26°C. Słonecznie.
Zmieniłem pościel i zrobiłem pranie. Przyniosłem ze strychu wyschnięte drobiazgi wyprane w… czwartek? Nie zapisałem, nie zapamiętałem, w sumie nieistotne. Paweł otworzył wczoraj słoik z sosem pomidorowym (dodawał kilka łyżek do swojej cukinii), na obiad gotuję więc makaron, by wyjeść, co zaczęte. Z wieczornego wyjścia do Biedronki rezygnuję na rzecz „Così fan tutte” Mozarta w retransmisji z Wiednia. A później równie łatwo rezygnuję z Dwójki (PR2) na rzecz powtórki Poirota z Davidem Suchetem i Zoë Wanamaker w roli Ariadne Oliver (odcinek „Wigilia Wszystkich Świętych”). Przed północą oglądam jeszcze relację Fryka z wizyty w muzeum sztuki nowoczesnej w Tuluzie, która utwierdza mnie w przekonaniu, że wystarczy odpowiednia etykietka, a ludzie kupią każde gówno¹.
_______
¹ Wiem, nie powinienem.




Amen 😝
Amen do czego? Bo u ciebie – jako komentarz do niedzielnych planów – było całkiem jednoznaczne i sensowne.
Amen by Ci dać do zrozumienia żebyś sie bardziej wysilał 😝
W komentarzach u ciebie? To mam nadzieję, że jesteś zadowolony z ostatniego :D
Nie do końca, ale mogło być gorzej 😉
Jak to ładnie ujął Jeremi Przybora:
Fakt, ja powiedziałbym że już tylko gorzej może być 😉
Bo ty jesteś nastawiony negatywnie, na marudzenie, z powodu czy bez.
Ja jestem teraz w fazie wakacyjno-wypoczynkowej.
I słusznie. Korzystaj dopóki możesz, bo znów zaczynają straszyć upałami.
My praliśmy w niedzielę ale w tutejszej wilgotności o dziwo schło dwa dni
Długo.
Ano i to na podwórku.
U mnie na podwórku to by pewnie teraz w godzinę wyschło.
¹. – Nie powinieneś.
:)
Wiedziałem, że tobie będzie przeszkadzało. Ale chyba nikomu więcej :)
O mnie to na stałe możesz pamiętać :)
Jasne :)