Było w niedzielę między szesnastą a dwudziestą, czwarta rowerowa wycieczka w tym sezonie.
Mniej więcej 25 kilometrów do pokonania. Oraz dłuższa przechadzka przed i po (5 km w sumie; najmniej). Gdybym jeszcze popływał, miałbym triatlon.
Sławek tym razem wymówił się od udziału, więc spotykamy go tylko przy garażu pożyczając rower¹. Poza tym stały skład ekipy wyjazdowej: Maja, Julia i Marek.
Maja zrobiła kanapki. Julia upiekła drożdżówki. Marek ustalił trasę. Ja tylko korzystam.
W Owczarni jesteśmy tuż przed osiemnastą, więc nie mamy możliwości zwiedzenia tamtejszego lokalnego muzeum. Nikt chyba nawet tego nie planował. Po kupnie soku porzeczkowego (panie skorzystały z toalety?) robimy dłuższy popas na nieodległym przystanku autobusowym. Z ilości wałówki zgaduje, że Sławek zrezygnował z wyjazdu w ostatnim momencie. Zjadam dodatkową kanapkę, a dwie bułki z wypieku Gośki dostaję „na później” i mam je do poniedziałkowej kawy przy śniadaniu.
Mrok zapada już po dziewiętnastej. Do Kętrzyna docieramy w coraz bardziej gęstniejących ciemnościach i jeszcze dobre pół godziny spędzamy nad jeziorkiem, odpoczywając i planując kolejne wycieczki. Tzn. ja odpoczywam i się przysłuchuję w zadziwieniu, jak reszta towarzystwa planuje wyjazd na dwa samochody gdzieś tam w okolice Reszla, najewidentniej uwzględniając i mnie w tym wypadzie.
____________________________
¹ Umówiony byłem na 15:30, więc dałem sobie pół godziny na dotarcie na miejsce. Przy nocnych spacerach tyle spokojne mi wystarczy. Nie uwzględniłem niestety, że to będzie najgorsza pora dnia, z męczącą temperaturą przy braku cienia. I jeszcze po drodze na cmentarz zaszedłem, bo wypadała czwarta miesięcznica zgonu babki, a i pelargonie wypadało podlać. W rezultacie już przed rozpoczęciem wycieczki byłem tak wykończony, że najchętniej bym się położył i tylko czekał na zapadnięcie zmroku. Na szczęście Marek wybrał przyjemną trasę, wiodącą przeważnie lasem, z niezbyt uciążliwymi podjazdami i długimi zjazdami (pokonywanie tego w drugą stronę byłoby prawdziwym wyzwaniem).





Naczekałam się…
Nie bardzo było na co :) Dzień był słoneczny, bezchmurny, więc nie mam żadnych ładnych zdjęć z obłoczkami :D
Ale miałeś.chęci, by zrobić wiele zdjęć i się nimi podzielić!
Bo jaki sens robić zdjęcia, których samemu się później nie ogląda i nikomu nie pokazuje? :D
Nie wiem, ja często tak robię
U mnie też się zdarza, dlatego coraz częściej wychodzę bez aparatu. Rozumiem, że u ciebie nie bardzo się da, bo pewnie robisz zdjęcia komórką :)
Tak, od dłuższego już czasu robię zdjęcia tylko i wyłącznie komórką.
Dobra komórka robi lepsze zdjęcia, niż mój leciwy Lumix.
Że zdjęć wnioskuję, że wyprawa przyjemna. Rzeczywiście można było uniknąć skwaru. Odległość wcale nie mała! Nie mam chyba tyle sił na takie wyprawy. Teraz na pewno nie :-(
Dobrze, że masz towarzystwo, które stale uwzględnia Cie w planach! Skoro nie masz wkładu materialnego w organizowanie wycieczek, to znaczy, że cieszą się z Twojego towarzystwa.
Gosia zapytała, czy bułeczki smaczne?
Tak, trasa była ładna. A przy wjeździe do lasu człowiek miał wrażenie jakby z upału wkraczał do klimatyzowanego wnętrza :)
Co do bułek… hmmm…. takie bezpośrednie pytanie chyba nie padło, a ja jakoś sam z siebie nie pomyślałem, by je pochwalić. Czy nażarłem się na krzywy ryj i zachowałem jak ostatni burak :D
Pytam, bo zrobiłam ostatnio ciasto drożdżowe i mi nie wyszło…
Ale,jak mi wychodzi coś co upiekę lub ugotuję, to lubię jak inni doceniają.
To chyba dość powszechne :)
Chyba chcą Cię swatać z tą Gosią
Mam niestety podobne podejrzenia.
trasa i opis wypadu robi na mnie wrażenie. na podobnej, kilkuosobowej, spontanicznej wycieczce z ludźmi niespokrewnionymi byłem może 3 razy w życiu. Z czego raz rowerem
Jeszcze wszystko przed tobą. Może na emeryturze zaczniesz jeździć częściej? :)
Owczarnia 3/12
To muzeum?
Muzeum Mazurskie
Owczarnia 1
Obejrzałam
Jak na prywatną placówkę nawet dość przyzwoicie się te wnętrza prezentują.
korzystajcie z pogody póki jest fajna rowerowa właśnie :)
A ja naprawiłam znów kompa, nadrobiłam u Ciebie i nawet zdążyłam u siebie coś niecoś wrzucić
Nie wiedziałem, że miałaś awarię. Zaraz rzucę okiem co naskrobałaś.
a w ogóle to Marek wzbudza niezmiennie mój podziw
On chyba codziennie gdzieś jeździ tym swoim rowerkiem, przez cały rok.
bo pewnie tak jest szybciej i wygodniej. Jak ma prócz rąk protezę nogi to pewnie nie chodzi mu się jakoś rewelacyjnie. Ale podziwiam bo sporo osób na jego miejscu zamyka się w domu i siedzi. Ciekawy ma ten rower pewnie mu pomogła jakaś fundacja taki zdobyć bo widuję je na biegach. Niepełnosprawni nimi jeżdżą na zawodach tego się chyba nie da kupić tylko pod zamówienie leci
Chodziło mi bardziej o to, że Marek prawie codziennie robi sobie takie długie wyjazdy gdzieś po okolicy.
Musisz być w nienajgorszej formie skoro tyle kilometrów pokonałeś. Przede wszystkim dobrze że wyszukujesz za słabe wykręty i bierzesz w tym udział, bo kości trzeba rozruszać żeby się nie zsiadły :-)
20-30 kilometrów to nie jest jakiś wielki dystans przy całkowicie rekreacyjnej jeździe.
No cóż, mnie taka trasa wykończyła by nawet gdybym jechał PKSem :-)
Przesadzasz. Przecież na co dzień ruszasz się zapewne więcej, niż ja.
Z tym różnie bywa, ale faktycznie ostatnio ruchu przez sprawy ogrodowe itp. mi nie brak.
Mógłbyś jeszcze zakupy w mieście robić, a nie w tym sklepie po sąsiedzku :)
Może mi to jakoś umknęło (chociaż czytam regularnie – każdy dzień w pracy zaczynam od kawy i wpisu) ale jak to się stało, że „wkręciłeś” się (albo zostałeś wkręcony) w grupę rowerową?
Jak to się stało?
A jakoś tak samo z siebie.
Zostałem zaproszony, nie odmówiłem za pierwszym razem (bo lubię jeździć rowerem)… no i nadal jestem zapraszany.
Ale tak sobie myślę, że jak tylko Ewa się podda uznając, że nic z jej swatania mnie z Gosią nie wychodzi i nie wyjdzie, to i te wycieczki się skończą :D
Na FB widziałem, że przeżyłeś.
Ale szyja mnie teraz boli z lewej strony. I nie wiem, czy to przypadkiem nie od tej jazdy rowerem, bo przed niedzielną wycieczką nie bolała :D
Zaczynam czytać
„Życie i los” -Wasilij Grossman
977 stron
Niełatwej literatury.
Napisałam to dlatego,żeby mi czasem do głowy nie przyszło zmienić zdania 🥺
Ależ cegła!
Ile tam jest postaci.
Ale ile jeszcze będzie.
Mam jak na razie delikatny mętlik w głowie
Bierz kartkę i notatki rób :D
Rozpiskę na postacie zrobiłam
przy czytaniu
Sto lat samotności
Ja sobie często wynotowuje nazwiska i imiona, zwłaszcza przy literaturze tłumaczonej i cyklach.
Bardzo intensywny dzień, ale chyba udany. 🙂
W zasadzie raczej tak.