W nocy długo nie mogę zasnąć. Rano budzi mnie dopiero telefon mamy. Rozmawiamy krótko, bo mama na głowie ma rodzinę i rozwój afery z kotem. Po jedenastej wychodzę po chleb, ale najpierw kupuję u Chińczyka nową myszkę. W starej ledwo dychającej wysiadła rolka do skrolowania i to była kropla przepełniająca kielich. Po trzynastej mama dzwoni drugi raz, pogadać dłużej i na spokojnie. W znaczeniu – bez słuchaczy, bo emocje nadal ją trzymają i musi ponarzekać na podłość sąsiadki, która na pytanie „Kiedy wreszcie zawiezie kota do weterynarza?” stwierdziła „Ale przecież to twój kot!”.
– Co za bezczelna baba! – emocjonuje się mama. – Jak był zdrowy to „Popiołek kochany…”. A nawet nie spytała, czy chcę koty¹ w bloku. Jak powiedziałam ojcu, że możemy go adoptować, ale niech go nie okalecza, to nie, musiała postawić na swoim, zawieźć do weterynarza i wykastrować. A teraz mówi, że to mój kot! Tak, ojciec go hołubił i to był jego pupilek, a ja karmię. Ale co miałam robić, skoro zaczęła kotkę wołać do mieszkania i tylko jej dawała jeść? Przecież nie będzie zwierzak chodził głodny. Wygarnęłam babsztylowi wszystko, co o niej myślę!
– Ale kulturalnie, mam nadzieję, się obyło? Nie rzucała mama wyrazami?
– Kulturalnie. Niech chodzi nadęta i się najlepiej w ogóle do mnie nie odzywa!
– A do którego weterynarza Barbara zabrała kota?
– Nie wiem. Jej sąsiad jechał akurat odebrać swoją kotkę, to pojechała razem z nim. Jak się nie da już kota wyleczyć, to niech go chociaż uśpią, bo zwierzak nie może się tak męczyć.
Po dziewiętnastej wychodzę na spacer, pierwszy po tygodniowej przerwie. Nawet zbyt mocno się nie ślizgam w zimowych butach, ale do spacerów chyba będę nakładał wojskowe trepy.
Dzień kończę chwilą z Brombą (nie wiedziałem, że Zwierzątko Mojej Mamy jest samczykiem!) i piątym odcinkiem „Inspektora Ricciardiego”.
____________
¹ Sąsiadka któregoś roku przygarnęła parę kociaków, rodzeństwo. Po właścicielu, który się zapił, czy zaćpał.



