Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘kolacja’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Dwie kanapki na kolację… i się przeżarłem. Dziwne.

-100%-
Edycja estetyczna 2021.02.07
Gubię numer blotki (1976) z tytułu.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Na stole stała miseczka pełna babcinych drożdżowych rogalików. Wypiek przednoworoczny, ale nadal zjadliwy. Zaparzyłem sobie kawę i rogalik po rogaliku…
Przyszła babcia. I był dłuższy monolog.
– Boże! Jak szkodnik jakiś! Jak kot! I jak z takim człowiekiem żyć!? Tylko potrafi wyjeść co najlepsze – rogaliki, sernik, cukierki czekoladowe… i zniszczyć telefon! Prawdę mama mówiła – rozpuszczony jak dziadowski bicz! Wszystkie rogaliki wyjadł! No jak tak można! Żeby jeden, dwa… po kolacji… A to zamiast kolacji! Ale to diabełek! Jak rogaliki to i zakryte znajdzie! Jak telefon, to i ze stolika zawali! Za to ani żony, ani pracy znaleźć sobie nie potraf! Wszystko przez ten komputer! Żeby się wreszcie popsuł byłby spokój. Po nocach siedzi, tylko prąd zużywa, na rachunek na pewno zaraz zabraknie!
Potem było jeszcze o tym, że wszystko drożeje – że z telefonu trzeba będzie odłączyć (he, he, już to widzę! Szybciej przestaniemy płacić na budowę kościoła w Licheniu niż babka zrezygnuje z telefonicznych pogaduszek), więc w sumie nie wiadomo, po co ten nowy aparat był kupowany. I z telewizji się zrezygnuje.
Zero jakiejkolwiek reakcji z mojej strony. Odłożyłem tylko na stół „Lekką komedię” Mendozy (mimo formalnych dziwactw niezła rzecz) i przysłuchiwałem się tak babce.
– No co tak posmutniałeś i nic się nie odzywasz? – spytała wreszcie. – Jak wstawałam wczoraj nocy – przecież widziałam, że już trzecia, a ty nadal przy komputerze. Nie powiedziałam ani słowa.
– I bardzo rozsądnie. Niedawno czytałem o wnuczce, która zadźgała nożem babkę, bo ta ją zirytowała swoim gadanie. Wnuczka!
Babka roześmiała się, a ja zabrałem za mycie talerzy.
A teraz się zastanawiam, kiedy i w rozmowie z którą ze swoich znajomych, babka wyciągnie ten mój tekst.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Dziś pierwsze spotkanie z rodzicami. Spodziewałem się jakichś pytań, prawdziwego śledztwa. Tymczasem – cisza. Matka zadowolona, że ma wreszcie z kim pogadać, przeżywa najnowszą dziewczynę mojego braciszka. Że anorektyczka, że nie może na nią patrzeć, że Pawła na całe dni z domu znika, wraca nad ranem jak do hotelu, że… Słuchałem z pewnym rozbawieniem. Dla mnie panna T. wydała się całkiem sympatyczna. I co najważniejsze, zostałem jej oficjalnie przedstawiony przez młodszego (trzecia dziewczyna – a było tych panienek multum – której raczył mnie przedstawić!), więc może faktycznie to znajomość coś poważniejszego.
– Jak tak mama może obgadywać swoją przyszłą synową? – spytałem.
– Synową? Paweł stwierdził, że nie zamierza się żenić. Zamierza żyć nowocześnie, ale ja nie pozwolę, żeby cała wioska…
Ojciec tymczasem tylko się przywitał i od razu siadł do ostatniego numeru „Nie”, a później zaopiekował piwem przywiezionym przez babkę. Podejrzewam, że gdyby nie warszawski autobus, który podjechał na przystanek, gdy po piętnastej odstawiłem staruszków na stację, w ogóle nie zostałby poruszony temat mojego weekendu w Warszawie.
– To do kogo ty właściwie jeździłeś? -zainteresowała się wreszcie mama (czy też raczej – ujawniła zainteresowanie).
– A, do takich znajomych, nie znacie…
– Co taki tajemniczy jesteś?
– Żaden tajemniczy. Po prostu do znajomych.
I dalej nic, koniec. Musiałem sam zacząć gadkę o rowerach, żeby móc – tak niejako przy okazji – wtrącić, że bardzo fajnie jeździło mi się po stolicy, że mam za sobą 30 km (w obie strony) wycieczkę do Powsina. Okazuje się, że rodzina obdarza mnie sporym zaufaniem, nawet nie podejrzewa że mógłbym zrobić coś nieodpowiedniego. Z jednej strony – ekstra, z drugiej… Nie, nie ma drugiej strony. W końcu tym razem faktycznie nie robiłem niczego złego (nawet w rozumieniu katolickiej moralności) – byłem na zwykłym towarzysko-zapoznawczym weekendzie.

Wieczorem miałem jeszcze rozmowa z babką:

Babcia: A gdzie byłeś w gościach?

Ja: W Warszawie.

Babcia: A w jakim miejscu, może u chrzestnych?

Ja: Nie, u znajomych.

Babcia: Z jakiejś okazji może? Imieniny? urodziny? Piotra i Pawła?

Ja: Nie, tak bez okazji

Babcia: No i dobrze.

+

Tydzień temu o tej porze byłem chyba jeszcze u Szymona (Pumexa) i Darka. Pamiętna kolacja (przy świecach) w stylu Hiacynty Bucket (czytaj Bukiet, nie Żakiet) to moja pierwsza weekendowa atrakcja w programie ułożonym przez Palnika. Żeberka na miodzie, kopytka (powiedziałbym – kluski), kapusta i ciekawy sos – gospodyni naprawdę postarała się :D więc spuszczę zasłonę milczenia na pewne braki na stole :P A! Deser też był niezły, choć osobiście wolę tradycyjne wiejskie wypieki. Ale kolację wspominam tak miło nie dlatego, że żarcie było dobre, ale przede wszystkim przez to, że mogłem, że miałem o czym i z kim porozmawiać.

+

Koszmarny aniołek :P który dostałem w prezencie wisi już na ścianie w kąciku między komputerem, a biblioteczką (za każdym razem gdy unoszę głowę znad klawiatury, by spojrzeć na monitor, widzę go kątem oka).

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij