W pogodzie bez zmian – ponuro, wilgotno, maksymalnie z 20°C na termometrze. Po obiedzie chodzę jedynie na cmentarz, bo nie chce, by mnie deszcz złapał gdzieś w mieście (cmentarz zadrzewiony, jest gdzie przeczekać ewentualny opad). I prosto ze spaceru idę do zamku, na zaplanowany na dziewiętnastą performatywny monodram muzyczny na sopran i elektronikę, kończący tegoroczny jarmark na św. Jakuba. Opis wyglądał dość groźnie i mógł lekko odstraszać, więc trochę mnie dziwi nadzwyczajna frekwencja i zapełnienie sali rycerskiej. Okazało się, że sporo osób przeceniło swoją gotowość do obcowania z prawdziwą sztuką. Na szczęście organizatorzy pomyśleli o zostawieniu otwartych bocznych drzwi¹ i część widowni (jedna czwarta?) z tylnych krzeseł mogła się w trakcie koncertu niepostrzeżenie ewakuować. „Vox Animae Symphonialis” (Głos duszy brzmiącej) muzycznie był dość monotonny. Jeśli wierzyć książeczce programowej, leżąca na katafalku sopranistka śpiewała różne teksty Hildegardy z Bingen. Gdyby śpiewała jeden i ten sam, chyba i tak nikt by się nie połapał. Na ścianie za katafalkiem można było obserwować kolorowe wizualizacje, odpowiadające zapewne filozoficzno-mistycznym treściom – połączenie mandali z iluminacjami, czy ilustracjami niczym ze średniowiecznych rękopisów. Sala ciemna i ciepła, zapach kadzidła (takiego typowo kościelnego) działał równie usypiająco, jak muzyka. Zielsko ozdabiające katafalk utrudnia śledzenie wizualizacji równie zrozumiałych, jak łacińskie teksty śpiewanych przez sopranistkę hymnów. Myślami błądzę gdzieś tam, nie wiadomo gdzie, wzrokiem wodę bezmyślnie to po ekranie, to po widowni. W którymś momencie na zwolnione krzesło bocznego rzędu przesiada się z miejsca w tyle sali atrakcyjny młodzieniec² – szczupły, drobny, krótko ostrzyżony brunet w szortach i ciemnej koszulce, co już całkiem zaburza mój odbiór koncertu i sprowadza myśli w rejony jak najdalsze od mistycznych. Do końca spektaklu obserwuje z przyjemnością, jak ten młody człowiek słucha uważnie muzyki, wertuje programową broszurkę, usiłując w półmroku sali coś z niej wyczytać, jak przechyla do tyłu długą szyję, pijąc z litrowej butelki wodę, chyba gazowaną, bo wyraźnie mu się odbija na finiszu.
Do domu wracam o dwudziestej i po kolacji zalegam leniwie przy komputerze. Z nocnego spaceru zwalnia mnie kolejna porcja deszczu.
__________
¹ Nie wykluczone, że prawdziwym celem tego otwarcia była wentylacja sali, na potrzeby koncertu tuż przed wpuszczeniem publiczności intensywnie okadzonej.
² Gdyby nie Czartogromski ze swoimi lekturami tej części blotki by nie było.
Dzień siedemdziesiąty piąty (niedziela)
23 lipca 2023 Autor: Hebius




Nie wiem czy organizatorzy pomyśleli, bo jednak bardziej rozsądnie było by nie robić przykrości artystom i nie dopuścić by tłum się ulatniał 😉 Pozamykać drzwi, postawić przy nich dla pewności strażników z psami i niech gawiedź siedzi do końca 😉 Skoro przyszli to niech cierpią 😉 A co do młodego człowieka to trzeba było zagadać a nie obserwować 🙄
Ludzi nie można zmuszać do obcowania z kultura, bo to nie przyniesie nic dobrego. A zagadać to ja mogę co najwyżej do jakiejś spragnionej rozmowy leciwej emerytki.
Jesteś nieśmiały????????????????????????????
Leciwej emerytce mógłbym zaoferować swoje zainteresowanie, sama chęć do rozmowy mogłaby jej wystarczyć.
A co mogę zaoferować młodemu człowiekowi? Nic.
