Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘cukierniczka’

Przy kolacji zauważyłem, że szklana maselniczka, służąca od kilku lat za cukierniczkę, jest w jednym miejscu wyszczerbiona i mocno popękana. Kilka dni temu wymsknęła mi się z dłoni przykrywka i pewnie wtedy uszkodziłem dolną część. Szkoda.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

niedziela 19 sierpnia

Pamiętam – ucieszyłem się, że Abramasia nie wygląda tak chudo, jak przy pierwszym naszym widzeniu.
„O! Teraz powinna spodobać się babce” – pomyślałem, spiesząc na spotkanie z gościem.
Powitanie wypadło ciut niezręcznie, bo nie jestem zwyczajny wylewnego obejmowania się i cmokania na dzień dobry.
– Pójdziemy do domu, zostawisz bagaż i wyskoczymy na miasto coś zjeść – przedstawiłem plany na najbliższe minuty, zabierając od Abramasi plecak. – Chyba jesteś głodna?
– Tak, z chęcią coś zjem.
– To dobrze, bo też jeszcze nie jadłem obiadu.
Ruszyliśmy niespiesznie w stronę miasta, rozmawiając o tym i owym (od tradycyjnego w podobnych przypadkach „Jak minęła ci podróż?” do „To lubisz brzydkich facetów?”).
Pociąg miał opóźnienie, więc babka, zniecierpliwiona już i podekscytowana oczekiwaniem, wyglądała nas z balkonu.
Czułem lekki niepokój, przedstawiając swojego gościa, ale babce Abramasia od razu przypadła do gustu i serdecznie, na wschodni sposób, została podjęta czym chata bogata. Konkretnie – naleśnikami na piwie.
– Ale zjemy najwyżej po jednym albo po dwa – zapowiedziałem. – A później pójdziemy do „Maleńkiej” na pizzę.

+ + +

Ostatecznie około 16:30 wylądowaliśmy w ogródku pizzerni „Margarita”, mieszczącej się w piwnicach pod dawnym Domem Partii. Była pizza, piwo i długa rozmowa. Właściwie mówiła głównie Abramasia – o wakacjach na Bałkanach, o życiu w Gdańsku, ogólnie o życiu – ja słuchałem, wtrącając od czasu do czasu jakieś pytanie, czy równoważnik zdania.
Później był spacer po mieście. Długi, ale niezbyt forsowny. Tyle że mojego gościa chyba bardziej zajmowało parcie na pęcherz (jak się wydało przy okazji podziwiania fontanny na jeziorku), niż oglądanie kętrzyńskich atrakcji. W każdym razie największe wrażenie wywarł na Abramasi społemowski tęczowy Sezam (można by pomyśleć, że jakiś branżowy przybytek) i wytwórnia najlepszego w Polsce majonezu.
O 18:30 wróciliśmy do domu, na kawę i sernik. Babka wyciągnęła swoje nalewki, ja trzyletnie domowe wino i jakoś nadspodziewanie szybko zleciała nam w trójkę godzina dzieląca od wyjścia na pociąg.

+ + +

Uzupełnienie (2023.05.13)

W albumie ze zdjęciami z tej niedzieli nie znalazłem niestety żadnego, na którym byłaby babcia. Ale mam Abramasię nad naleśnikami.

Tego talerza, na którym leżą naleśniki, też już nie ma. Stłukł się przed wielu laty, gdy spadł z grzejnika (babcia suszyła na nim pociętą na plasterki marchewkę i pietruszkę, bo po sezonie dodawała do zup taką w suszu). A cukierniczka (prezent od koleżanki Aliny), po tym, jak straciła przykrywkę, służy teraz za kuchenny pojemnik do długopisów.
Za Abramasią radio dziadka Leona – Sonata z lat 60. zeszłego wieku. Oddałem je bratu na pamiątkę, gdy trzeba było zwolnić nocny stolik dla potrzeb babci.

Pawilonu Społem tym razem nie sfotografowałem, Majonezy tak.

Edycja estetyczna i szybka korekta 2023.05.12.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Dokończenie estetyzacji i uzupełnienie 2023.05.13
Gubię numer blotki (1287) z tytułu.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij