Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Medre’

Jak to przy niedzieli – ruch na Hydeparku umiarkowany. LUKAS_lodz świętuje dwudzieste urodziny i odbiera powszechne hołdy należne świeżym dwudziestolatkom. Poza tym normalka.

Wydarzyło się na świecie (za Wikipedią):

  • W Hiszpanii odbyło się referendum w sprawie ratyfikacji Traktatu Konstytucyjnego UE. Zwyciężyli zwolennicy traktatu, który poparło 76,73% głosujących.
  • W przedterminowych wyborach w Portugalii zwyciężyli, opozycyjni dotąd, socjaliści.
  • Zmarł John Raitt, amerykański piosenkarz i aktor.

A teraz PSTRYK

Hebius
20.02.2005
03:46:54
Gaszę światło i kładę się spać.
Po śniadaniu czeka mnie dalsza walka z plugastwem, które opanowało mój komputer.

:) Dobranoc wszystkim. :)

Mam nadzieję, że CD34 w nocy pokacza trochę grypę i ranek powita weselszy i zdrowszy.

Joszko nic ostatnio nie rozsyłam, bo nic nie mam na dysku nowego oprócz nieproszonych gości. Chyba, że interesowałaby Cię słodka Doris Day :)

Więcej Światła!

Joszko
20.02.2005
07:44:58
Powiedział kiedyś pewien pan a Wy zdajecie się ciągle o tym zapominać :evil:
Nie macie już gdzie pchać tych swoich paluchów tylko zawsze do kontaktu 8-)
Darkroom chcą z HP zrobić :P
A potem człowiek cnotliwy jak ja na ten przykład :D boi się tu zajrzeć bo nie wiada z której strony gwałciciel czyha 8-)

A pan Joszko

Hebius
20.02.2005
16:24:28
…. niech zajrzy do skrzynki mailowej :)

Specjalnie dla Ciebie – duet Jatin Lalit w przeboju Say „Shava Shava” ze ścieżki dźwiękowej filmu „Kabhi Khushi Kabhie Gham” :P

Co do samego obrazu – przy recenzji samego Bartosza Żurawieckiego jest podanych pięć powodów, aby zobaczyć ten film:
1. Nigdy czegoś takiego nie widziałeś
2. i nieprędko zobaczysz
3. ubawisz się setnie
4. rozpłaczesz się nie tylko ze śmiechu
5. i nie będziesz wiedział , co o tym wszystkim myśleć.
8-)

medre
20.02.2005
16:51:07
Rozłożył mnie ten tekst….

Krzysztof „Diablo” Włodarczyk znokautował swego rywala Kameruńczyka Dieudonne w pojedynku bokserskim WBF w wadze junior ciężkiej… po pojedynku ….

„Nie sądziłem, że ktoś na świecie może tak silnie uderzać. Tym bardziej taki miły, biały chłopiec jak Włodarczyk. Nie pamiętam, co się wydarzyło w ósmej rundzie” – powiedział Dieudonne, który po pojedynku trafił na obserwację do szpitala w Obornikach Śląskich.
:D

wladimirowicz

Walpurg
20.02.2005
17:35:57
I znowu był Maksymilian Gibes w „Młodzież kontra…” (TVP 3)! Musisz sobie wbić to do głowy – niedziela, 16:45-17:15 – oglądanie Maksia :D :D :D

A najlepsze było to, że Wszechpolacy siedzieli obok młodzieżówki Unii Wolności, której przewodził Jan Hoffman – mam nadzieję, ze go nie ukatrupią przy wyjściu…

