Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘2026.02.02’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Poranek w Warszawie (z bieżących notatek)

Wychodzą moje braki w wychowaniu, czyli niedostateczna znajomość zasad savoir—vivre’u. Zastanawiam się, o której godzinie gość może zrobić gospodarzom pobudkę? Czy w ogóle może? Czy wypada? Ostatnio u Jerzyka odczekałem do jedenastej. Tyle, że teraz położyłem się spać dość wcześnie (godz. 24.30). Wieczorem w TORO siedzieliśmy tylko do 23, bo Mikronek ma w tym tygodniu do pracy na pierwszą zmianę. Rano obudziłem się przed piątą tak jak Paweł. Myślałem, że uda mi się jeszcze trochę zdrzemnąć, ale ile można wytrzymać w łóżku? Zresztą nie po to przyjechałem do Warszawy żeby spać.

Godz. 5.50 Prysznic. Wymyłem włosy. Szampon… Hmmm… właśnie pomyślałem, że nie powinienem się chyba jednak na ten temat wypowiadać. Moje braki w obyciu.

Godz. 7.05 Doczytałem „Życie przed sobą” Emile Ajara (Romain Gary) – dwadzieścia stron, na które zabrakło mi czasu w trakcie mojej podróży do stolicy. Zastanawiam się trochę (oj, zdecydowanie za dużo tego myślenia), czy akurat ten tytuł powinienem pożyczać Palnikowi. Tyle, że to naprawdę rzecz warta poznania, przy tym zabawna… i w sumie, w zasadzie o miłości, a że jednocześnie smutna…

Godz. 8.20 Palnik nadal śpi zamknięty w sypialni. Włączyłem sobie kolejną płytę. Po Hildegardzie von Bingen (średniowiecze) Tobias Hume (ok.1569-1645). Trochę tak niezręcznie było mi grzebać po szufladach w poszukiwaniu czegoś do słuchania. Co prawda mam się czuć jak w domu, ale że życzenie/przyzwolenie zostało po części wymuszone na gospodarzach… Nie było od drzwi: „Słuchaj Hebius, tu jest to a to – czuj się, jak u siebie w domu”. Tylko w sobotę padło moje: ” To jak mam się u was czuć? Jak u siebie w domu, zupełnie swobodnie, czy jak w gościach?”. Wiem, jestem czepialsko-upierdliwy, ale dla mnie takie drobiazgi są niezwykle istotne. Żartowałem, że wolę się upewnić po lekturze tego niegdysiejszego wpisu na blogu (niedostępnego już w sieci, ale mam kopię archiwalną – po powrocie do domu dam tekst w przypisie) Palnika. Ale na prawdę rzecz wypływa tylko z mojego charakteru.

Godz. 8.40 Cholera! Może powinienem w takim razie wracać już dziś do domu? Z Robertusem widziałem się wczoraj, więc pewnie by się nie obraził, gdyby zaplanowana wizyta w GejHousie nie doszła do skutku?

Godz. 9.15 Wybebeszyłem pół szuflady z kompaktami. Jeśli płyty były w niej w jakiś sposób uszeregowane, to chyba według jakiegoś niezwykle skomplikowanego klucza (Maanam obok barokowej hiszpańskiej zarzueli). Idę budzić Palnika, bo inaczej faktycznie tylko się pakować i wracać do Kętrzyna o 15.10. Jeśli nie ma zamiaru jeszcze wstawać, to niech chociaż komputer udostępni.

Rozmowa

Palnik (zagrzebując się głębiej w pościeli w ramach przygotowań do dalszej drzemki): Poinformuj mnie jak będzie dziesiąta.
Ja (od laptopa): Dobrze. Obudzę Cię jak skończę blogowanie.
Palnik: To kończ jak najdłużej.
Hmmm….

Godz. 10.18 Telefon wyciągnął Palnika z pościeli. Powinienem chyba być wdzięczny temu dzwoniącemu nieznajomemu.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Na niedzielę trochę historii. Tak pisało się dziewięćdziesiąt lat temu.

