Niepotrzebnie się zastanawiałem po nocy, ile brać wejściówek na teatr. Pytać wcześniej mamę¹ i sąsiadkę, czy zechcą się wybrać do zamku na przedstawienie? Czy może najpierw brać bilety, a dopiero później zagadać do Ewy albo Gośki? I co ze Sławkiem? I czy w ogóle potrzebne mi dalsze zacieśnianie tej znajomości?
Przed jedenastą poszedłem do Mistrza Jana po chleb, a później od razu do Loży (filia MBP), w której rozprowadzano (od środy) wejściówki na komedię „Narzeczony mojej żony” Jana Jakuba Należytego.
– Już nie ma – usłyszałem w odpowiedzi na pytanie, czy jeszcze dostanę. – Rozeszły się.
W sumie mogłem to przewidzieć. Nawet zwykłe czytania sztuk przez aktorów cieszą się sporym zainteresowaniem miejscowej publiczności, a teraz będzie normalny spektakl.
+
Na obiad zaplanowałem jajka do makaronu ze słodko-kwaśnym sosem pomidorowym.
Usmażyłem jajka. Ugotowałem makaron. Wyciągnąłem spod stołu słoik z sosem, otworzyłem… I się okazało, że to nie sos, a fasolka po bretońsku, którą – o czym zapomniałem – kupiłem na jakiejś promocji i trzymałem w zapasie na jakiś tam szybki obiad leniwego dnia. Trzymałem od tak dawna, że już nie pamiętałem, że to fasolka, tylko byłem przekonany, że mam odstawione dwa słoiki sosu pomidorowego.
+
Wieczorem piekę piernik kętrzyński. Z paczki. XXL (750g), ale się zmieścił do starej blaszki z kominkiem. Nawet ładnie wyszedł, wyrósł porządnie i nie popękał, widać ustawiłem optymalną temperaturę pieczenia. Będzie na świąteczny weekend do kawy. A może nawet na cały tydzień²? Kupiłem paczkę jeszcze za życia babki, na któreś święta. Z daty³ na opakowaniu wnioskuję, że na Boże Narodzenie. Pewnie na blogu bym znalazł coś na ten temat, ale nie chce mi się szukać.
+
To już pół roku.
__________
¹ Mamę ostatecznie spytałem przy okazji porannego telefonowania.
– Do teatru? Siedzieć w tłumie? – zbulwersowała się. – Covid w Kętrzynie szaleje! I kto się mną zajmie, jeśli zachoruję!?
² Około 1080 g gotowego ciasta (18 porcji).
³ 08.03.2020
Dzień sto osiemdziesiąty piąty (piątek)
10 listopada 2023 Autor: Hebius




To zdecydowanie nie był jeden z tych dni, gdzie wszystko wychodzi 😉 Skoro już miał być makaron z sosem, to po co jeszcze jajka? Masz dziwne kulinarne gusta 😅 A ten covid w Kętrzynie faktycznie szaleje?
Covid? Pojęcia nie mam. Przestałem śledzić doniesienia na temat pandemii.
Jednak Twoja mama z jakiegoś powodu nadal sie obawia…
Rozmawiała z synową, na którą nakrzyczeli teraz w ośrodku zdrowia, jak była u lekarza, że maseczki nie ma. Nie ma, a powinna, bo covid. Dzisiaj się dopytałem.
No proszę, a u nas już nawet w przychodni się o to nie czepiają… Ale u nas tak naprawdę ten covidowy amok trwał raptem kilka miesięcy. Ostatnia to chyba poczta z nakazu maseczek zrezygnowała.
Formalnego nakazu od dawna już nie ma. Ludzie sami z siebie powinni o tych maseczkach myśleć.
A Ty jeszcze gdziekolwiek zakładasz?
Nie.
Ale nie mam ani kataru, ani kaszlu, więc nie ma powodu bym chronił ludzi nosząc maseczkę.
U nas też dużo się słyszy o kolejnych przypadkach. W tym tygodniu zachorował kolega, u którego byliśmy w piątek na kolacji 🤣 Pracowniczo, więc fajnie by było, jak byśmy się wszyscy rozłożyli 🤣
Teraz już nie ma tej paniki i pewnie większość chorujących nosi spokojnie covid do pracy* :P
___
* Tak jak grypę czy inne przeziębienie, które zatrzymuje ludzi w domu dopiero wtedy, gdy nie dają rady wstać z łóżka.
Zależy, czy chcesz zacieśniać tę znajomość.
To co w końcu zjadłeś na obiad? 🙂
To skomplikowane. Z jednej strony może trochę. Z drugiej nie widzę żadnego sensu. Ogólnie obecnie chyba najlepiej się czuję ze znajomościami zaczynanymi od tego bloga. Albo gdzieś na forum internetowym.
A na obiad zjadłem tylko makaron i jajka. Fasolkę zamroziłem.
Myślę, że dopóki są chęci, warto kontynuować tę znajomość. Czas sam pokaże czy będzie ona coraz lepsza, czy wręcz przeciwnie.
A nie, że w dłuższej perspektywie nic z tego nie będzie, to wręcz pewne na bank :)
Ten covid to nas raczej już nie opuści
Spać cholera nie mogę,Szczupaczyńską
powoli kończę czytać
I jak wrażenia?
Ja jeszcze nie zamówiłem.
Ale raczej kupię.
Ja też jestem ciekawy, bo przymierzam się do audiobooka.
Nie będziesz sam czytał?
Mnie audiobooki wchodzą coraz słabiej.
Nie. Od 3 miesięcy ze względu na roboty budowalne na torach jeżdżę do/z pracy komunikacją zastępczą autobusową. Minimum 1,5 h w jedną stronę, wiec sporo czasu na słuchanie audiobooków. (mam chorobę lokomocyjną dlatego nie mogę czytać książek).
Lubię książki Dehnela te współczesne (i wcale nie „Lalę” najbardziej). Nie miałem okazji jeszcze przeczytać żadnego z retrokryminałów. Jestem ich ciekawy, tym bardziej, że są pisane na 4 ręce.
A Ty coś czytałeś z serii o profesorowej Szczupaczyńskiej? Polecasz?
Szymiczkowej czytałem wszystko. W przeciwieństwie do „Lali”, z którą nadal zwlekam.
Polecam zacząć klasycznie, od pierwszego tomu cyklu. Sprawy w poszczególnych tomach się nie łączą, ale życie samej profesorowej Szczupaczyńskiej jest w tych powieściach nie mniej ważne, niż intryga kryminalna i otoczka historyczno-obyczajowa.
OK. Dzięki. Dzisiaj zaczynam. :)))
Powinno ci się spodobać.
Nie zacieśniaj. Dobrze Ci radzę.
Ooo! :D
to ciasto to nie było już przeterminowane ?
Fajnie, że chciałeś te bilety wziąć dla wszystkich :) następnym razem będziesz szybszy
Takie ciasta nie mają terminu przydatności. Na opakowaniu podano tylko datę „najlepiej spożyć przed”, co przecież nie oznacza, że później się nie powinno :D
aha no to ja taką datę traktuję że jak już minęła dawno to wywalam
Konserwę mięsną, czy jakieś mleczne produkty pewnie też bym wyrzucił. Ale co się może zepsuć w proszku, który jest głownie z mąki, jeśli był przechowywany w suchym miejscu, nic się w nim nie zalęgło, ani nie spleśniał?
pewnie nic ale ja wywalam. No nie od razu ale jak już tak dochodzi do pół roku to tak
Przy takim podejściu nierozsądne jest robienie żadnych większych zapasów żywności, tylko kupowanie tego co się je na bieżąco.
no nie zdarza mi się kupować hurtem takich rzeczy. Przyprawy i inne sypkie dokupuje jak się skończą więc taki problem mnie nie dotyczy :)
Tak to chyba tylko z solą mam :) A inne przyprawy to nie wiem, czy w dużej części nie są jeszcze z czasów, gdy babka gotowała obiady :D Bo ja sam to to tych różnych majeranków, tymianków, bazylii innych takich nie używałem prawie wcale.
to wywal to bo teraz też nie będziesz używał :)
Będę dodawał do zup. I do babki ziemniaczanej :)
jajecznica z makaronem nie brzmi dobrze. Jedyna rzecz bardziej wymyślna z jajecznicą w roli głównej, jaką jadłem z przyjemnością, to było danie w karcie występujące pod nazwą omlet, a była to góra żółtego sera, groszku i innych gotowanych warzyw i w połaczeniu z tąże, pokryta wielką ilością keczupu
Jajka sadzone, nie jajecznica.
Omletów nawet nie próbuję smażyć. Nie mam do tego odpowiedniej patelni. Na tej, której używam nawet babce omlety nie wychodziły.