No wiesz, jeszcze nie jesteś tak stary żeby nie mieć nic do zaoferowania.
Ale czemu ty zaraz myślisz o seksie? :D
A poza tym to nie kwestia wieku.
Ale czy ja coś o seksie wspomniałem? 😂 Po prostu chcę Cię trochę podbudować 😉
Nie potrzebuję takiego podbudowywania.
Czyli było warto. 🙂
Myślę, że raczej tak.
Uśmiechnęłam się :-) i nie raz :-)
Widać niewiele ci trzeba :D
Też sobie tak czasem mówię;-)
Minimalizm ułatwia życie.
Nie zawsze… Ale chyba lepiej mieć mniej, niż za dużo.
A to, to zdecydowanie nieprawda.
A to będziemy dyskutować do upadłego :-)
Raczej nie.
Te Twoje obserwacje młodych mężczyzn w kontekście seksualnym raczej mnie niepokoją :)
U nas też pogodowo bez zmian, często pada, jest raczej ciepło i szaro.
Hmmm…
Uważasz, że jestem już tak leciwy, że powinienem myśleć jedynie o śmierci i niebycie? I co jest niepokojącego w ewentualnym kontekście moich myśli? :D
Swoją drogą skąd wiesz, jaki był ten kontekst? Tzn. chciałem coś mętnie zasugerować, co mogło być prawdą, ale niekoniecznie było*, ale wydało mi się, że zrobiłem to na tyle delikatnie, że nikt się nie pokusi o podobne komentarze.
________
* Pracuję trochę nad mocniejszym utęczowieniem, czy może bardziej ugejowieniem tego bloga. To tak w ramach myślenia o śmierci. Blogiem takim, jak jest aktualnie, nieciekawym i całkowicie bezpłciowym, żadne gejowskie archiwum się nie zainteresuje i nie zaopiekuje, gdy mnie już zabraknie.
Bo tu potrzeba było wodzireja: „A teraz proszę państwa rączki w górę, klaszczemy i wszyscy śpiewają…”
To był koncert, nie zabawa. Dobry wodzirej, czy inny mistrz ceremonii czasem jest niezbędny, ale tutaj nie wiem, co miałby do zrobienia. Kto chciał został i słuchał do końca. Do kogo elektroniczna muzyka i łacińskie pienia w ogóle nie przemawiały wyszedł i to też było w porządku.
Vox Animae Symphonialis
Skorzystałabym z tych otwartych bocznych drzwi.
Niedobre dzisiaj jest ciśnienie.
Tak w ciemno mówisz, czy sprawdziłaś na YouTUBE?
Bo widzę, że ten program jest w sieci i może gdybym się lepiej przygotował przed wyjściem do zamku mój odbiór też byłby lepszy. A przynajmniej inny, bardziej uważny
Sprawdziłam
Do takiej muzyki muszą być odpowiednie warunki.
Na przykład jakiś wiekowy, przyciemniony kościół.
Muzyka rozbrzmiewa w zapachu kadzidła, w otoczeniu obrazów i figur.
I wtedy muzyka i miejsce tworzyłoby atmosferę wejścia w wyższy stan przeżycia.
To warunki w muzeum były odpowiednie: stare, gotyckie muru zamku, światła przyćmione, pod ścianami średniowieczne rzeźby i równie wiekowe malarstwo :)
A to w takim razie prawdopodobnie bym z tych bocznych drzwi nie skorzystała
Też tak myślę. Widziałem, że po koncercie znajoma nauczycielka (bo było kilka emerytowanych, które pamiętam z lat nauki w ogólniaku) podeszła do człowieka odpowiedzialnego za oprawę muzyczną, żeby z nim porozmawiać o koncercie. Czyli osobom bardziej świadomym tego, na co idą, wydarzenie musiało się podobać.
ja w tym roku na urlopie odkryłam jakie fajne nowoczesne wizualizacje i inne nowinki techniczne można zastosować w muzeach czy innych miejscach do zwiedzania. Byłam w szoku jak ta cała technologia 3D czy 5D czy ile tam poszła do przodu i jak to można wykorzystać nie tylko w grach.
Co kto lubi. Ja preferuję jak najbardziej tradycyjne muzea, bez technologii.