– Proszę pana, czy powinienem już sobie pójść?
Okropnie onieśmielony Maurycy udał, że nie słyszy.
– Przecież nie możemy znowu zasnąć. Co by było, gdyby ktoś wszedł? – ciągnął tamten, tłumiąc dźwięczny śmiech, który budził w Maurycym sympatię, lecz również niepewność i smutek.
– Nie mów do mnie per „pan”.
To życzenie ponownie wywołało wesołość, która miała jakby umniejszyć wagę takich kwestii. Choć Maurycy dostrzegł w niej urok i sens, czuł się jednak coraz bardziej skrępowany.
– Jak się nazywasz? – spytał zażenowany.
– Scudder.
– Wiem, jak masz na nazwisko. Pytałem o imię.
– Ot, po prostu Alek.
– Ładnie cię nazwano.
– Całkiem zwyczajnie.
– Ja mam na imię Maurycy.
– Wiedziałem, jak pan tu poprzednio przyjechał, panie Hall. We wtorek, prawda? Byłem pewien, że spojrzał pan wtedy na mnie gniewnie, ale i łagodnie.
– Z kim wówczas byłeś? – spytał po chwili Maurycy.
– Och, to była tylko Mill i jej kuzynka. A pamięta pan, jak tamtego wieczoru zamókł fortepian i nie mógł pan zdecydować się, którą książkę wziąć do czytania. A potem wcale pan nie czytał, prawda?
– Skąd możesz wiedzieć, że jej nie czytałem?
– Widziałem, że wyglądał pan przez okno. Następnej nocy też. Stałem na trawniku.
– Jakże to? W tym piekielnym deszczu?
– Tak… obserwowałem… Och, to nic takiego – trzeba obserwować, prawda?… Pan rozumie, wkrótce mnie tu już nie będzie – tak sobie mówiłem.
– Okropnie zachowałem się wobec ciebie tamtego ranka!
– To nic… Przepraszam, ale czy drzwi są zaryglowane?
– Już je zamykam. – Zrobiwszy to, Maurycy znowu poczuł skrępowanie. Dokąd zmierzał, w co się wdawał po rozstaniu z Clive’em?
Wkrótce obaj zasnęli.
Początkowo spali w pewnej odległości od siebie, jakby przestraszeni bliskością, lecz o świcie zaczęli się poruszać i obudzili się wtuleni jeden w drugiego.
– Czy powinienem już sobie pójść? – padło znowu pytanie, na co Maurycy, któremu przez całą noc śniło się, że coś jest odrobinę nie w porządku i dobrze, że tak właśnie jest, zaznawszy wreszcie spokoju, wymamrotał:
– Nie, nie.
– Dzwony biły już na czwartą, proszę pana. Trzeba mnie wpuścić.
– Mów mi Maurycy. Maurycy.
– Ale przecież dzwony…
– Do diabła z dzwonami!

+

Na Jedynce (TVP1) o 21.50 będzie „Powrót do Howards End” Jamesa Ivor’ego – ekranizacja jednej z powieści Forstera. Z obsadą aktorską naprawdę wyśmienitą. Jako młodsza z sióstr Schlegel urocza Helena Bonham Carter.
„Maurycego” Ivory też zekranizował.
_________
Edward Morgan Forster, Maurycy

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

A teraz coś z zupełnie innej beczki. Simone Signoret jako Roza w ekranizacji powieści była cudowna (jak zwykle zresztą):

     – Słuchaj, Momo, jesteś najstarszy, musisz dawać przykład, przestań nam tu w końcu pieprzyć o tej twojej mamusi. Macie szczęście, że nie znacie swoich mamusiek, bo w waszym wieku jest jeszcze jakaś wrażliwość, a to ostatnie kurwy. Wiesz, co to jest kurwa?
– To taka osoba, co sobie radzi dupą.
– Ciekawe, gdzieś się nauczył takich świństw, ale jest dużo prawdy w tym, co mówisz.
– A pani też radziła sobie dupą, jak pani była młoda i piękna?
Uśmiechnęła się, przyjemnie jej było słyszeć, że była młoda i piękna. (…)
Potem jej powiedziałem:
– No dobrze, proszę pani, już trudno, wiem, że z moją matką nic się nie da zrobić, ale czy na jej miejsce nie moglibyśmy mieć psa?

