14°C. Częściowo słonecznie.
Przed czternastą wpada Maja po sadzonkę fikusa. Myślałem zrobić kwiatkowi zdjęcia i podrzucić jej na FB z pytaniem, czy chce takiego krzywulca, ale od razu po wygrzebaniu się z pościeli zająłem się praniem i już nie zdążyłem. Sąsiadka była szybsza z telefonem, że jest w domu i czy może przyjść. Przy okazji pożyczyła jedno jajko. Ciekawe, czy będzie chciała oddać¹.
Przed siedemnastą wychodzę na cmentarz ogarnąć trochę u dziadków. Wracam po godzinie i biorę się za smażenie placków z jabłkami na obiad. A nawet dwa obiady, bo wyszło bardzo dużo, a zjadłem niej niż połowę. W trakcie mieszania ciasta mam drugi telefon mamy. Dzwoni się wygadać po wizycie synowej („Musiała przyleźć z samego rana napsuć mi krwi”) i syna (przyszedł w południe rąbać drzewo; ale najpierw się upewnił, że Barbary już nie ma).
Wieczorem oglądam przypadkowy odcinek SGA. Było miło zobaczyć znowu Joego Flanigana i przypomnieć sobie opowiadaną historię.
__________
¹ Mógłbym wtedy przypomnieć, że kiedyś pożyczała liść laurowy do zupy (do krupniku?). Dwa liście nawet.




