Z miesięcznym poślizgiem. Tekst miałem napisany już dawno, ale nie mogłem się zebrać do wybrania zdjęć.
Niedziela 14 czerwca 2015 r.
W nocy była ponoć nielicha burza (Pinokio hałasuje w pokoju ratując pranie schnące się na balkonie) i pijacka awantura pod blokiem, ale nic nie jest w stanie mnie obudzić. Na moment ocknąłem się w okolicach 5:30, parcie na pęcherz było jednak zbyt słabe, by wygrać z dalszą chęcią snu i zmusić mnie do wizyty w łazience. Wstaję dopiero w pół do dziewiątej i od razu zabieram się za kończenie wypisywania pocztówek. Moi gospodarze zaczynają się krzątać po mieszkaniu pół godziny później.
10:00 Telefon do domu. Mama jakoś sobie radzi. Nie chce za bardzo opowiadać o nocy i sobotnim wieczorze, więc mogę się domyślić, że było ciężko. W niedzielę już przed śniadaniem babka zdążyła ją wysłać do sklepu po truskawki.
10:30 Śniadanie na mieście (Delikatesy Esencja). Sojuz nie ma czasu/chęci/sił na spotkanie. Myślę, co zrobić z wolnym godzinami. Pinokio litościwie decyduje się dotrzymać towarzystwa w moich planach.
11:30 Przejażdżka metrem (obiema liniami) i wizyta na (pod właściwie) Stadionem Narodowym, która nie rozwiewa mojego nieprzychylnego nastawienia co do obiekt. Gdyby nie stojąca przy jednym z wejść socrealistyczna „Sztafeta”, całą wyprawę bym musiał uznać za męczącą i niepotrzebną.
12:30 Powrót do centrum i chybiony pomysł, by przejść się na Krakowskie Przedmieście do księgarni im. Bolesława Prusa. Przybytek okazuje się nieczynny więc tylko się zgrzałem (może nie było tak upalnie jak w sobotę, ale parno i uciążliwie) i odszedłem z niczym (brak mi nowego tomu „Lekcji muzyki” P. Orawskiego).
13:00 Odpoczynek w kawiarnianym ogródku na Nowym Świecie (Cava cup of pleasure) przy mrożonej herbacie i lodach.
14:00 Chmielna i księgarnia z tanią książka. Pinokio zostawia mnie w Dedalusie i wraca do domu, a ja przez pół godziny buszuję wśród półek, ograniczając się rozsądnie w swoich zakupach do pojemności torby.
14:50 Hoża i ostatnia godzina z panami W&W. Prysznic, lekka przekąska, szykowanie do podróży.
16:00 Gospodarze odstawiają mnie na przystanek ZTM przy Metrze Centrum i wsadzają do odpowiedniego autobusu, którym z dziesięciominutowym zapasem docieram na Dworzec Zachodni.
16:50 Odjazd do domu.
17:01 Już w drodze, ale jeszcze nadal w Warszawie → SMS z podróży (04)
19:23 Dojeżdżam do Ostrołęki → SMS z podróży (05)
22:00 Jestem w domu. Mama nie śpi, czeka, czyta. Zostało jej kilkanaście stron do końca „Buddy z przedmieścia”, więc nie chce już przerywać lektury. Przez chwilę rozmawiamy, jem kolację i biorę kąpiel.
23:00 Babka budzi się na moment, ale szybko ponownie zasypia. Mama kładzie się spać, a ja jeszcze odpalam komputer i prawie do pierwszej siedzę w sieci.





