I znów mam pobudkę o ósmej. I rodzinę na otwarcie dnia, tym razem w osobie bratowej. Przez jedną godzinę raptem, a zdawałoby się, że przez dziesięć.
Po południu przerzucam trochę książki z kąta w kąt, wyłuskując z kompletu kryminałów Agathy Christie trzy tomy przygód Perry’ego Mason z niezrealizowanej kolekcji „Mistrzowie i arcydzieła powieści kryminalnej” (Hachette; gdzieś powinien być chyba jeszcze jeden) i zagłębiam, całkowicie nieplanowo, w „Sprawie kulawego kanarka”.
Wieczorem mam pierwszy odcinek drugiej serii kanadyjskiego „Koronera”. Później zalegam przed komputerem i netuję, słuchając haendlowskiej „Rodelindy” wystawianej w styczniu w Amsterdamie.
Niektórym włosy w ogóle nie pasują.
Posts Tagged ‘Erle Stanley Gardner’
Mój chleb codzienny
Posted in Import z Onetu, Przejrzane, poprawione, uzupełnione, tagged @ndrzeyeq, Awdotia, babka, EEK, Erle Stanley Gardner, GG, Hachette, Hydepark, korekta (a), Madi, R/ZT, Robertus on 27 Maj 2004| 4 Komentarze »
IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Ranek i trochę więcej
Budzi mnie jakaś szamotanina w przedpokoju, szczękanie kluczy… „Babka wychodzi i znowu ma problemy z zamknięciem drzwi.” – odgaduję. Spoglądam na zegarek. „Dziewiąta… To babka pewno na ogród się wybrała. Skoro ma ochotę… A ja sobie jeszcze podrzemię z pół godziny.” W chacie tak zimno, że nie mam najmniejszej ochoty wyłazić z pościeli. Nawet zapowiedziany przyjazd młodszego nie jest mnie w stanie zmobilizować. Godzina 10. Nad leżę pod puchową kołdrą. „Skoro braciszek się nie zjawił do tej pory to widocznie zrezygnował z wypadu do miasta – stwierdzam. – Czyli mogę jeszcze trochę podrzemać.”
O 10:30 przypomniało mi się, że zaplanowałem opłacić w dniu dzisiejszym część rachunków za mieszkanie. Gramolę się powoli z betów. Najpierw łazienka i poranne ablucje, w kuchni gotuje się woda na kawę. Kawa nabiera mocy – w tym czasie ścielę, odkurzam i robię drobną przepierkę. 11 – mogę usiąść do śniadania. Odpalam komputer i czekając, aż system się rozrusza zjadam dwie wczorajsze bułki.
W skrzynce pocztowej (korzystam z menadżera poczty na Operze) tylko email od Awdotii. W sumie któż inny zechciałby do mnie napisać? Że Awdotia odpisuje też jestem trochę zaskoczony (zawsze jestem lekko zdziwiony, gdy inteligentni ludzie utrzymują ze mną kontakt). Sprawdzam co nowego na Gejowie, czytam wpisy na stronach Hydeparku.
12:19 Na GG pojawił się @ndrzeyeq. Zaczepiłem. Rozmawiamy przez 20 minut. Byłoby może dłużej, ale mój rozmówca ma chęć obejrzeć powtórkę „Klanu”. W sumie też już powinienem spadać sprzed monitora. Miałem przecież te opłaty zrobić. Tyle, że właśnie padać zaczęło za oknem a poza tym…
13:17 Na GG sygnał od Madiego. Przecież nie wyłączę kompa w takim momencie. Dla młodych, atrakcyjnych i inteligentnych taryfa ulgowa – nie przeszkadza mi w ogóle, że chłopak rozmawia ze mną ze statusu „Ukryty”. Cieszę się, że w ogóle zechciał mi poświęcić te kilka minut.
14:14 Madi znika, ale pojawia się Palnik :P
Robertusa dziś nie zaczepiam. Skoro chce się wyciszać, nie ma ochoty na pisanie (na portalu i swoim blogu) i czytanie (czyli najprawdopodobniej i tego tekstu nie przeczyta, więc mogę śmiało i szczerze walić co mi leży na wątrobie), skoro woli unika netowych znajomych… Zresztą mam nadal pewien żal do faceta. OK, niech już będzie – okażę wiarę i za dobrą monetę przyjmę twierdzenie faceta, że „mówiąc o toksyczności miałem na myśli Twoja nieugiętość w tzw. braku pozytywnego myślenia”. Ale pozostaje nadal uwaga, że mogę się już cieszyć, radować, bo on nie jest już szczęśliwy. Dla mnie rzecz porównywalna do splunięcia w twarz. Więc nie uruchomiłem Tlenu, nie przeszkadzałem w pomnażaniu kasy.
15:00 Ostatecznie dopiero po piętnastej wychodzę z domu. Zakład Energetyczny (bo właśnie się dopatrzyłem, że rachunek za prąd miałem uregulować do 17 maja!) – kasa już zamknięta (jedyny zysk z kilometrowego spacerku, że może trochę kalorii spaliłem). Poczta – opłacam rachunek za telefon i kablówkę. Reszta musi poczekać do jutra. Wracam nadkładając drogi żeby sprawdzić czy w „moim” kiosku jest już nowy kryminał z kolekcji wydawnictwa HACHETTE. Dziś (zapowiadany był na środę) już jest. „Sprawa fałszywego biskupa” Earle’a Stanleya Gardnera inauguruję nową serię „Mistrzów i arcydzieł powieści kryminalnej”. Wolałbym klasyczny kryminał angielski, ale przygody Perry’ego Masona też mogą dostarczyć sporo przyjemności.
16:00 Trochę mnie zmoczyło na mieście (przelotne deszcze). U babci sąsiadka z wizytą (w szlafroku? Przeziębiona, czy z powodu chłodu w mieszkaniu?). Parzę herbatę, częstuję słodyczami i winem (nie rozpiliśmy wczoraj całej butelki), jednym słowem robię (tradycyjnie) za domową służbę.



