Niepodległości) zerkam fragmentami na „Potop Redivivus” Hoffmana i z trudem się odrywam od tej opowieści, bo to film świetny w każdym elemencie i się nie nudzi mimo wielokrotnego oglądania.
W ramach bonusu przy dzisiejszym święcie dzielę się z Wami, Moi Drodzy Czytelnicy, adekwatną piosenką:
_____
¹ Drugi telefon – po maminym obiedzie – był z pytaniem, jak mi się fasolka udała, a ja nie zdążyłem jeszcze garnka nastawić i nawet śniadaniowej kawy zaparzyć.