________
Emile Ajar, Życie przed sobą (La Vie Devant Soi)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Na początek coś młodzieńczo niewinnego:

Ciężko dysząc rozluźnili uścisk. Jim poczuł żar ognia na stopach. Wyczuwał też pod kocem kamyki i kawałeczki gałęzi. Zerknął na Boba, niepewny, co zobaczy. Bob wlepił wzrok w ognisko. Jego twarz pozbawiona była wyrazu. Spostrzegłszy, że Jim mu się przypatruje, roześmiał się.
– Ale heca! – powiedział rozpraszając nastrój.
Jim spojrzał przed siebie i odezwał się tak zdawkowo, jak tylko potrafił:
– Masz rację.
Bob wstał, blask ogniska połyskiwał na jego ciele.
– Chodźmy się umyć.
Bladzi jak duchy ciemną nocą, poszli w stronę stawu. Poprzez drzewa prześwitywał żółty, migoczący płomyk ogniska. Żaby skrzeczały, owady bzykały, rzeka huczała. Zanurzyli się w mroczną, spokojną toń. Dopiero gdy wrócili, Bob przerwał milczenie.
– To, co zrobiliśmy, to paskudna dziecinada – powiedział oschle.
– Też tak sądzę – Jim wstrzymał oddech. – Ale to było takie przyjemne. – Teraz, gdy zrealizował swoje skryte marzenie, czuł napływającą odwagę. – Nie sądzisz?
Bob wpatrywał się ze zmarszczonym czołem w żółte płomienie.
– Hm, to było zupełnie inaczej niż z dziewczyną. Uważam, że to nie w porządku.
– A dlaczego nie?
– Chłopcy nie powinni tego robić. To nienormalne.
– Nie wierzę – Jim patrzył na muskularne ciało Boba, barwne w blasku ognia, pełne wydłużonych konturów i cieni. W przypływie nowej fali odwagi objął przyjaciela w pół. Znowu podnieceni, położyli się przytuleni na kocu.

Wieczorem mam zamiar spotkać się z Pinokiem :)
______
Gore Vidal, Nie oglądaj się w stronę Sodomy (The City and the Pillar)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Stan zdrowia – prawie w normie. Straciłem co prawda apetyt, a na kawę nawet patrzeć nie mogę, ale to w zasadzie można zaliczyć na plus. Raz, że zrzucę trochę zbędnych kilogramów. Dwa – będę mniej uciążliwym gościem. Bo mój weekendowy wyjazd do Warszawy nadal aktualny. Jutro jak wszystko dobrze pójdzie będę już o tej porze w stolicy. Wieczorem muszę jeszcze dogadać ostatnie szczegóły z Palnikiem, rano się spakuję i w drogę.

Choroba lekko pokrzyżowała moje przedweekendowe przygotowania – najprawdopodobniej nie zdołam przygotować już żadnych blotek na nadchodzące dni. Zresztą zapewne uciekłbym się do zestawu cytatów, więc żadna strata. Nie przypuszczam, żebym miał czas i ochotę siadać przy kompie w Warszawie. W końcu jadę żeby spotkać się z ludźmi, będę próbował do maksimum wykorzystać okazję. Czyli najpewniej dopiero we wtorek pojawię się na tej stronie jakaś nowość.

