Po południu śnieży, ale krótko i niezbyt gęsto. Przy temperaturze powyżej zera (marne 1°C, ale jednak) chodniki bielą się lekko tylko przez chwilę. Za blokiem ładnie widać, którędy biegną rury ciepłownicze, bo na nadal zaśnieżonym trawniku pokazały się metrowe pasy zieloniutkiej trawy. Bym nie zwrócił uwagi, ale wczoraj widziałem na FB wpisy ze zdjęciami z takimi samymi ścieżkami z innej części miasta i rozkminianie tematu „Kto płaci za ogrzewanie trawy?”. „U nas jednak lepiej te rury zaizolowali” – pomyślałem, a wychodząc o siedemnastej do zamku przekonałem się, że jednak nie.
Po jedenastej mam na herbacie Barbarę i Kunegundę. Mama mnie rano uprzedziła, że mogę się spodziewać bratowej, więc wyjątkowo mentalnie byłem przygotowany i nie musiałem porzucać żadnego zajęcia, by się zająć podejmowaniem gości. Panie przyszły już po zakupach. W trakcie Kunegunda jeszcze załatwia jakąś wysyłkę InPostem. Barbara skorzystała z komputera, by potwierdzić profil zaufany i rozliczyć PIT za zeszły rok.
W muzeum mam kolejny wykład o witrażach w ramach Akademii 2026. Według mnie temat tym razem był wyjątkowo ciekawy, bo o odrodzeniu rzemiosła witrażowego w związku z XIX-wieczną renowacją krzyżackiego zamku w Malborku. Tymczasem frekwencja nawet jak na spotkania Akademii okazała się wyjątkowo marna. Przyszło siedemnaście osób góra¹, wliczając dwóch kustoszy, dyrektorkę muzeum, operatora kamery – bo wykład tradycyjnie był nagrywany – i samego prelegenta. W Malborku byłem raz, bardzo dawno temu, i jakoś umknęło mojej świadomości, że zamek odbudowany po zniszczeniach II wojny światowej już wcześniej przeszedł prawie równie intensywną renowację.
Spotkanie trwa krótko, sześćdziesiąt minut. Po powrocie do domu dojadam porową surówkę z obiadu (była do pierogów z mięsem) i ucinam sobie godzinną drzemkę. Później trochę słucham radia (nawet w Dwójce na tapecie jest kolejna rocznica wojny na Ukrainie), więcej netuję. Po odcinku „Ziemi obiecanej” (przyzwyczaiłem się już do interpretacji Wojciecha Malajkata) wracam do grudniowego koncertu Ensemble Cantoría z energicznie żywą muzyką hiszpańskiego baroku. W nocy być może obejrzę jeszcze odcinek „Rodu Smoka”. Nad wrażeniami z finału „Rycerza Siedmiu Królestw” nadal myślę. Chyba będę musiał wygrzebać tom opowiadań Martina z biblioteczki, bo mam wrażenie, że scenarzyści posunęli się jednak trochę za daleko w naświetlaniu przeszłości Dunka.²
______
¹ Ze znajomych nieznajomych zjawiła się piątka: Mimbla, Sprytna, Tytus, Pucołowaty i Chudy Emeryt. Ten ostatni miał nawet pytanie na zakończenie spotkania do prelegenta: Czy wymieniony w trakcie wykładu witrażysta Kolbe mógł być jakąś rodziną naszego świętego? A tak poza tym: skoro spotykam te same osoby czasem nawet co tydzień na różnych, niekiedy niezbyt ludnych wydarzeniach, to chyba naturalne, że mam wrażenie znajomości? Pewnie w takiej sytuacji byłoby naturale, gdybym się faktycznie z tymi ludźmi zaznajomił, zaczął rozmawiać itp. Tyle, że nie potrafię. W necie da się całkiem dobrze zamaskować to, że jestem nudny, niesympatyczny i nie mam nic interesującego do powiedzenia. Na żywo wszystko od razu wyłazi na wierzch.
² Mam nadzieję, że stoi tam, gdzie powinien stać, czyli razem z tomami „Pieśni lodu i ognia”.



