IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
I musiał piekłu grać jak Paganini –
Na jednej strunie cały płaczu kwartet.
Ale powróćmy do naszej bogini
Chciała z rozpaczy umrzeć broken-hearted,
Więc wiodła ciągłą z doktorami sprzeczkę
O krwi troszeczkę i jeszcze miseczkę…Juliusz Słowacki, Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu
Pieśń III – Statek parowy
Wersja I
(nieaktualna i lekko przekłamana)
Boli mnie głowa i w ogóle jest… constans?
+
Wersja II
(czyli „Niech pan nie zapomni kupić jogurtu”)
Przez pół dnia miałem awarię kablówki, co odcięło mi dostęp do netu. Oczywiście zgłosiłem od razu problem.
– Na jakiej ulicy… O… Już wiemy. – pani z biura obsługi klienta była bardzo miła – Za dziesięć minut powinien przyjść technik.
Ma się rozumieć nikt się nie pojawił ani za 10 minut, ani nawet za 100, ale nawet niezbyt przejąłem się tym faktem.
Obiadu nie zjadłem. Najpierw nie miałem apetytu (śniadanie o trzynastej – nie zdążyłem w ogóle zgłodnieć) – później nie było już czasu, bo na osiemnastą miałem umówioną wizytę u dentysty. Przy dobrych układach jeszcze dwa posiedzenia na stomatologicznym fotelu i będę miał na jakiś czas spokój.
Wieczorem zamiast oddać się przyjemnościom lektury walczę z bólem głowy (chyba trochę zmarzłem spacerując po mieście), z powodzeniem – dodajmy (melancholijny nastrój trzyma się mnie niestety dłużej). A od 21:35 mam seans telewizyjny. Znowu przedłożyłem „Morderstwa w Midsomer” nad kosmiczne przygody załogi Enterprise’a. Nowy pomocnik inspektora Barnaby’ego jest przystojniejszy niż sierżant Troy, ale jakiś mniej sympatyczny. A może tylko nie zdążyłem jeszcze polubić sierżanta Scotta?



