Po dwóch dniach przerwy na nocny spacer wybieram dłuższą trasę.
Któregoś dnia będę musiał przejść się tymi ulicami w dzień, bo wydaje mi się, że miejscami od czasów sprzed covidu zaszły tam spore zmiany.
W słuchaniu mam „Klechdy sezonowe” i kolejne przygody żelaznego karła Wasyla (PR3 z czasów PRL-u i audycja satyryczna „Nie tylko dla orłów”). Dawno tego nie słuchałem, ale niektóre wypadki z Wasylem pamiętam całkiem dobrze (ten z opowieści, jak chciał zostać kuśnierzem na przykład). I nadal mnie bawi ten rodzaj absurdalnego humoru.
„Klechd…” wystarczyło mi akurat na całe pięć kilometrów, ale miałem wolniejsze tempo niż proponowane przez GOOGLE i przysiadłem na chwilę w połowie spaceru, więc w sumie byłem poza domem prawie dwie godziny (półtorej na pewno).



