4:00 Pobudka.
4:35 Wyjście do pracy.
4:55-13:45 Na budowie.
Zaczynam od zawieszenia wiechy (bukiet z różnego zielska – z przewagą dzikiej marchwi – i trzech dorodnych piwonii) na kominie. Niechętnie, ale nie mam wyjścia, bo majster się strasznie na uparł na ten pomysł.
Później przygotowujemy podłożę (czyszczenie, rozkładanie styropianu, folii i metalowej siatki) i wylewamy posadzkę w jednym z pomieszczeń gospodarczych.
– A z jakiej to okazji? – Baryłka przy porannej wizycie wskazuje głową w stronę ozdobą dachu.
Wzruszam tylko ramionami, bo i co mam odpowiedzieć? Niby taka tradycja, ale do tej pory majster jakoś nie hołdował podobnym zwyczajom.
13:45-15:42 Zakrapiany obiad u inwestora.
Zwłaszcza z alkoholu bym chętnie zrezygnował, ale nie mam pretekstu, by się wymówić.
Wracam do chaty powoli, lekko podchmielony, pstrykając po drodze wszystko, co się da w ramach testowania nowej cyfrówki).
16:37 W domu.
Po pobieżnej toalecie ucinam sobie krótką drzemkę. Na kąpiel jestem gotowy dopiero po 18:30.
19:30 Komputer.
Głowa lekko mnie boli (zaczęła już przed obiadem, a gorzałki wypiłem za mało, by zadziałała znieczulająco), więc netowanie niezbyt mi idzie.
21:30 Kładę się spać.
Posts Tagged ‘wiecha’
Wiecha bez wianka, czyli impreza w G.
Posted in Import z Onetu, tagged EEK, korekta (a), R/ZT, wiecha on 3 listopada 2007| 28 Komentarzy »
IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
11:50 – 16:50 G.
„Ależ parszywa pogoda!” – myślałem, biegnąc przez miasto na spotkanie z panem K.
Temperatura oscylowała koło 3 stopni, wiało, mżyło.
„Imprezować teraz na dworze! Mają ludzie pomysły!”
Majster już czekał na mnie pod blokiem, w samochodzie. Na dzień dobry rozliczył się za ostatni miesiąc i ruszyliśmy na budowę.
– Wczoraj też byłem w G. – facet rozgadał się nim zdążyliśmy wyjechać za rogatki miasta. – Zalałem im schody. Planowałem, że dopiero w sobotę się tym zajmiemy, ale obudziłem się o drugiej i nie mogłem już zasnąć. To zabrałem betoniarkę z garażu i o pół do trzeciej byłem już na miejscu. Sam., bo już nie chciałem ci tak wcześnie głowy zawracać…
„Jaka szkoda! Przecież ja tylko marzę o pracy od trzeciej w nocy!”
– O piątej wyszedł taki księżyc – ciągnął majster – że już nie trzeba było żadnego lepszego oświetlenia. Do dziewiątej było po robocie. To zajechałem jeszcze zobaczyć ten dach…
Na miejscu okazało się, że impreza będzie w garażu. Stół był już zastawiony, drzwi zasłonięte kocem, gazowy piecyk buzował, a matka gospodyni podgrzewała flaczki. Poczekaliśmy chwilę, aż ściągną wszyscy zaproszeni (rodzice inwestorów i nowi sąsiedzi) no i zaczęła się typowa popijawa. Nie mówię, że czułem się źle, ale żebym wyśmienicie się bawił też nie powiem. Ot siedziałem w kącie przysłuchując ogólnej rozmowie, żrąc i pijąc kieliszek za kieliszkiem (co jeden to paskudniejszy) aż uznałem, że mam dość i podziękowałem za dolewanie trunku. Oczywiście nie obyło się bez dalszego namawiania do picia (zwłaszcza ze strony majstra – podwójnie irytujące zważywszy fakt, że facet sam nie pił pod pretekstem „Nie mogę – prowadzę.”). Niestety tym razem uległem i po zagryzieniu ciasta pikantnymi grzybkami skusiłem się jeszcze na trzy łyżki bigosu i dwa kieliszki gorzały. W rezultacie ostatnią godzina imprezy zdominowała mi jedno odczucie: „Ależ bym sobie teraz rzygnął!”
Z ulgą powitałem powrót do domu. Od razu pościeliłem i położyłem się spać.
Sobotnia wiecha
Posted in Import z Onetu, tagged EEK, Hydepark, korekta (a), pan K., R/ZT, wiecha on 16 sierpnia 2006| 10 Komentarzy »
IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
[Łatka na niedzielę 2006.08.13]
Było sympatycznie.
Matka gospodyni okazała się osoba równie (jeśli nie bardziej) milcząca co ja, nie czułem się więc odosobniony w braku towarzyskiego zaangażowania.
Do picia wybrałem gorzałkę. Może to błąd, bo tempo było ostre, a butelek sporo. Ale przynajmniej nie ganiało mnie – tak, jakby to było po piwie – co i raz za węgieł.
Szczęśliwie pogoda dopisała. Wieczorem całkowicie się rozpogodziło. Nawet przez moment pojawiło się słońce. Spokojnie można było rozpalić grilla i postawić barana na ruszcie.*
Majster dotrwał do samego końca imprezy. Myślałem, że zechce wracać do domu wcześniej, a tu niespodzianka. Dobrze po północy, jako ostatni goście, pomogliśmy jeszcze w sprzątnięciu ze stołów.
W domu na chwilkę zajrzałem jeszcze do sieci by na HP podzielić się – na gorąco – wrażeniami z wieczoru na budowie.
Dawno nie byłem tak pijany – napisałem o godz. 00:57:11 – ale skoro dałem jeszcze radę włączyć komputer i pościelić, nie jest tak tragicznie. Na imprezie było fajnie, inwestor jest fajny, ma równie atrakcyjnego młodszego brata i syna, z którego wyrasta kawał niezłego ciacha.
Jasno widać, że powinienem jak najszybciej zmykać z tej budowy. Janek za bardzo zaczyna mi się podobać.
__________
* Było pieczone jagnię. Janek nie pożałował kasy, co spotkało sie z powszechnym uznaniem biesiadników.
– Spodziewałam się jakichś kiełbasek z „Biedronki”– stwierdziła jedna z pań – a tu prawdziwa uczta.



