9:30 Pobudka domofonem. Zjawił się listonosz (nadal chodzi w szortach) z emeryturą babki. Spodziewałem się, że przyjdzie w piątek, więc nie byłem przygotowany. Zresztą śpiąc głęboko tkwiłem w przeświadczeniu, że sobota jest i mogę spokojnie czekać pobudki telefonem mamy.
10:30 Ledwo ponownie zasnąłem dzwoni mama uprzedzić, że nie będzie jej przed dwunastą w domu.
– Żebyś się nie zdenerwował jak zatelefonujesz, a nie odbiorę – wyjaśnia. – Miałam ci wczoraj powiedzieć, ale zapomniałam. Idę do kościoła o jedenastej na rekolekcje. Później będzie jeszcze procesja na cmentarzu.
– Skoro mama ma ochotę… – mówię.
13:00 Znów dzwoni mama. Że już wróciła do domu.
– Na mszy było trzydzieści osób – relacjonuje. – A mężczyzn może ze trzech. Trochę zeszło, bo na cmentarzu różaniec odmawiali. Ksiądz rekolekcjonista był gdzieś w twoim wieku. Mówił jak się zachowywać przy umierających. Że ludzie nie wiedza, a trzeba się wtedy modlić, to można odpust uzyskać za zmarłego…
– Taaa… jasne…
– A najlepiej to msze gregoriańskie wykupić.
– Dla księdza na pewno najlepiej.
Po obiedzie kończę lepić numery na zeszyty dziennika. Braków jest podejrzanie dużo. 3-5 to starocie (3. to chyba nawet ten, który sam wyrzuciłem) nie do czytania, więc strata niewielka. Ale 28—32 szkoda. I co się z nimi mogło stać? Mama niedokładnie szukała w domu? Mam już je u siebie gdzieś głęboko zapchane? I czy nie powinno być jeszcze numeru 38?
Posts Tagged ‘dziennik’
Z zeszytu #35
Posted in Import z Onetu, Przejrzane, poprawione, uzupełnione, tagged biwak, blogowanie, dziennik, Gio, Jot, korekta (a), LGBTQiA, Piotr D., R/ZT, wspomnienia, zeszyt #35 on 28 Maj 2004| Leave a Comment »
IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Czytam napisane niegdyś słowa. Mój dziennik, mój charakter pisma… Ale ten dwudziestoletni człowiek, który notował swoje refleksje po powrocie z biwaku nad jeziorem jest mi już całkowicie obcy.
Piątek, 10 czerwca 19…. roku
Jedno muszę powiedzieć od razu. Cały czas starałem się być blisko Piotrka. Czy jadąc rowerem na jakąś wycieczkę, czy w ciągu pełnego rozrywek dnia, czy… w nocy. Odpowiadało mi to spanie z chłopakiem na jednym łóżku, pod jedną kołdrą. Nie było mowy o żadnym seksie. Ale przyjemnie było czuć przy sobie kogoś, kogo się lubi, miło było przytulić się tak nieznacznie, dotknąć… Właściwie to chyba nie odbierałem tego w kategoriach erotycznych. Nie przypominam sobie żeby podniecała mnie bliskość (taka bliskość) tak atrakcyjnego chłopaka. Chociaż mam ciągotki homoseksualne, ale.. Nie wiem jak to ująć. Czułem się szczęśliwy już przez sam fakt, że leże, śpię obok Piotrka. Nawet nie myślałem o tym, że mógłbym się z chłopakiem… Połączyć cieleśnie? – brzmi ciut idiotycznie (przez staroświeckość). A nie chcę używać żadnego dosadnego i wulgarne określenia.
Epizodzik z pobytu nad jeziorem. Siedzieliśmy w kilka osób na werandzie zajmowanego letniskowego domku. Trwała jakaś rozmowa, jakaś gra w karty.
– Wiesz co Hebius – rzucił w pewnym momencie Piotrek. – Tak obserwuję te moje dziewczyny z klasy… I dochodzę do wniosku, że moje nogi są jednak najładniejsze w całej III „c”.
– Tak, tak – poparła go Wieśka. – Masz Piotrek nogi jak sarenka.
A po chwili milczenia dodała uściślająco:
– Naprawdę jak sarenka. Takie długie, krzywe i owłosione.
A jeżeli jesteśmy już przy nogach.
– Jurek. Takie nogi jak twoje są tylko trzy w całej Polsce. – stwierdziła kiedyś Aśka (harcerka z zadartym noskiem)
Jurek dał się podejść jak dziecko.
– Czyja jest trzecia? – spytał –
Trzecią jest kolumna Zygmunta.
NOTKA REDAKCYJNA
Zastanawiałem się trochę, czy watro wrzucać te ramoty na bloga, ale skoro już zredagowałem moje wynurzenia sprzed lat, to szkoda, żeby się praca zmarnowała :P Wspólne spanie pod jedną kołdrą wynikło z faktu, że w zajmowanym przez nas pokoju, na trzech chłopaków były dwa tapczaniki. Zestawiliśmy je razem i jakoś tak wypadło, że Hebiusek dostał miejsce w środku :P. Właściwie przez cały pobyt zachowywałem się tak grzecznie, jak to ująłem w tekście powyżej. Wyjątkiem noc, gdy… Ale o tym ciiii… Jestem czytany przez panią Gio, więc się lekko krępuję pisać o pewnych sprawach (zresztą w swoim papierowym pamiętniku, pisanym tylko dla siebie, też chyba nie poruszałem nigdy pewnych tematów).