walp

wladimirowicz
20.02.2005
19:23:52
ojjj tam Gibsiem mi będziesz głowę zawracał :P
…wciągnąłem się w oglądanie QAFa tak bardzo, że dopóki nie obejrzę wszystkich odcinków, to raczej na zwykła tv się nie przerzucę :)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Popatrzyłem dziś na ten przydługi tekst „Posylwestrowych reminiscencji (III)” – spokojnie dałoby się z niego wykroić osiem moich normalnych blotek – miałbym z głowy pisanie do końca tygodnia :)
Wiem, mógłbym ująć inaczej ten opis sylwestrowej zabawy, bardziej się przyłożyć, pokusić się o coś w rodzaju:
Przyjechaliśmy (panowie P&P i ja) do GejHousu około dwudziestej pierwszej. Chwilę trwało, zanim zaaferowany gospodarz wpuścił nas do domu. Budynek cichy, zaciemniony (kuchnia, w której wszyscy siedzieli ma okno od ogrodu) – zastanawiałem się nawet przez chwilę, czy ktokolwiek jest u Robertusa. O przejęciu pana R. najlepiej świadczy fakt, że nie zauważył nawet iż Palnik zjawił się własnym autem, a nie taksówką. Powitanie Robertusa było zwyczajowo wylewne, pełne obejmowania, przytulań, cmokasów w policzek, z…
– O ludzieeee!!!! Zapomniałem, że Hebius to taki ogromny facet! Jak tak klikamy na GG to całkiem mi to umyka.
Stół w salonie (pokoju ogrodowym, nie wiem jak właściwie określić to pomieszczenie) był już zastawiony, ale wszyscy siedzieli nadal w kuchni, czekając na pojawienie się zapowiedzianych osób. Przed nami zdążył przyjechać jedynie Weber ze swoim facetem. Weberka rozpoznałem od razu dzięki fotce, którą mi kiedyś podesłał. Choć wydał mi się trochę tęższy – ale nie wykluczone, że po chorobie ubrał się ciut grubiej. Chyba przez cały wieczór nie zdejmował swetra, tymczasem mnie i w jednej koszuli nie było za zimno. Przypuszczam, że to głównie przez swój uśmiech wydał mi się podobny do Kusznierewicza.¹
Do stołu zasiedliśmy na krótko, bo po chwili (po zaspokojeniu pierwszego apetytu, wypiciu pierwszego drinka) towarzystwo zaczęło się dzielić na mniejsze i większe grupki – część zdryfowała do kuchni, Weber z Pawłem przepadli w drugim pokoju – zwabieni chyba możliwością nieskrępowanego dostępu do netu – w salonie komputer przez pewien czas był okupowany przez Madiego, który coś tam kombinował przy listach odtwarzanej muzyki. Przy stole zająłem jakimś psim swędem miejsce między Madim a Sojuzem. Przyglądałem się pierwszemu i usiłowałem przysłuchiwać temu, o czym drugi rozmawia z Medre, chociaż gdy przeszli na język niemiecki…
Mógłbym opisać wieczór w ten sposób. Tyle, że nie mam literackiego zacięcia. Brak mi talentu, cierpliwości. I w końcu to przede wszystkim mój blog – a zadawala mnie takie pisanie, jak dotychczasowe.

Dodatek

Babcia wstała dziś dopiero o jedenastej.
– Nauczyłam się od ciebie tak długo spać. – mówiła zabierając się pół godziny później (ja leżałem jeszcze w betach) do ścielenia łóżka – Tak jak ci Łotysze-Sybiracy. Mówili zawsze „Leżymy, leżymy cały dzień. Wtedy przynajmniej nie chce się tak jeść”. Tylko oni leżeli w łóżkach do późna z głodu, a my z rozpusty.

___
¹ Ze strony Hydeparku – Sobota 2005.01.01:

Weber (18:57:39) Witam.
Zgłaszam się jako obecny. Hebius porównaniem do Kusznierewicza prawie zatarł minus, który miał za swoje pierwszy komentarz.

Weber (19:12:34)
A poza tym obaj z Pawłem dziękujemy Gospodarzom za naprawdę bardzo fajną zabawę No i oczywiście wszystkim obecnym – a nieobecni niech żałują

Wladimirowicz (19:21:44) Weber
…a tak strasznie nie chciało Ci się jechać.

Weber (19:31:07) Wladik
Ale nie dlatego, że miało nie być fajnie, tylko sam jeszcze wczoraj miałem problemy z gardłem, a Pawła przewiało ostatnio na mieście i obaj powinniśmy w sumie pojechać na Sylwestra do Ciechocinka. Ale naprawdę było fajnie! I wyszliśmy prawie na końcu.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Sami chcieliście (byli tacy). Na pewno będzie długo i… pohebiusowemu :)

Rozmowa (via GG) wprowadzająca

Walpurg: (7-01-2005 22:57)

>>>>>DYGRESJA: rozumiem, że będzie dalsza cześć reminiscencji sylwestrowych? Bo na razie to tylko pożyczyliście samochód… :)

Ja:

coś za coś. Masz mnie na GG :P

Walpurg:

No tak.. ale ja chce przeczytać oficjalna blotkę. ¹

Ja:

Wiesz – jeśli nie napiszę do niedzieli, to pewnie już nie napisze :) Ale będę próbował.

Walpurg:

Napisz, napisz. Ja odwdzięczę się wtedy opisem wydarzeń z Bunkra.

Ja:

Tyle, że ja już tak prawdę mówiąc to co najważniejsze napisałem :)

Walpurg:

Jak to… Nie ma nic o samym sylwestrze.. jakieś karaoke było, ale jak? kiedy? co robiliście? kto otwierał szampana, a życzenia? między kim, a kim siedziałeś… mieliście petardy? Jej…. setki szczegółów….

Ja:

Nie wiem, czy kogoś by to zainteresowało :) Oprócz Ciebie rzecz jasna. Zresztą w moim opisie wyszłoby to pewnie koszmarnie nudnie.

Walpurg:

Eee tam…

Więc spróbuję jeszcze raz. Ponownie i inaczej.

Lista obecności

1-3 Gospodarze, czyli Robertus z Leno i Maverick.
4-5 Weber z Pawłem. Już byli, gdy przyjechaliśmy do GejHousu. Całą grupka siedziała w kuchni zajęta rozmową. Webera rozpoznałem od razu, choć wyglądał ciut inaczej, niż na tym starym zdjęciu, które mi podesłał. W naturze dało się zauważyć² pewne podobieństwo pana W do Mateusza Kusznierewicza.
6-8 Palnik z Mikronkiem i ja.
9-11 Sojuz, Madi i Medre. Przyjechali ciut później niż ja.
12-13 Tytus i Marek³, którzy dotarli dopiero około 23.

No nie! Trzynaście osób!

Stół

Impreza była składkowa – 30 złotych od osoby na jedzenie. Robertus załatwił sprawę z Noahem i na stole znalazły się szaszłyki, schab ze śliwkami, paszteciki, barszczyk etc.

Alkohol i coś do popitki każdy przynosił sam. Co chciał i ile chciał. Także szampany (tzw.). I szkło, bo z tym byłyby inaczej problemy. Wszyscy pili raczej jakieś drinki (jeden Medre – w sumie trochę dziwne upodobania jak na arystokratę – wybrał piwo), a mnie jednak nie za bardzo to idzie, więc do nalanej na początku porcji wódki dolewałem przez cały wieczór tylko napój. Może gdybym zrobił tego drinka z cola… Nie ważne, było minęło. Na drugi dzień u Palnika sobie odbiłem.

Było tak

Po kilku początkowych minutach w głównym pokoju, przy stole, towarzystwo zaczęło się rozbijać na mniejsze i większe grupki. Z komputera leciała muzyka dobrana pod gust obecnych (co i raz ktoś coś wrzucał i zmieniał na liście odtwarzania), a panowie rozmawiali, pili, wędrowali to tu, to tam, oglądali coś w sieci (Internet mam na co dzień, więc nie byłem zainteresowany). Już teraz rozumiem dlaczego tak wyszło, że znów przypadł mi w udziale los obserwatora, biernego widza, milczącego światka :) Wyniknęło to nie tylko z mojego charakteru, ale też z tej nieparzystej liczby obecnych. Wiem, może trochę żałośnie brzmi, ale to nie znaczy, że źle się bawiłem. Czasem (bardzo często właściwie) wystarczy, że gdzieś jestem i obserwuję ludzi – nie czuję potrzeby aktywnego włączania się do rozmowy. Zresztą przeważnie nie mam nic interesującego do powiedzenia.

Północ. Witamy rok 2005

Najpierw było drobne zamieszanie, bo nie można było otworzyć drzwi ogrodowych i wyjść z pokoju. Szampany… Przypuszczam, że żaden nie wystrzelił równo z północą. Paweł (z tego co pamiętam) miał falstart, reszta spóźniła się mniej czy bardziej. Medre, zamiast rozlać wino do kieliszków, wypryskał cała butelkę (bo arystokracja pija tylko prawdziwe szampany z Francji. Takie musujące wina, jakie były na imprezie, nadają się tylko do takich pryszniców) na dworze. Potem było obserwowanie fajerwerków i rac puszczanych przez okolicznych mieszkańców (w GejHousie nikt nie strzelał). I składanie życzeń.

Hmmm… Zastanawiam się trochę, czy powinienem akurat o tym wspominać na blogu. Cóż – najwyżej nikt mnie już nigdzie nie zaprosi. Jeśli o życzenia noworoczne chodzi – najprzyjemniejsze dla mnie było obcałowywanie wszystkich przy składaniu tychże. Szczerze mówiąc ograniczyłem się przeważnie do samego obcałowywania :P Bo tak normalnie, na co dzień, jestem raczej pełen rezerwy, wystarczy mi suchy uścisk dłoni przy powitaniu/pożegnaniu. Jakoś nie potrafię się zdobyć na większą wylewność, choć czasem chciałbym. Powitanie Nowego Roku było okazją do całkowitego odrzucenia (że tylko na krótki moment, to szczegół) mojego zwykłego sposobu bycia. Skorzystałem z okazji żeby byś kimś innym :) I cieszyłem z przyjemności obcałowywania Sojuza, Palnika i Leno :)

Karaoke

Śpiewanie zaczęło się tak jakoś po północy. Początkowo miałem pewne opory, żeby się przyłączyć, ale alternatywą znów było bierne przyglądanie się, a jakoś nie miałem na to ochoty. Więc siadłem obok Leno, który okazał się niejako osobą prowadzącą i przyłączyłem cichutko i nieśmiało do wspólnego śpiewania. Weber chyba wtedy już na dobre zginął ze swoim Pawłem w drugim pokoju ( z drugim stanowiskiem komputerowym), w kuchni co pewien czas tworzyła się wokół Robertusa mniejsza czy większa grupka słuchaczy (gdy zajrzałem tam w pewnym momencie pan R z zacięciem perorował o nauce języka szwedzkiego).

Bonus (I po dwudniówce)

Pozwolę sobie wykorzystać lekko przeredagowany wpis⁴ Palnika z Hydeparku, bo już ciut późno się zrobiło i chciałbym się położyć spać. W niedzielę, w związku z tego nocnym rozpisaniem, blogowanie sobie daruję :) A dzisiaj, tj. w sobotę (jak już wstanę), zamiast siedzieć przy komputerze zrobię pranie i poczytam „Prawdę o sprawie Savolty”.

Sylwester w GH minął miło, sympatycznie i śpiewnie. Opuściliśmy GH jako pierwsi, z Hebiusem, który nie wiem czy był z tego powodu zadowolony, ale cóż, decyzyjność leżała po mojej stronie. Paweł, który już wcześniej pokładał się troszkę, przyjął informacje z uszanowaniem. Po błądzeniu po warszawskiej Pradze i odwiezieniu Tytusa i Marka, dotarliśmy koło czwartej szczęśliwie do domu. Chciałbym zauważyć, ze ruch na ulicach o tej porze był większy niż zwyczajowo koło 21, choć jak wynika ze spostrzeżeń pasażerów – najwięcej było taksówek.

Wczoraj [tj. w sobotę 1 stycznia] połączonymi siłami zorganizowana została dobrosąsiedzka impreza: z nalewką sąsiada, dębówką własnej roboty (powiem, ze przypominała smakiem trochę brandy⁵, ale … nie wiem po co twórca napoju dolał jeszcze sok malinowy). Wczorajsza imprezę w jakże miłym gronie: sąsiedzi + my + goście, zakończyliśmy jednak wcześniej, koło 1:30. Mam nadzieje, ze to wyjaśnienie napisane na HP wystarczy ROBERTUSOWI, który starał się nas jeszcze zaprosić na drugą cześć imprezy Sylwestrowej, tym razem zabawę noworoczną, aby wzorem Sylwestra 2003 spędzić co najmniej dwie noce we wspólnym gronie. Niestety pokrzyżowałem te plany troszkę, uzgadniając z sąsiadem tak zwane korytarzowe party, które ostatecznie przeniosło się do naszego mieszkanka. Zaskoczeniem dla mnie było zatrzęsienie osób z Mazur – aż 4 osoby były z Krainy Wielkich Jezior.

