Na obiad gotuję zupę paprykową. Marchewki daję za dużo. I za dużo ziemniaków. I papryki. Ledwo się wszystko mieści w pięciolitrowym garze. Dla równowagi pierś kurczaka jest mała i tylko jedna. Jednak mimo wszystko zupa wyszła całkiem smaczna, jak na pierwszy raz nawet bardzo. Przy kolacji zjadłem z apetytem dokładkę.
Wieczorem oglądam australijski dramat „Bitwa o Long Tan” (Danger Close: The Battle of Long Tan, 2019). Być może pamiętałem podświadomie, że gra w nim Daniel Webber¹, bo skąd by mi się inaczej wzięła chęć na militarne kino o wojnie w Wietnamie?
______
¹ Poprzedniej nocy skusił mnie australijski „Teenage Kicks” (2016), w którym Webber partnerował Milesowi Szanto. Po filmie tradycyjnie sprawdziłem filmografie obu, z ciekawości, czy miałem szansę widzieć już ich gdzieś wcześniej.




Czy może być w zupie paprykowej za dużo papryki?
Na pewno w zupie ryżowej może być za dużo ryżu. Kiedyś nawaliłem za dużo i chochla w garnku dęba stała 😅 Co do paprykowej, to papryka raczej nie ma na tyle wyrazistego smaku by jej nadmiar zepsuł zupę… 🙄
Chodzi głównie o to, że dla jednej osoby nie ma potrzeby gotować pięciu litrów zupy i to takiej, jak paprykowa, która jest zupą gęstą i sycącą. Wczoraj zjadłem sporo, ale tego co zostało wystarczy mi jeszcze i na jutro.
Wsyp słodką węgierską. Czyste złoto. Chociaż raczej czerwone
W proszku? A po co jeszcze słodka węgierska, przecież tej kupnej czerwonej papryki było dużo. Z przypraw dodałem tylko sól i chili. A! I liść laurowy.
Jestem psychofanem słodkiej węgierskiej w proszku. Nadaje się niemal do wszystkiego. A świeża papryka jest przereklamowana
U mnie słodka w proszku jest używana jedynie przy smażeniu kotletów z piersi kurczaka.
Słabiutko….
Cóż zrobić… Taki gust i tu się raczej nic nie zmieni.
To można leczyć albo egzorcyzmować. Do wyboru.
Najpierw trzeba by chcieć dokonać jakichś zmian.
Ech, żyję na tym świecie blisko czterdzieści lat i do dziś zupy paprykowej nie jadłem… O dziwo nikt w mojej rodzinie jej nie gotował… 🙄
Sam ugotuj. Doszedłem do wniosku, że to jedna z prostszych zup i się dziwię, że wcześniej sam jej nie gotowałem, tylko zawsze czekałem, aż przyjedzie do nas mama i wyrazi chęć przyszykowania obiadu.
I co? Miałeś szansę?
Raczej nie.
Przynajmniej masz na dłużej obiad z głowy.
Zazwyczaj staram się nie zostawiać zupy na trzeci dzień. To jednak trochę ryzykowne.
Mam tak samo, choć ponoć na trzeci dzień jeszcze nie jest źle. Znam ludzi, którzy robią sobie zupy na tydzień 😃
Takie to bym już wekował.
No nie wiem, czy ryzykowne. Ja spokojnie Ojczastemu gotuję zupy na trzy dni, a resztę jeszcze do słoików 😂 Nawet tam czeka w domu na niego jakiś krupnik ugotowany przed moim wyjazdem do Pragi, żebym nie musiała się zaraz po powrocie rzucać do garów 😂
I błogosławię tę chwilę, gdy o tym słoikowaniu (bo nie wekowaniu) przeczytałam na FB 😁
U mnie w domu na trzeci dzień zupę, jeśli jeszcze zostały jakieś resztki, w najlepszym razie wylewało się kotom.
Obecnie podstawowa definicja wekowania (wg WSJP) to
Twoje sloikowanie polega na napełnianiu słoików gorącą zupą, zakręcaniu i stawianiu dnem do góry? Bo zapomniałem.
„Marchewki daję za dużo”
Niedobrze 🤨
Ja zaczęłam czytać
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4997203/cena-w-poszukiwaniu-zydowskich-dzieci-po-wojnie
Potem
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5053383/zapiski-z-hiroszimy
Dlaczego na lato ja sobie tak „ciężkie” lektury przyszykowałam
To ja nie wiem
„Cenę” czytałem w zeszłym roku. A może dwa lata temu? Dobra rzecz.
wojenne mnie nigdy nie ciągną
Ja czasem oglądam.
Pierwszy raz gotowałeś zupę paprykową?
Tak, to była moja kulinarna premiera.