Po południu musiałem stoczyć z babką drobną walkę. Skoro jadę w gości nie mogę przecież pojawić się z pustymi rękoma. Poprzednim razem wymknąłem się cichaczem podczas nieobecności babki, więc przybyłem do stolicy bez żadnych bagaży – teraz nie obędzie się bez gościńca.

– Weźmiesz jeszcze mojego twarogu, takiego prawdziwie wiejskiego, ze śmietaną teraz zrobiłam.
– Też babcia wymyśliła. I po kiego czorta ten twaróg?
– Usmażycie sobie naleśników. – babka miała gotową odpowiedź.
– Akurat będzie mu się chciało.
– To może swojej matce zanieść, ona usmaży.
– Babciu! – zniecierpliwiłem się – Nie! Żadnego twarogu nie biorę. Starczy to, co już jest przygotowane.
– To chociaż jeszcze małą [0,5 litra] buteleczkę pigwówki nalej i zabierz.
– Ja tego nie piję.
– To ten twój kolega może wypić ze znajomymi.
– Taki damski alkohol? Nie, nie biorę.

Hmmm… Tak się teraz zastanawiam… Mam nadzieję, że Palnik nie będzie miał pretensji. Ale ta pigwówka to naprawdę słodka słabizna – litr soku + 0,5 litra wódki (ostatnio brałem chyba Luksusową) + 0,5 litra spirytusu.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Jestem chory.
Wczoraj czymś się zatrułem. Chyba. Z objawów tak wnioskuję. Wieczór był koszmarny, noc paskudna.
Ranek powitał mnie osłabieniem i bólem głowy. Myślałem, że z biegiem dnia dojdę do siebie, ale myliłem się. Po dwunastej musiałem się położyć. To chyba nie ta przesłodzona kawa pod pomidory tak mnie rozłożyła. Bieda podwójna, że akurat w tym tygodniu – wyjazd do Warszawy stanął pod wielkim znakiem zapytania.
To na tyle, bo tylko się dodatkowo męczę tym siedzeniem przy monitorze i znów zaczynają brać mnie dreszcze. Wracam do łózka.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Tak, wiem, rozleniwiłem się cholernie przez ten weekend na wsi. Dwa dni bez komputera i wybiłem się z rytmu codziennego blogowania. Strach pomyśleć co będzie po wypadzie do Warszawy :) Ale do rzeczy (choć w sumie od rzeczy).

Wyszedłem na balkon żeby zaczerpnąć świeżego powietrza i porozkoszować się papierosem… Racja – nie palę. Nie ma co się czarować – wyszedłem na balkon żeby spojrzeć w dół i mieć temat do tej notki. Niestety – na opustoszałym chodniku nie tańczył żaden derwisz w średnim wieku. Na trawniku przed trzepakiem jakaś dziewczynka bawiła się z psem, ale pies (czarny szczekliwy kundel) był za mały, a dziecko za duże, żeby mogło dojść do interesującego wypadku. Choćbym czekał nie wiadomo jak długo marne szanse, że znudzona Sonia przestanie uganiać się za kijem i zagryzie panią. Przed kościołem sznur (wątły) samochodów – widać proboszcz przeciągnął uroczystą mszę – dziś Podniesienie Krzyża Świętego – u św. Jerzego odpust parafialny. Na dworze chłodno – szybko wróciłem do domu, zwłaszcza że czekała już na mnie kolacja (kawę posłodziłem przez nieuwagę dwukrotnie – pięć łyżeczek cukru – cholera! Wyszedł ohydny ulepek pity pod kanapki z żółtym serem i niedosolone pomidory) a w radiu (PR2) zaczął się koncert zespołu Café Zimmermann – transmisja z Filharmonii Narodowej.

A babcia od 17.30 śpi w najlepsze. Bladym świtem zerwała się z łóżka, żeby kupić wiejskie mleko (pod blok przyjeżdża rolnik dostawca z podkętrzyńskiej wsi), więc już przy Teleexpressie zaczęła drzemać. Zastanawiam się, co będzie robiła w nocy.

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij