IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Rzygać się chce na ich widok. Fryzurka, buciki, kolczyk, a głupie to, że tylko płakać. Szczyt marzeń, żeby móc jak na Zachodzie wyjść w przebraniu na ulice i pokręcić dupką.
Rafał A. Ziemkiewicz, Ciało obce
– O Boże! Ile tej makulatury! – rzuciła mama siadając przy moim biurku. Faktycznie można było się trochę przestraszyć, bo nie zdążyłem jeszcze poukładać przywiezionych ostatnio ze stolicy książek (nadal zalegają na podłodze w malowniczym stosie, przemieszane z wydrukami od Pinokia) – W domu wszystkie szafy gazetami założone, a teraz u babki mieszkanie zapełniasz! I gdzie się później [w domyśle – gdy już wyląduje jako bezdomny pod mostem] podziejesz z cała tą swoją biblioteką?
Jak to miło gdy rodzice się martwią o przyszłość dziecka!
Wizyta była zapowiedziana, więc babka zdążyła się przygotować. Na obiad podaliśmy pizzę. I piwo. A po piętnastej tradycyjnie odprowadziłem rodziców na przystanek. Krótka wizyta – można by pomyśleć, że w ogóle jej nie było. Została tylko senność i jakieś rozdrażnienie. Z sennością sprawa jasna. To wypadkowa usypiającej, deszczowej pogody i faktu, że rano musiałem wstać już przed dziesiątą. Ale skąd to rozdrażnienie?
No nie! Jeszcze babka przełączyła telewizor na TV TRWAM! Jakby „Wiadomości” nie były dość irytujące!



