Siedzę nad „Triumfem Endymiona”. Nadal.
928 stron w tym przypadku to zdecydowanie zbyt wiele. Chciałbym już wreszcie mieć powieść za sobą i poczytać coś krótszego.
Sobota
15 października 2011 Autor: Hebius
15 października 2011 Autor: Hebius
Siedzę nad „Triumfem Endymiona”. Nadal.
928 stron w tym przypadku to zdecydowanie zbyt wiele. Chciałbym już wreszcie mieć powieść za sobą i poczytać coś krótszego.
Jakaś taka moda ostatnio na grube tomiszcza, sporo ich.
Wracamy do XIX wieku.
ja takich spaślaków w ogóle nie czytuję bo za grube :)
Mnie raczej objętość nie zniechęca do książki. Chyba, ze przy zakupie. Książka cienka, a droga ma marne szanse, by mnie skusić :)
To przeczytaj końcowkę, zawsze tak robię, jak mnie książka nudzi, potem zastanawiam się, czy wrócić do środka :)
Nie napisałem, że książka mnie nudzi. A końcówki podczytywać nie muszę, bo to czwarty, ostatni (przynajmniej jak na razie) cyklu, więc na pewno dobrnę do końca.
ostatnio ponad 600 pochłonęłam, ja zasadniczo lubie takie tomiszcza opasle bo sie szybko nie koncza :)
Są grube książki, które czyta się bardzo szybko. na przykład – z moich niedawnych lektur – cykl Millenium, czy dotychczasowe tomy „Pieśni lodu i ognia” Martina.
Właśnie chciałam napisać to, co Kasia, że uwielbiam grube książki (bo jeśli któraś mnie wciągnie, to aż żal, że kiedyś skończę ją czytać) i jako przykład podać właśnie tomy „Pieśni lodu i ognia”, które połknęłam błyskawicznie i żałuję, że muszę czekać na ciąg dalszy.
Pierwsza część „Tańca ze smokami” już niedługo, 22 listopada.
To się Maniek „ucieszy” – znowu obiadów nie będzie ;)
Niech je spaghetti. Dziewięć minut na ugotowanie makaronu chyba znajdziesz :P
ale co? ma jeść ten makaron z masłem? Bo na sos to trochę więcej czasu trzeba ;)
Sos można kupić gotowy. Od biedy wystarczy rozbełtany keczup :P
jak tomiszcze za grube, to ciepnąć w kibit mater ;)
Nie mogę, skoro chcę mieć tom przeczytany.