Dziś [w niedzielę 2 stycznia] z samego rana, Hebius, który gości u nas, zmusił się do leżenia w łóżku, tak aby gospodarzy nie pobudzić. Wielkie dzięki mu za to Teraz udał się na oglądanie mieszkania osoby, dla której pisze swoje poezyje. Jak zadeklarował wypije kawusie – nie wiem, czy planuje cos więcej.

Zastanawiamy się co dziś jeszcze zrobimy: jutro z samego rana Paweł idzie do pracy, ja zamierzam wyjechać z miasta za chlebem, zaś Hebius wraca do swojego mazurskiego miasteczka.

ROBERTUS milczy jak zaklęty, a trzeba się z nim rozliczyć za sylwka i odebrać swoje szkło – ewentualnie wymienić je na kubki oferowane przez Mavericka.

________
¹ Tak na dobrą sprawę oficjalna blotka powinna się była pojawić na blogu Robertusa. Jak na razie nasz gospodarz nie wyszedł poza wpis na Hydeparku:

ROBERTUS 2005.01.03 godz. 13:31:21

Dzień dobry Nareszcie mogę spokojnie postukać w klawiaturkę. GejHouse prawie pusty; siedzę sobie z Leniuszkiem (właśnie robi śniadanko) …

Mam nadzieję, że imprezka sylwestrowa spodobała się i że będzie okazja, aby zorganizować następną, tym bardziej, że mamy karnawał.

GejHouse otworzył swoje wrota i komnaty, co było widać w tzw. grupowym rozproszeniu Uczestników. Był moment, kiedy musiałem przebiec się po kuchni, pokoju Dawida (tzw. drugie stanowisko internetowe), a nawet wskoczyć na pięterko, aby ogarnąć całą grupę i zadać prozaiczne pytanie o barszczyk lub rosołek.

Dziękuję, że byliście i mam nadzieję, że zbyt dużo wpadek (jako mimo wszystko gospodarze) nie mieliśmy.

A póki co, patrzymy na jakieś kubki, kubeczki, kieliszki i kieliszeczki i zastanawiamy się co jest czyje i czy do odbioru (bo może pozostawione awansem na tzw. karnawałową imprezkę). Tak więc, Kochani, odzywajcie się po swoje rzeczy. Wszystkie są i czekają.

Z osobistych podziękowań, chciałbym przesłać te najbardziej szaszłykowo-schabowo-barszczykowo-itd-smaczne naszej kochanej NOASI Przesłodkie CMOK i MNIAM

Sojuzkowi za to, że stał się fanem mojego rosołQ i za wspaniale śpiewy HAPPY NEW YEAR.

Oraz dwóch Pawłom (w tym Pawełkowi), za to że byli i że mogłem wyściskać Ich ku zazdrości Panów Weberka i Palniczka.

Jeszcze raz dziękuję i do kolejnego imprezowania w GejHouse.

² Zajrzałem teraz na stronę http://www.kusznierewicz.pl/ – i wiem już, skąd takie skojarzenie. To wcale nie przez nos, tylko z powodu uśmiechu :)
³ Obaj znani mi byli do tej pory tylko wirtualnie. Bardziej Tytus, który kiedyś stwierdził, że mają obok Skawiny drugi Kętrzyn. Nieźle naszukałem się na mapie i po sieci zanim wyjaśniło się, że to pomyłka była :)
⁴ palnik_off_line 2005.01.02 godz. 13:35:47
⁵ Dlatego podziękowałem :) Starczył mi kieliszek w dzień przed.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

W wielkim świecie była kiedyś kampania „Niech nas zobaczą”.

W peryferyjnym, wyludniającym się Kętrzynie było dziś coś w rodzaju „Niech mnie zobaczą”. A teraz się zastanawiam, czy to ja się tak zmieniłem w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, czy może te wszystkie moje dziwne posunięcia (dziwne w porównaniu z moim statecznym zachowaniem sprzed stycznia) mają prozaiczne podłoże – chęć zapewnienia sobie materiału wyjściowego do kolejnej blogowej notatki? Ale do rzecz.
Wstałem jak zwykle późno, dobrze po dziesiątej. Babka od razu zaczęła napomykać o wyprawie po agrest na dżem, ale wystarczyło że wyjrzałem za okno…
– A widzi babcia te chmury? Przecież zaraz będzie padać. Nie, dziś sobie darujemy ogród. Po śniadaniu wybiorę się na rynek – może zdążę przed deszczem i kupię jakieś sandały.
Bo zdecydowanie muszę znaleźć chociaż jakieś porządne laczki. Nijak teraz wyjść mi do miasto i poopalać (w tych nieczęstych chwilach, gdy przyświeca słoneczko) moje białe giczoły – brak obuwia do szortów.
Przed dwunastą wyrwałem się wreszcie z domu. Najpierw kiosk z prasą („Blaszanego bębenka” – dziś tytuł z „Wyborczą” – już nie było, niestety), później załatwiam związkowe sprawy babki. Przed ratuszem złapała mnie ulewa – i to taka fest. Schronienie znalazłem w firmowym sklepie RUCH-u na Powstańców Warszaw. Deszcz padał i padał… Cóż było robić. Zacząłem się rozglądać po półkach (brak wolnego dostępu – można tylko lukać zza lady) z prasą. Porno – same damskie biusty, nic dla gejów. A zawsze leżało kilka tytułów – czyżby wszystko rozkupiono przed wakacjami? Komiksy… Nic co by mnie zainteresowało (wczoraj kupiłem już nowy numer PRODUKTU).
W pewnym momencie mój wzrok zawadził o znajomy tytuł. Tak! Między jakimś magazynem poświęconym fotografii profesjonalnej, a opasłym (można z powodzeniem traktować jak książkę) numerem kwartalnika KARTA leżał niepozorny INTERHOME. Miesięcznik dla gejów i lesbijek, którym (gdy w maju i wcześniej jeszcze toczyły się na FORUM dyskusje o potrzebie takiego wydawnictwa na polskim rynku) nie byłem zainteresowanym, dopóki Krzytom nie powiedział, że można znaleźć w nim teksty Bartosza Żurawieckiego.

Drobna dygresja: Mam właśnie otworzony lipcowy numer na artykule pana Bartosza „W oparach pissu”. W rogu zdjęcie autora… A ja sobie zawsze wyobrażałem po tekstach, że to ktoś super przystojny. Na zasadzie – świetnie pisze (lekturę FILMU zawsze zaczynam od jego kawałków), to i będzie świetnie wyglądał. Przeżyłem lekki dysonans poznawczy (jakby to określił pewien znajomy potomek węgierskiej arystokracji :P). Ale sam tekst…

Geje i lesbijki są w Polsce za grzeczni. Stanowczo zbyt grzeczni jak na kraj, w którym obowiązującą orientacją jest chamstwo, a kulturą i godnością osobistą osiągnie się znacznie mniej niż wrzaskiem, agresją i odmawianiem różańca na cały regulator. Jak mówisz „Proszę”, „Dziękuję” i „Przepraszam”, to ryzykujesz, że oskarżą się o prowokację.

Piss w tytule oczywiście od kaczkowatego PiS-u.

W czasie warszawskiego weekendu rozglądałem się niemrawo za w/w miesięcznikiem (bez powodzenia), bo przecież gdzieżbym śmiał kupować pedalską gazetkę u siebie. A dziś, gdy tylko zobaczyłem tytuł, ręka bez najmniejszego zastanowienia powędrowała do kieszeni. 3,90 zł wyłożone z portfela i stałem się posiadaczem dwóch numerów (bo dołączono do lipcowego zdezaktualizowany numer majowy) miesięcznika, które od razu zostały wyciągnięte z folii . Przez dwadzieścia minut, czekając na poprawę pogody, oddawałem się na oczach sprzedawczyni lekturze pedalskiej prasy.
OK. Wrzucam szybko tekst do bloga, bo mnie zaraz znów ktoś zagada (np. Jacorek skończy konwersację z Grekiem z Kanady, albo Palnik pojawi się niespodziewanie) i nie będę miał na nic czasu oddając się całkowicie wirtualnemu życiu towarzyskiemu.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Warszawski weekend – sobota 26 czerwca

W części artystycznej wieczoru był występ Drag Queen o pseudonimie artystycznym… Tu mam problem, bo w zgiełku lokalu, mimo kilkukrotnych prób zdobycia tej informacji, nie zdołałem się dowiedzieć czy to jakaś Czika, Czita (niczym szympansica w „Tarzanie” z Johnnym Weissmullerm?) czy Kika. Jeden czort w sumie. Tzn. bynajmniej nie jestem jakimś przeciwnikiem występów tego typu i osób zabawiających w ten sposób publiczność. Kiedyś przyznaję, gdy byłem młody i całkowicie niewinny :P, czułem pewną niechęć do sfeminizowanych facetów i chłopów w babskich ciuszkach. Niechęć to może zbyt mocno powiedziane. Zwyczajnie nie miałem najmniejszej ochoty poznać kiedykolwiek takiego człowieka. Ale później obejrzałem sobie w TV jeden film, drugi… No trzeba uczciwie przyznać, że widać moja niechęć nie była zbyt ugruntowana (zakorzeniona?) skoro starczyło mi zobaczyć Harveya Fiersteina w „Torch Song Trylogy” (niegdyś na TVP jako „Trylogia miłości”), żeby tak szybko zmienić zadnie. :P Inna rzecz, że akurat ten tytuł (a także późniejsza o parę lat „Priscilla, królowa pustyni” z Hugo Weavingiem i atrakcyjnym Guy’em Pearce’m) to naprawdę niezły film i… Ale nie planowałem bawić się w krytyka. Zresztą nie ma co porównywać występów Drag Queen z Rasko z show, jakie dawał Fierstein. Nie ta klasa gwiazdy i nie ta klasa lokalu. Chociaż w sumie obejrzałem z zainteresowaniem – po raz pierwszy na żywo.

A jak już jestem przy poznawaniu ludzi… W niedzielę, w czasie drugiej bytności w Rasko, urealniłem sobie pana Medre, którego poglądy głoszone na Forum i HP doprowadzały mnie czasem to takiej irytacji, że przed wyjazdem stwierdziłem w jakiejś rozmowie (gdy Palnik zastanawiał się intensywnie, kogo ściągnąć do Rasko z okazji mojego objawienia): „Nie wiem, kogo właściwie z pojawiających się na portalu osób chciałbym jeszcze poznać. Ale jednego jestem pewien – na pewno nie zależy mi w najmniejszym stopniu na spotkaniu z Medre. Wręcz wolałbym nigdy nie nawiązywać znajomości z tym człowiekiem”. Ha! Ha! Ha! A tu taki figiel – zjawiam się w niedzielę ok. 22.30 z Jerzykiem w klubie. Przy stoliku w kącie sali od razu wypatrzyłem Sojuza :P, jakichś dwóch młodzików i lekko wstawionego osobnika :P Przysiedliśmy się. Piwo, chwila rozmowy… okazuje się, że ten facet z kanapy, sympatyczny już na pierwszy rzut oka mimo nie pierwszej świeżości i niekonwencjonalnego (jak to na pijanego przystało) zachowania, to właśnie nie kto inny tylko Medre. Medre-neokonserwatysta, doprowadzający mnie często do szewskiej pasji potomek węgierskiej arystokracji. Zabawna niespodzianka. Pomińmy milczeniem niewinne w sumie ekscesy pana M., bo w końcu każdemu może się zdarzyć przesadzić z alkoholem. Mogę stwierdzić w każdym razie, że zmieniłem całkowicie mój stosunek do faceta. Nadal nie zgadzam się z jego poglądami, ale nie potrafię już tak na serio się nimi zirytować. Hmm… Zakładam tylko (mam nadzieję, że nie błędnie), że pod wpływem promili pokazał prawdziwą naturę, że na trzeźwą nie wydałby się równie antypatyczny jak w swoich tekstach.

+

Zastanawiałem się dziś trochę nad sobą jako Drag Queen – Hebius wcielony w wielkie, blade, tłuste babsko… jako jakaś Rebeka de La Tour. Jeden problem z obuwiem. Trudno znaleźć coś rozmiaru 46 na wysokim obcasie. Czyli trzeba by zamówić u szewca – spory wydatek. Na kosmetyki też by kasy sporo poszło, bo makijaż musiałbym nakładać szpachelką – tapeta na centymetr. Czyli wychodzi, że zamiast zarobić jeszcze bym dokładał to swoich występów. Droga kariery jest zdecydowanie dla mnie zamknięta :P

Read Full Post »

« Newer Posts

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij