Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Sylwester’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Popatrzyłem dziś na ten przydługi tekst „Posylwestrowych reminiscencji (III)” – spokojnie dałoby się z niego wykroić osiem moich normalnych blotek – miałbym z głowy pisanie do końca tygodnia :)
Wiem, mógłbym ująć inaczej ten opis sylwestrowej zabawy, bardziej się przyłożyć, pokusić się o coś w rodzaju:
Przyjechaliśmy (panowie P&P i ja) do GejHousu około dwudziestej pierwszej. Chwilę trwało, zanim zaaferowany gospodarz wpuścił nas do domu. Budynek cichy, zaciemniony (kuchnia, w której wszyscy siedzieli ma okno od ogrodu) – zastanawiałem się nawet przez chwilę, czy ktokolwiek jest u Robertusa. O przejęciu pana R. najlepiej świadczy fakt, że nie zauważył nawet iż Palnik zjawił się własnym autem, a nie taksówką. Powitanie Robertusa było zwyczajowo wylewne, pełne obejmowania, przytulań, cmokasów w policzek, z…
– O ludzieeee!!!! Zapomniałem, że Hebius to taki ogromny facet! Jak tak klikamy na GG to całkiem mi to umyka.
Stół w salonie (pokoju ogrodowym, nie wiem jak właściwie określić to pomieszczenie) był już zastawiony, ale wszyscy siedzieli nadal w kuchni, czekając na pojawienie się zapowiedzianych osób. Przed nami zdążył przyjechać jedynie Weber ze swoim facetem. Weberka rozpoznałem od razu dzięki fotce, którą mi kiedyś podesłał. Choć wydał mi się trochę tęższy – ale nie wykluczone, że po chorobie ubrał się ciut grubiej. Chyba przez cały wieczór nie zdejmował swetra, tymczasem mnie i w jednej koszuli nie było za zimno. Przypuszczam, że to głównie przez swój uśmiech wydał mi się podobny do Kusznierewicza.¹
Do stołu zasiedliśmy na krótko, bo po chwili (po zaspokojeniu pierwszego apetytu, wypiciu pierwszego drinka) towarzystwo zaczęło się dzielić na mniejsze i większe grupki – część zdryfowała do kuchni, Weber z Pawłem przepadli w drugim pokoju – zwabieni chyba możliwością nieskrępowanego dostępu do netu – w salonie komputer przez pewien czas był okupowany przez Madiego, który coś tam kombinował przy listach odtwarzanej muzyki. Przy stole zająłem jakimś psim swędem miejsce między Madim a Sojuzem. Przyglądałem się pierwszemu i usiłowałem przysłuchiwać temu, o czym drugi rozmawia z Medre, chociaż gdy przeszli na język niemiecki…
Mógłbym opisać wieczór w ten sposób. Tyle, że nie mam literackiego zacięcia. Brak mi talentu, cierpliwości. I w końcu to przede wszystkim mój blog – a zadawala mnie takie pisanie, jak dotychczasowe.

Dodatek

Babcia wstała dziś dopiero o jedenastej.
– Nauczyłam się od ciebie tak długo spać. – mówiła zabierając się pół godziny później (ja leżałem jeszcze w betach) do ścielenia łóżka – Tak jak ci Łotysze-Sybiracy. Mówili zawsze „Leżymy, leżymy cały dzień. Wtedy przynajmniej nie chce się tak jeść”. Tylko oni leżeli w łóżkach do późna z głodu, a my z rozpusty.

___
¹ Ze strony Hydeparku – Sobota 2005.01.01:

Weber (18:57:39) Witam.
Zgłaszam się jako obecny. Hebius porównaniem do Kusznierewicza prawie zatarł minus, który miał za swoje pierwszy komentarz.

Weber (19:12:34)
A poza tym obaj z Pawłem dziękujemy Gospodarzom za naprawdę bardzo fajną zabawę No i oczywiście wszystkim obecnym – a nieobecni niech żałują

Wladimirowicz (19:21:44) Weber
…a tak strasznie nie chciało Ci się jechać.

Weber (19:31:07) Wladik
Ale nie dlatego, że miało nie być fajnie, tylko sam jeszcze wczoraj miałem problemy z gardłem, a Pawła przewiało ostatnio na mieście i obaj powinniśmy w sumie pojechać na Sylwestra do Ciechocinka. Ale naprawdę było fajnie! I wyszliśmy prawie na końcu.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Sami chcieliście (byli tacy). Na pewno będzie długo i… pohebiusowemu :)

Rozmowa (via GG) wprowadzająca

Walpurg: (7-01-2005 22:57)

>>>>>DYGRESJA: rozumiem, że będzie dalsza cześć reminiscencji sylwestrowych? Bo na razie to tylko pożyczyliście samochód… :)

Ja:

coś za coś. Masz mnie na GG :P

Walpurg:

No tak.. ale ja chce przeczytać oficjalna blotkę. ¹

Ja:

Wiesz – jeśli nie napiszę do niedzieli, to pewnie już nie napisze :) Ale będę próbował.

Walpurg:

Napisz, napisz. Ja odwdzięczę się wtedy opisem wydarzeń z Bunkra.

Ja:

Tyle, że ja już tak prawdę mówiąc to co najważniejsze napisałem :)

Walpurg:

Jak to… Nie ma nic o samym sylwestrze.. jakieś karaoke było, ale jak? kiedy? co robiliście? kto otwierał szampana, a życzenia? między kim, a kim siedziałeś… mieliście petardy? Jej…. setki szczegółów….

Ja:

Nie wiem, czy kogoś by to zainteresowało :) Oprócz Ciebie rzecz jasna. Zresztą w moim opisie wyszłoby to pewnie koszmarnie nudnie.

Walpurg:

Eee tam…

Więc spróbuję jeszcze raz. Ponownie i inaczej.

Lista obecności

1-3 Gospodarze, czyli Robertus z Leno i Maverick.
4-5 Weber z Pawłem. Już byli, gdy przyjechaliśmy do GejHousu. Całą grupka siedziała w kuchni zajęta rozmową. Webera rozpoznałem od razu, choć wyglądał ciut inaczej, niż na tym starym zdjęciu, które mi podesłał. W naturze dało się zauważyć² pewne podobieństwo pana W do Mateusza Kusznierewicza.
6-8 Palnik z Mikronkiem i ja.
9-11 Sojuz, Madi i Medre. Przyjechali ciut później niż ja.
12-13 Tytus i Marek³, którzy dotarli dopiero około 23.

No nie! Trzynaście osób!

Stół

Impreza była składkowa – 30 złotych od osoby na jedzenie. Robertus załatwił sprawę z Noahem i na stole znalazły się szaszłyki, schab ze śliwkami, paszteciki, barszczyk etc.

Alkohol i coś do popitki każdy przynosił sam. Co chciał i ile chciał. Także szampany (tzw.). I szkło, bo z tym byłyby inaczej problemy. Wszyscy pili raczej jakieś drinki (jeden Medre – w sumie trochę dziwne upodobania jak na arystokratę – wybrał piwo), a mnie jednak nie za bardzo to idzie, więc do nalanej na początku porcji wódki dolewałem przez cały wieczór tylko napój. Może gdybym zrobił tego drinka z cola… Nie ważne, było minęło. Na drugi dzień u Palnika sobie odbiłem.

Było tak

Po kilku początkowych minutach w głównym pokoju, przy stole, towarzystwo zaczęło się rozbijać na mniejsze i większe grupki. Z komputera leciała muzyka dobrana pod gust obecnych (co i raz ktoś coś wrzucał i zmieniał na liście odtwarzania), a panowie rozmawiali, pili, wędrowali to tu, to tam, oglądali coś w sieci (Internet mam na co dzień, więc nie byłem zainteresowany). Już teraz rozumiem dlaczego tak wyszło, że znów przypadł mi w udziale los obserwatora, biernego widza, milczącego światka :) Wyniknęło to nie tylko z mojego charakteru, ale też z tej nieparzystej liczby obecnych. Wiem, może trochę żałośnie brzmi, ale to nie znaczy, że źle się bawiłem. Czasem (bardzo często właściwie) wystarczy, że gdzieś jestem i obserwuję ludzi – nie czuję potrzeby aktywnego włączania się do rozmowy. Zresztą przeważnie nie mam nic interesującego do powiedzenia.

Północ. Witamy rok 2005

Najpierw było drobne zamieszanie, bo nie można było otworzyć drzwi ogrodowych i wyjść z pokoju. Szampany… Przypuszczam, że żaden nie wystrzelił równo z północą. Paweł (z tego co pamiętam) miał falstart, reszta spóźniła się mniej czy bardziej. Medre, zamiast rozlać wino do kieliszków, wypryskał cała butelkę (bo arystokracja pija tylko prawdziwe szampany z Francji. Takie musujące wina, jakie były na imprezie, nadają się tylko do takich pryszniców) na dworze. Potem było obserwowanie fajerwerków i rac puszczanych przez okolicznych mieszkańców (w GejHousie nikt nie strzelał). I składanie życzeń.

