Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘telefon stacjonarny’

albo
Przelotem przez czwartek, piątek i tajemniczą awarię

Czwartek był męczący. Internet wrócił rano, ale bez telefonu stacjonarnego, który mam w pakiecie. Usiłuję po śniadaniu rozwiązać ten problem, wydzwaniając na infolinię, gdzie po pokonaniu bezmyślnej zapory obronnej w postaci AI, konwersuję z równie użytecznymi konsultantami. Pan coś robi, zmienia jakieś parametry w ustawieniach mojego łącza. Albo pozoruje, że coś robi przez trzydzieści minut. Pani, z którą kontaktuję się pół godziny później – bo to, co zrobił pan, miało zadziałać z opóźnieniem, ale nie zadziałało – chce powtarzać wszystkie kroki, ale już jestem tym wyczerpany i twardo domagam się technika, który do mnie przyjdzie i sprawdzi, co jest nie tak z modemem, że łączy Internet, a rozmów telefonicznych nie.
– To umówię pana na wtorek – poddaje się wreszcie kobieta.
– Na wtorek? Ale jak to – na wtorek? Czemu tak późno?
– Zaraz będzie weekend, wszystkie wcześniejsze terminy są już zajęte.
– No trudno, niech będzie ten wtorek.
– Ale wie pan co – może przewód od telefonu się zepsuł? Koledzy tak mi tu podpowiadają – rzuca kobieta na pożegnanie. – Powinien pan sprawdzić.
– Przewód? – powątpiewam.
– Tak. Może któryś z sąsiadów będzie miał pożyczyć. Podłączy pan telefon innym przewodem i sprawdzi.
Sąsiedzi oczywiście kabla pożyczyć nie mają. A przynajmniej ta jedna sąsiadka, do której zachodzę, nie ma.
– Wątpię, żeby ktoś tu nadal korzystał z telefonu stacjonarnego – powątpiewa, gdy się zastanawiamy, do kogo mógłbym jeszcze zastukać.
Pozostaje więc zakup, ale w sklepach, do których zaglądam (jeden daleko, a drugi jeszcze dalej) nie da się już kupić kabla do telefonu od ręki.
– Powinien pan zamówić przez stronę – radzi mi sprzedawca w Media Expert.
No super.
Przez to łażenie i wcześniejsze wydzwanianie ledwo już mam czas na pobieżne szukanie jakiejś książki Raczka pod autograf. Byłem przekonany, że wszystkie stoją w szafie w przedpokoju razem z felietonami Kałużyńskiego. Ale musiałem kiedyś wpaść na jakiś lepszy pomysł w urządzeniu biblioteczki i się okazało, że książek Raczka tam nie mam. Kamień w wodę.
Ale miało być tylko o awarii.
Wieczorem po powrocie z biblioteki zauważyłem, że wszystkie diody w modemie świecą już normalnie, telefon znów zaczął działać.
„No i super, samo się zepsuło, samo nareperowało – pomyślałem. – Jutro przedzwonię i odwołam wizytę technika”.
Ale nie musiałem nigdzie telefonować. W piątek z samego rana technik zadzwonił sam. Akurat ten sam, który już u mnie kiedyś był i miałem wpisany jego numer w komórce, więc odebrałem (nieznajomych czasem nie odbieram, zwłaszcza rano).
– Wczoraj po południu uporaliśmy się z całą awarią – poinformował mnie facet. – Dzwonię spytać, czy u pana już wszystko działa.
Czyli gdy wydzwaniałem na infolinię, w mieście nadal pracowali nad technicznym problemem, który wynikł w nocy, ale konsultanci nie mieli o tym bladego pojęcia.

Może lepiej – na przyszłość – zamiast wymęczonej świeżej porcji nudy, zostawiać przy takich obsuwach namiary na stare blogowe teksty czekające na pierwszego czytelnika i komentatora?

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij