Ranek słoneczny, później sporo chmur. 24°C.
Zamiast męczyć się z wymyślaniem obiadu, usmażyłem w jajku wtorkowy chleb, który zapomniałem oddać Pawłowi. Dla urozmaicenia posiłku otworzyłem słoik konserwowej papryki.
Wieczorem oglądam „Zgon na pogrzebie” (Death at a Funeral, 2010), całkiem możliwe, że głównie dla kilku scen z Jamesem Marsdenem.
Dzień siedemset siedemdziesiąty dziewiąty (czwartek)
26 czerwca 2025 Autor: Hebius




Oryginał (2007) zdecydowanie i wielokrotnie lepszy. Angielski humor pozostaje nie do przeniesienia za ocean.
A tak, czytałem, że jest angielski oryginał i chętnie bym go obejrzał dla porównania. Niestety nie udało mi się jeszcze trafić w sieci na wersję z polskimi napisami czy lektorem.
Właśnie znalazłam oba na „swojej” hamerykańskiej stronie, tak że obejrzę, zgodnie z sugestią Marchewy, ten pierwszy, brytyjski 😂
O! Nie pomyślałem, żeby tam sprawdzić.
Czołówka angielskiego (z towarzyszącą jej muzyką) podobała mi się bardziej, ale już pierwsza scena nie. To nie będzie dużym spoilerem jeśli napiszę, że w zakładzie pomylili nieboszczyków. W wersji amerykańskiej jest to lepiej rozegrane, bo dla czarnej rodziny dostarczono jakiegoś Azjatę, więc widz od razu wie, że cos jest nie tak – do tego dochodzi zabawny dialog między synem nieboszczyka, a przedsiębiorcą pogrzebowym. U Anglików wszystko zostało bardzo mocno stonowane.
„Zgon na pogrzebie”, ciekawy tytuł. Przypomniał mi historię z głębokiego dzieciństwa, gdy podczas indoktrynacji religijnej podczas katechezy, prowadzący ją organista opowiadając o swej podróży do „Ziemi Świętej”, postanowił przy okazji odpowiednio nas ukierunkować na Żydów, byśmy mogli ich z dziecięcą ufnością nienawidzić tak jak i on. Najpierw opowiedział, jakimi to są idiotami, bo zamiast się spowiadać, idą raz do roku nad rzekę opróżniając kieszenie z wszystkiego, co akurat tam jest (że niby pozbywają się tak grzechów symbolizowanych przez zawartość kieszeni), a potem opowiedział, jakimi są podstępnymi bestiami, ponieważ najmocniejszą żydowską klątwą podobno jest „Oby cię okradli na pogrzebie brata”.
Zupełnie jak obecnie dwa drużyny co kopią między sobą piłkę
Tytuł jest zdecydowanie bałamutny, albowiem…
– uwaga spoiler alert! –
…do żadnego zgonu na pogrzebie nie dochodzi.
Masz Wolandzie ciekawe skojarzenia.
Mnie samego zastanawia, dlaczego spośród tylu lekcji religii z tym organistą, zapamiętałem właśnie tę opowieść zasłyszaną jakieś 45 lat temu. Niczego więcej z nim w roli głównej nie pamiętam, może z wyjątkiem tego, że wkrótce potem pokłócił się z proboszczem o pieniądze i odszedł. Tzn. tak oznajmił wiernym na mszy proboszcz, że był zbyt pazerny i parafia nie ma tyle pieniędzy.
I proboszcz zapewne mówił prawdę. Przynajmniej w pierwszej części.
Polecasz ?
Hmmm…
Mnie to śmieszyło nawet przy ponownym oglądaniu. Pomijając dość obrzydliwy skatologiczny żart z Dannym Gloverem w roli, ze tak powiem głównej.
Obsada jest niezła. No i dla siebie miałem bardzo miłe sceny z Jamesem Marsdenem :D
Więc w sumie tak, polecam.
obejrzałam wczoraj i w momencie jak się pojawił karzeł przypomniałam sobie że już to widziałam ale obejrzałam do końca bo momentami dosyć zabawne :)
Obejrzałaś wersję amerykańską? Bo Peter Dinklage zagrał w obu.
nie tą z białasami :D bo teraz dopiero widzę że są dwie ale na CDA pokazało mi jedną
No tak, na CDA jest tylko wersja amerykańska.
no tą właśnie widziałam. Powinnam po nie dać przecinek nie tą z białasami tylko tą z Afroamerykanami :D
Ciekawy tytuł filmu.
W znaczeniu: intrygujący?
Być może.
Nawet inspirujący :)
:D
Ale takie rzeczy to raczej bez inspiracji powinno się robić. Całkowicie naturalnie.
u mnie wczoraj na obiad jajecznica z jaj sześciu ze szczypiorem bez pieczywa. Dzisiej – twaróg z cebulą i pomidorami z chlebem
Duża jajecznica, bez pieczywa pewnie do zjedzenia, ale ja się tak nie najem. U mnie musi być chociaż kawałek chleba.
Smaczne to urozmaicenie?
Papryka konserwowa? Sam robiłem, więc jak najbardziej :D
Chleb w jajku z papryką konserwową 😅
Sam chleb w jajku jest smaczny, to czemu miałby stracić walory po dodaniu równie smacznej papryki? :P
No tak, trudno wyobrazić sobie bardziej męczące zajęcie nad wymyślanie obiadu 😉 Choć chleb maczany w jajku to akurat fajny pomysł. Sam lubię czasem sobie usmażyć.
Masz rację, trudno. Cieszę się, że to rozumiesz :D