Hmmm… Zastanawiam się trochę, czy powinienem akurat o tym wspominać na blogu. Cóż – najwyżej nikt mnie już nigdzie nie zaprosi. Jeśli o życzenia noworoczne chodzi – najprzyjemniejsze dla mnie było obcałowywanie wszystkich przy składaniu tychże. Szczerze mówiąc ograniczyłem się przeważnie do samego obcałowywania :P Bo tak normalnie, na co dzień, jestem raczej pełen rezerwy, wystarczy mi suchy uścisk dłoni przy powitaniu/pożegnaniu. Jakoś nie potrafię się zdobyć na większą wylewność, choć czasem chciałbym. Powitanie Nowego Roku było okazją do całkowitego odrzucenia (że tylko na krótki moment, to szczegół) mojego zwykłego sposobu bycia. Skorzystałem z okazji żeby byś kimś innym :) I cieszyłem z przyjemności obcałowywania Sojuza, Palnika i Leno :)

Karaoke

Śpiewanie zaczęło się tak jakoś po północy. Początkowo miałem pewne opory, żeby się przyłączyć, ale alternatywą znów było bierne przyglądanie się, a jakoś nie miałem na to ochoty. Więc siadłem obok Leno, który okazał się niejako osobą prowadzącą i przyłączyłem cichutko i nieśmiało do wspólnego śpiewania. Weber chyba wtedy już na dobre zginął ze swoim Pawłem w drugim pokoju ( z drugim stanowiskiem komputerowym), w kuchni co pewien czas tworzyła się wokół Robertusa mniejsza czy większa grupka słuchaczy (gdy zajrzałem tam w pewnym momencie pan R z zacięciem perorował o nauce języka szwedzkiego).

Bonus (I po dwudniówce)

Pozwolę sobie wykorzystać lekko przeredagowany wpis⁴ Palnika z Hydeparku, bo już ciut późno się zrobiło i chciałbym się położyć spać. W niedzielę, w związku z tego nocnym rozpisaniem, blogowanie sobie daruję :) A dzisiaj, tj. w sobotę (jak już wstanę), zamiast siedzieć przy komputerze zrobię pranie i poczytam „Prawdę o sprawie Savolty”.

Sylwester w GH minął miło, sympatycznie i śpiewnie. Opuściliśmy GH jako pierwsi, z Hebiusem, który nie wiem czy był z tego powodu zadowolony, ale cóż, decyzyjność leżała po mojej stronie. Paweł, który już wcześniej pokładał się troszkę, przyjął informacje z uszanowaniem. Po błądzeniu po warszawskiej Pradze i odwiezieniu Tytusa i Marka, dotarliśmy koło czwartej szczęśliwie do domu. Chciałbym zauważyć, ze ruch na ulicach o tej porze był większy niż zwyczajowo koło 21, choć jak wynika ze spostrzeżeń pasażerów – najwięcej było taksówek.

Wczoraj [tj. w sobotę 1 stycznia] połączonymi siłami zorganizowana została dobrosąsiedzka impreza: z nalewką sąsiada, dębówką własnej roboty (powiem, ze przypominała smakiem trochę brandy⁵, ale … nie wiem po co twórca napoju dolał jeszcze sok malinowy). Wczorajsza imprezę w jakże miłym gronie: sąsiedzi + my + goście, zakończyliśmy jednak wcześniej, koło 1:30. Mam nadzieje, ze to wyjaśnienie napisane na HP wystarczy ROBERTUSOWI, który starał się nas jeszcze zaprosić na drugą cześć imprezy Sylwestrowej, tym razem zabawę noworoczną, aby wzorem Sylwestra 2003 spędzić co najmniej dwie noce we wspólnym gronie. Niestety pokrzyżowałem te plany troszkę, uzgadniając z sąsiadem tak zwane korytarzowe party, które ostatecznie przeniosło się do naszego mieszkanka. Zaskoczeniem dla mnie było zatrzęsienie osób z Mazur – aż 4 osoby były z Krainy Wielkich Jezior.

Dziś [w niedzielę 2 stycznia] z samego rana, Hebius, który gości u nas, zmusił się do leżenia w łóżku, tak aby gospodarzy nie pobudzić. Wielkie dzięki mu za to Teraz udał się na oglądanie mieszkania osoby, dla której pisze swoje poezyje. Jak zadeklarował wypije kawusie – nie wiem, czy planuje cos więcej.

Zastanawiamy się co dziś jeszcze zrobimy: jutro z samego rana Paweł idzie do pracy, ja zamierzam wyjechać z miasta za chlebem, zaś Hebius wraca do swojego mazurskiego miasteczka.

ROBERTUS milczy jak zaklęty, a trzeba się z nim rozliczyć za sylwka i odebrać swoje szkło – ewentualnie wymienić je na kubki oferowane przez Mavericka.

________
¹ Tak na dobrą sprawę oficjalna blotka powinna się była pojawić na blogu Robertusa. Jak na razie nasz gospodarz nie wyszedł poza wpis na Hydeparku:

ROBERTUS 2005.01.03 godz. 13:31:21

Dzień dobry Nareszcie mogę spokojnie postukać w klawiaturkę. GejHouse prawie pusty; siedzę sobie z Leniuszkiem (właśnie robi śniadanko) …

Mam nadzieję, że imprezka sylwestrowa spodobała się i że będzie okazja, aby zorganizować następną, tym bardziej, że mamy karnawał.

GejHouse otworzył swoje wrota i komnaty, co było widać w tzw. grupowym rozproszeniu Uczestników. Był moment, kiedy musiałem przebiec się po kuchni, pokoju Dawida (tzw. drugie stanowisko internetowe), a nawet wskoczyć na pięterko, aby ogarnąć całą grupę i zadać prozaiczne pytanie o barszczyk lub rosołek.

Dziękuję, że byliście i mam nadzieję, że zbyt dużo wpadek (jako mimo wszystko gospodarze) nie mieliśmy.

A póki co, patrzymy na jakieś kubki, kubeczki, kieliszki i kieliszeczki i zastanawiamy się co jest czyje i czy do odbioru (bo może pozostawione awansem na tzw. karnawałową imprezkę). Tak więc, Kochani, odzywajcie się po swoje rzeczy. Wszystkie są i czekają.

Z osobistych podziękowań, chciałbym przesłać te najbardziej szaszłykowo-schabowo-barszczykowo-itd-smaczne naszej kochanej NOASI Przesłodkie CMOK i MNIAM

Sojuzkowi za to, że stał się fanem mojego rosołQ i za wspaniale śpiewy HAPPY NEW YEAR.

Oraz dwóch Pawłom (w tym Pawełkowi), za to że byli i że mogłem wyściskać Ich ku zazdrości Panów Weberka i Palniczka.

Jeszcze raz dziękuję i do kolejnego imprezowania w GejHouse.

² Zajrzałem teraz na stronę http://www.kusznierewicz.pl/ – i wiem już, skąd takie skojarzenie. To wcale nie przez nos, tylko z powodu uśmiechu :)
³ Obaj znani mi byli do tej pory tylko wirtualnie. Bardziej Tytus, który kiedyś stwierdził, że mają obok Skawiny drugi Kętrzyn. Nieźle naszukałem się na mapie i po sieci zanim wyjaśniło się, że to pomyłka była :)
⁴ palnik_off_line 2005.01.02 godz. 13:35:47
⁵ Dlatego podziękowałem :) Starczył mi kieliszek w dzień przed.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU


Tak sobie myślę – jeśli nie teraz, to nie opiszę już w ogóle tego mojego Sylwestra w GejHousie. Bo temat zdezaktualizuje się (jednak) tak, jak moje notatki poczynione w dniu wyjazdu do Warszawy (w piątek 31 grudnia). Miały się ukazać jako „Zapiski z brulionu (str.157-158)” ale nie chciało mi się siedzieć u Palnika przy komputerze, przepisywać tekstów… więc przepadło.

Stary Wawer – pojawiliśmy się (Palnik, Mikronek i ja) u Robertusa… Niech pomyślę – było pewnie już po 21. Trochę opóźnił się nam wyjazd (Palnik pożyczył samochód, więc odpadły problemy z transportem do i z powrotem) z powodu korytarzowej imprezy z sąsiadami Palników. Przy okazji poczyniłem interesujące spostrzeżenie (lekko zaskakujące i w sumie zabawne) – jak bym (gdzie bym) nie usiadł, zawsze mimowolnie narzucam sobie rolę obserwatora…

+

O! Właśnie odezwał się Walpurg na GG. A jak wszystkim doskonale wiadomo u Hebiuska podzielności uwagi za grosz :) Trudno – najpierw rozmowa, pisanie… kiedy indziej. Bo na 23:10 mam zaplanowany TV-seans – na „Dwójce” znów pojawia się serial „Nowojorscy gliniarze”.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Nie wiem jak temat ująć, żeby znów nie było jakichś problemów.

Sylwester w GejHousie. Moje pierwsze spotkanie z Madim. Przyjechał chłopak z Sojuzem i Medre tak jakoś trochę później niż ja z Palnik i Mikronkiem. Taki sam jak na zdjęciach, choć trochę inny, szczuplejszy, wysoki, ale niższy niż się spodziewałem¹, a ogólnie…
Uciekając się do porównania zrozumiałego dla każdego miłośnika kotów. Z jakże ważnym zastrzeżeniem (które także na porównanie należy rozciągnąć), że nie jestem zoofilem.
Czasem człowiek widzi małego, rozkosznego kociaka, którego po prostu musi pogłaskać.
Z Madim jest tak samo :)

_______
¹ Czy to z powodu tej szczupłości? Zdecydowanie powinien jeść więcej BigMaców w tym swoim MacDomnaldsie!

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

W piątek Sylwestra i nie wiem, na co się zdecydować. Są trzy możliwe scenariusze spędzenia tej nocy i powitania Nowego Roku

1. Tradycyjnie

Czyli na wsi, z rodzicami. A właściwie z mamą, przed telewizorem. Ojciec pewnie wypiję coś wcześniej i położy się spać już około 22. Przed północą trzeba będzie wyciągać go betów na otwieranie szampana i noworoczny toast.
Miałoby to nawet sporo plusów. Właściwie widzę tu same plusy. Będzie spokojnie i nie czekają mnie żadne rozczarowania. Mama by miała towarzystwo. Nie musiałbym nic robić, wydawać żadnej kasy – wystarczy sama moja obecność.

2. Enigmatycznie

Czyli z bratem, z bratową i… I więcej nic nie wiem. Ani kto jeszcze będzie u młodszego, ani jakie planują atrakcje. Ta enigmatyczność jest lekko niepokojąca. Ewentualne koszta minimalne. Przez święta wypiłem tylko kieliszek swojej paprykówki, więc mógłbym zabrać butelkę, dokupić jeszcze jakiegoś szampana, wziąć trochę rogalików (jutro pieczemy na babki urodziny) i byłbym gotów.

3. Ludnie

Czyli w Warszawie, w GejHousie, z Robertusem i innymi mniej, czy bardziej znajomymi osobami. Nie ukrywam – pokusa wyjazdu jest ogromna. Zauważalne plusy:
– Kilka dni z Palnikiem, maksymalnie do poniedziałkowego ranka. Panowie P&P dłużej nie mogą mnie gościć, a i ja muszę wracać szybko do Kętrzyna, bo trzeciego stycznia urodziny babki;
– Spotkanie z Sojuzem. Nawet gdyby nie zjawił się u Robertusa na Sylwka, skoro byłbym już w stolicy, miałbym okazję oddać mu pożyczone książki. Co jak co, ale książki należy zwracać. Już szybciej zapomnę komuś, że wisi mi kasę, niż cokolwiek pożyczonego z mojej biblioteczki. Mama się dziwi, że nie rozmawiam z Renatą, najbliższą koleżanką z podstawówki. O czym miałbym? O tych komiksach Bohdana Butenki, które pożyczyła, gdy miała 10 lat i nie zwróciła do tej pory? Przygody Gucia i Cezara są teraz prawie nie do zdobycia!
– Miałbym okazję (kto wie, czy nie ostatnią) poznać osobiście Madiego i Webera, urealnić kolejne dwie wirtualne znajomości.
Niestety tu się zaczynają się też moje wątpliwości. Czy będę potrafił bawić się w tym towarzystwie? Nie chodzi mi o konkretną grupę ludzi, tylko ogólnie o grupę, jakąkolwiek. Stać z boku i obserwować rozbawione pary – nie wiem, czy akurat tego na koniec roku potrzebuję najbardziej.

Muszę się dobrze zastanowić.
A najlepiej, gdyby ktoś pomógł mi w podjęciu decyzji.

Redakcja 2017.12.17; poprawki 2024.02.02

Read Full Post »

« Newer Posts

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij