IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Sami chcieliście (byli tacy). Na pewno będzie długo i… pohebiusowemu :)
Rozmowa (via GG) wprowadzająca
Walpurg: (7-01-2005 22:57)
>>>>>DYGRESJA: rozumiem, że będzie dalsza cześć reminiscencji sylwestrowych? Bo na razie to tylko pożyczyliście samochód… :)
Ja:
coś za coś. Masz mnie na GG :P
Walpurg:
No tak.. ale ja chce przeczytać oficjalna blotkę. ¹
Ja:
Wiesz – jeśli nie napiszę do niedzieli, to pewnie już nie napisze :) Ale będę próbował.
Walpurg:
Napisz, napisz. Ja odwdzięczę się wtedy opisem wydarzeń z Bunkra.
Ja:
Tyle, że ja już tak prawdę mówiąc to co najważniejsze napisałem :)
Walpurg:
Jak to… Nie ma nic o samym sylwestrze.. jakieś karaoke było, ale jak? kiedy? co robiliście? kto otwierał szampana, a życzenia? między kim, a kim siedziałeś… mieliście petardy? Jej…. setki szczegółów….
Ja:
Nie wiem, czy kogoś by to zainteresowało :) Oprócz Ciebie rzecz jasna. Zresztą w moim opisie wyszłoby to pewnie koszmarnie nudnie.
Walpurg:
Eee tam…
Więc spróbuję jeszcze raz. Ponownie i inaczej.
Lista obecności
1-3 Gospodarze, czyli Robertus z Leno i Maverick.
4-5 Weber z Pawłem. Już byli, gdy przyjechaliśmy do GejHousu. Całą grupka siedziała w kuchni zajęta rozmową. Webera rozpoznałem od razu, choć wyglądał ciut inaczej, niż na tym starym zdjęciu, które mi podesłał. W naturze dało się zauważyć² pewne podobieństwo pana W do Mateusza Kusznierewicza.
6-8 Palnik z Mikronkiem i ja.
9-11 Sojuz, Madi i Medre. Przyjechali ciut później niż ja.
12-13 Tytus i Marek³, którzy dotarli dopiero około 23.
No nie! Trzynaście osób!
Stół
Impreza była składkowa – 30 złotych od osoby na jedzenie. Robertus załatwił sprawę z Noahem i na stole znalazły się szaszłyki, schab ze śliwkami, paszteciki, barszczyk etc.
Alkohol i coś do popitki każdy przynosił sam. Co chciał i ile chciał. Także szampany (tzw.). I szkło, bo z tym byłyby inaczej problemy. Wszyscy pili raczej jakieś drinki (jeden Medre – w sumie trochę dziwne upodobania jak na arystokratę – wybrał piwo), a mnie jednak nie za bardzo to idzie, więc do nalanej na początku porcji wódki dolewałem przez cały wieczór tylko napój. Może gdybym zrobił tego drinka z cola… Nie ważne, było minęło. Na drugi dzień u Palnika sobie odbiłem.
Było tak
Po kilku początkowych minutach w głównym pokoju, przy stole, towarzystwo zaczęło się rozbijać na mniejsze i większe grupki. Z komputera leciała muzyka dobrana pod gust obecnych (co i raz ktoś coś wrzucał i zmieniał na liście odtwarzania), a panowie rozmawiali, pili, wędrowali to tu, to tam, oglądali coś w sieci (Internet mam na co dzień, więc nie byłem zainteresowany). Już teraz rozumiem dlaczego tak wyszło, że znów przypadł mi w udziale los obserwatora, biernego widza, milczącego światka :) Wyniknęło to nie tylko z mojego charakteru, ale też z tej nieparzystej liczby obecnych. Wiem, może trochę żałośnie brzmi, ale to nie znaczy, że źle się bawiłem. Czasem (bardzo często właściwie) wystarczy, że gdzieś jestem i obserwuję ludzi – nie czuję potrzeby aktywnego włączania się do rozmowy. Zresztą przeważnie nie mam nic interesującego do powiedzenia.
Północ. Witamy rok 2005
Najpierw było drobne zamieszanie, bo nie można było otworzyć drzwi ogrodowych i wyjść z pokoju. Szampany… Przypuszczam, że żaden nie wystrzelił równo z północą. Paweł (z tego co pamiętam) miał falstart, reszta spóźniła się mniej czy bardziej. Medre, zamiast rozlać wino do kieliszków, wypryskał cała butelkę (bo arystokracja pija tylko prawdziwe szampany z Francji. Takie musujące wina, jakie były na imprezie, nadają się tylko do takich pryszniców) na dworze. Potem było obserwowanie fajerwerków i rac puszczanych przez okolicznych mieszkańców (w GejHousie nikt nie strzelał). I składanie życzeń.
Hmmm… Zastanawiam się trochę, czy powinienem akurat o tym wspominać na blogu. Cóż – najwyżej nikt mnie już nigdzie nie zaprosi. Jeśli o życzenia noworoczne chodzi – najprzyjemniejsze dla mnie było obcałowywanie wszystkich przy składaniu tychże. Szczerze mówiąc ograniczyłem się przeważnie do samego obcałowywania :P Bo tak normalnie, na co dzień, jestem raczej pełen rezerwy, wystarczy mi suchy uścisk dłoni przy powitaniu/pożegnaniu. Jakoś nie potrafię się zdobyć na większą wylewność, choć czasem chciałbym. Powitanie Nowego Roku było okazją do całkowitego odrzucenia (że tylko na krótki moment, to szczegół) mojego zwykłego sposobu bycia. Skorzystałem z okazji żeby byś kimś innym :) I cieszyłem z przyjemności obcałowywania Sojuza, Palnika i Leno :)
Karaoke
Śpiewanie zaczęło się tak jakoś po północy. Początkowo miałem pewne opory, żeby się przyłączyć, ale alternatywą znów było bierne przyglądanie się, a jakoś nie miałem na to ochoty. Więc siadłem obok Leno, który okazał się niejako osobą prowadzącą i przyłączyłem cichutko i nieśmiało do wspólnego śpiewania. Weber chyba wtedy już na dobre zginął ze swoim Pawłem w drugim pokoju ( z drugim stanowiskiem komputerowym), w kuchni co pewien czas tworzyła się wokół Robertusa mniejsza czy większa grupka słuchaczy (gdy zajrzałem tam w pewnym momencie pan R z zacięciem perorował o nauce języka szwedzkiego).
Bonus (I po dwudniówce)
Pozwolę sobie wykorzystać lekko przeredagowany wpis⁴ Palnika z Hydeparku, bo już ciut późno się zrobiło i chciałbym się położyć spać. W niedzielę, w związku z tego nocnym rozpisaniem, blogowanie sobie daruję :) A dzisiaj, tj. w sobotę (jak już wstanę), zamiast siedzieć przy komputerze zrobię pranie i poczytam „Prawdę o sprawie Savolty”.
Sylwester w GH minął miło, sympatycznie i śpiewnie. Opuściliśmy GH jako pierwsi, z Hebiusem, który nie wiem czy był z tego powodu zadowolony, ale cóż, decyzyjność leżała po mojej stronie. Paweł, który już wcześniej pokładał się troszkę, przyjął informacje z uszanowaniem. Po błądzeniu po warszawskiej Pradze i odwiezieniu Tytusa i Marka, dotarliśmy koło czwartej szczęśliwie do domu. Chciałbym zauważyć, ze ruch na ulicach o tej porze był większy niż zwyczajowo koło 21, choć jak wynika ze spostrzeżeń pasażerów – najwięcej było taksówek.
Wczoraj [tj. w sobotę 1 stycznia] połączonymi siłami zorganizowana została dobrosąsiedzka impreza: z nalewką sąsiada, dębówką własnej roboty (powiem, ze przypominała smakiem trochę brandy⁵, ale … nie wiem po co twórca napoju dolał jeszcze sok malinowy). Wczorajsza imprezę w jakże miłym gronie: sąsiedzi + my + goście, zakończyliśmy jednak wcześniej, koło 1:30. Mam nadzieje, ze to wyjaśnienie napisane na HP wystarczy ROBERTUSOWI, który starał się nas jeszcze zaprosić na drugą cześć imprezy Sylwestrowej, tym razem zabawę noworoczną, aby wzorem Sylwestra 2003 spędzić co najmniej dwie noce we wspólnym gronie. Niestety pokrzyżowałem te plany troszkę, uzgadniając z sąsiadem tak zwane korytarzowe party, które ostatecznie przeniosło się do naszego mieszkanka. Zaskoczeniem dla mnie było zatrzęsienie osób z Mazur – aż 4 osoby były z Krainy Wielkich Jezior.
Dziś [w niedzielę 2 stycznia] z samego rana, Hebius, który gości u nas, zmusił się do leżenia w łóżku, tak aby gospodarzy nie pobudzić. Wielkie dzięki mu za to Teraz udał się na oglądanie mieszkania osoby, dla której pisze swoje poezyje. Jak zadeklarował wypije kawusie – nie wiem, czy planuje cos więcej.
Zastanawiamy się co dziś jeszcze zrobimy: jutro z samego rana Paweł idzie do pracy, ja zamierzam wyjechać z miasta za chlebem, zaś Hebius wraca do swojego mazurskiego miasteczka.
ROBERTUS milczy jak zaklęty, a trzeba się z nim rozliczyć za sylwka i odebrać swoje szkło – ewentualnie wymienić je na kubki oferowane przez Mavericka.
________
¹ Tak na dobrą sprawę oficjalna blotka powinna się była pojawić na blogu Robertusa. Jak na razie nasz gospodarz nie wyszedł poza wpis na Hydeparku:
ROBERTUS 2005.01.03 godz. 13:31:21
Dzień dobry Nareszcie mogę spokojnie postukać w klawiaturkę. GejHouse prawie pusty; siedzę sobie z Leniuszkiem (właśnie robi śniadanko) …
Mam nadzieję, że imprezka sylwestrowa spodobała się i że będzie okazja, aby zorganizować następną, tym bardziej, że mamy karnawał.
GejHouse otworzył swoje wrota i komnaty, co było widać w tzw. grupowym rozproszeniu Uczestników. Był moment, kiedy musiałem przebiec się po kuchni, pokoju Dawida (tzw. drugie stanowisko internetowe), a nawet wskoczyć na pięterko, aby ogarnąć całą grupę i zadać prozaiczne pytanie o barszczyk lub rosołek.
Dziękuję, że byliście i mam nadzieję, że zbyt dużo wpadek (jako mimo wszystko gospodarze) nie mieliśmy.
A póki co, patrzymy na jakieś kubki, kubeczki, kieliszki i kieliszeczki i zastanawiamy się co jest czyje i czy do odbioru (bo może pozostawione awansem na tzw. karnawałową imprezkę). Tak więc, Kochani, odzywajcie się po swoje rzeczy. Wszystkie są i czekają.
Z osobistych podziękowań, chciałbym przesłać te najbardziej szaszłykowo-schabowo-barszczykowo-itd-smaczne naszej kochanej NOASI Przesłodkie CMOK i MNIAM
Sojuzkowi za to, że stał się fanem mojego rosołQ i za wspaniale śpiewy HAPPY NEW YEAR.
Oraz dwóch Pawłom (w tym Pawełkowi), za to że byli i że mogłem wyściskać Ich ku zazdrości Panów Weberka i Palniczka.
Jeszcze raz dziękuję i do kolejnego imprezowania w GejHouse.
² Zajrzałem teraz na stronę http://www.kusznierewicz.pl/ – i wiem już, skąd takie skojarzenie. To wcale nie przez nos, tylko z powodu uśmiechu :)
³ Obaj znani mi byli do tej pory tylko wirtualnie. Bardziej Tytus, który kiedyś stwierdził, że mają obok Skawiny drugi Kętrzyn. Nieźle naszukałem się na mapie i po sieci zanim wyjaśniło się, że to pomyłka była :)
⁴ palnik_off_line 2005.01.02 godz. 13:35:47
⁵ Dlatego podziękowałem :) Starczył mi kieliszek w dzień przed.
Read Full Post »