Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Awdotia’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Ranek i trochę więcej

Budzi mnie jakaś szamotanina w przedpokoju, szczękanie kluczy… „Babka wychodzi i znowu ma problemy z zamknięciem drzwi.” – odgaduję. Spoglądam na zegarek. „Dziewiąta… To babka pewno na ogród się wybrała. Skoro ma ochotę… A ja sobie jeszcze podrzemię z pół godziny.” W chacie tak zimno, że nie mam najmniejszej ochoty wyłazić z pościeli. Nawet zapowiedziany przyjazd młodszego nie jest mnie w stanie zmobilizować. Godzina 10. Nad leżę pod puchową kołdrą. „Skoro braciszek się nie zjawił do tej pory to widocznie zrezygnował z wypadu do miasta – stwierdzam. – Czyli mogę jeszcze trochę podrzemać.”

O 10:30 przypomniało mi się, że zaplanowałem opłacić w dniu dzisiejszym część rachunków za mieszkanie. Gramolę się powoli z betów. Najpierw łazienka i poranne ablucje, w kuchni gotuje się woda na kawę. Kawa nabiera mocy – w tym czasie ścielę, odkurzam i robię drobną przepierkę. 11 – mogę usiąść do śniadania. Odpalam komputer i czekając, aż system się rozrusza zjadam dwie wczorajsze bułki.

W skrzynce pocztowej (korzystam z menadżera poczty na Operze) tylko email od Awdotii. W sumie któż inny zechciałby do mnie napisać? Że Awdotia odpisuje też jestem trochę zaskoczony (zawsze jestem lekko zdziwiony, gdy inteligentni ludzie utrzymują ze mną kontakt). Sprawdzam co nowego na Gejowie, czytam wpisy na stronach Hydeparku.

12:19 Na GG pojawił się @ndrzeyeq. Zaczepiłem. Rozmawiamy przez 20 minut. Byłoby może dłużej, ale mój rozmówca ma chęć obejrzeć powtórkę „Klanu”. W sumie też już powinienem spadać sprzed monitora. Miałem przecież te opłaty zrobić. Tyle, że właśnie padać zaczęło za oknem a poza tym…

13:17 Na GG sygnał od Madiego. Przecież nie wyłączę kompa w takim momencie. Dla młodych, atrakcyjnych i inteligentnych taryfa ulgowa – nie przeszkadza mi w ogóle, że chłopak rozmawia ze mną ze statusu „Ukryty”. Cieszę się, że w ogóle zechciał mi poświęcić te kilka minut.

14:14 Madi znika, ale pojawia się Palnik :P

Robertusa dziś nie zaczepiam. Skoro chce się wyciszać, nie ma ochoty na pisanie (na portalu i swoim blogu) i czytanie (czyli najprawdopodobniej i tego tekstu nie przeczyta, więc mogę śmiało i szczerze walić co mi leży na wątrobie), skoro woli unika netowych znajomych… Zresztą mam nadal pewien żal do faceta. OK, niech już będzie – okażę wiarę i za dobrą monetę przyjmę twierdzenie faceta, że „mówiąc o toksyczności miałem na myśli Twoja nieugiętość w tzw. braku pozytywnego myślenia”. Ale pozostaje nadal uwaga, że mogę się już cieszyć, radować, bo on nie jest już szczęśliwy. Dla mnie rzecz porównywalna do splunięcia w twarz. Więc nie uruchomiłem Tlenu, nie przeszkadzałem w pomnażaniu kasy.

15:00 Ostatecznie dopiero po piętnastej wychodzę z domu. Zakład Energetyczny (bo właśnie się dopatrzyłem, że rachunek za prąd miałem uregulować do 17 maja!) – kasa już zamknięta (jedyny zysk z kilometrowego spacerku, że może trochę kalorii spaliłem). Poczta – opłacam rachunek za telefon i kablówkę. Reszta musi poczekać do jutra. Wracam nadkładając drogi żeby sprawdzić czy w „moim” kiosku jest już nowy kryminał z kolekcji wydawnictwa HACHETTE. Dziś (zapowiadany był na środę) już jest. „Sprawa fałszywego biskupa” Earle’a Stanleya Gardnera inauguruję nową serię „Mistrzów i arcydzieł powieści kryminalnej”. Wolałbym klasyczny kryminał angielski, ale przygody Perry’ego Masona też mogą dostarczyć sporo przyjemności.

16:00 Trochę mnie zmoczyło na mieście (przelotne deszcze). U babci sąsiadka z wizytą (w szlafroku? Przeziębiona, czy z powodu chłodu w mieszkaniu?). Parzę herbatę, częstuję słodyczami i winem (nie rozpiliśmy wczoraj całej butelki), jednym słowem robię (tradycyjnie) za domową służbę.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Cudowny majowy prezent – padł mi Outlook Express. Padł na amen. Każda próba uruchomienia programu kończy się zawieszeniem komputera! Razem z programem poszło się oczywiście jebać moje archiwum i książka adresowa. Na ironię… nie, to za szyderstwo już można uznać, że z całej zawartości udało mi się odzyskać jedynie śmieciową korespondencję głównej, oficjalnej tożsamości, a konto Hebiusa, czyli to, co najbardziej się dla mnie liczyło, przepadło gdzieś tam w niedostępnych obszarach twardego dysku. Mam teraz nauczkę żeby nigdy nie chwalić się, że mój komp tak dobrze pracuję. Głupie bydle! Pewnie jakiś magik komputerowy – a nawet człowiek jako tako obeznany z programami – zdołałby coś tam jeszcze uratować (niniejszym apeluję o kontakt do chętnego, który pospieszy z pomocą). Ja dałem sobie już spokój z Outlookiem. Od dziś korzystam z menadżera poczty w Operze. Początkowo zastosowane tam rozwiązania wydawały mi się lekko dziwaczne, ale już po godzinie używania odkryłem, że system jest całkiem przyjemny i prosty w obsłudze, o wiele łatwiejszy niż Outlook. A już opcja „Szybka odpowiedź” – umożliwiająca wymiana maili z szybkością zbliżoną do komunikacji via GG czy na czacie – jest wprost urzekająca.

+

Awdotia, jeśli jeszcze zaglądasz do mego bloga i masz wolną chwilkę, podeślij jakiegoś maila, bo Twój adres przepadł mi z cała naszą korespondencją.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Minęła pierwsza. Siedziałem jeszcze przy komputerze, walcząc z ogarniającą mnie coraz mocniej sennością, więc o fakcie pojawienia się nowego komentarza dowiedziałem się prawie od razu (informacyjny email dotarł do mojej skrzynki). „Czyżby Walpurg też zarywał noc i jeszcze trwał przy monitorze? – przemknęło mi przez głowę. – A może to Awdotia?” Bo właśnie zastanawiałem się, co chłopak teraz porabia (żywię przekonanie graniczące wręcz z pewnością, że wrzucony ostatnio do bloga – jako komentarz – wiersz Leśmiana to dzieło Awdotii). Zaglądam na stronę, a tu niespodzianka. Ślad swojej obecności zostawiła osoba całkowicie mi nieznana. Poczułem się dziwnie… Radość i zadowolenie? W żadnym wypadku. Raczej niepokój. Co innego mieć świadomość faktu, że każdy może czytać moje teksty. Zwłaszcza przy jednoczesnym założeniu, że przygodni ludzie raczej tego nie robią. Ot zajrzą najwyżej przez przypadek na stronę, rozejrzą się, uznają, że nie ma tu nic dla nich interesującego i znikną nie zostawiając nawet reklamowego wpisu. Tak. A co innego odkryć (czy też – uzyskać pewność), że przynajmniej raz zdarzyło się to naprawdę. Niepokój… Czyli wychodzi na to, że – mimo ogólnej dostępności moich zapisków w sieci – piszę tak naprawdę tylko dla siebie (dla własnej satysfakcji, dla przyjemności z samego faktu pisania) i co najwyżej dla tych kilku osób, którym podałem adres bloga (tym należy wyjaśnić lekkie rozgoryczenie wywołane przekonaniem, że Robertus nie pofatyguje się żeby zajrzeć chociaż raz w tygodniu do tych moich smętów). Wracając do meritum – okazuje się, że przez przypadek trafiła do mnie jakaś kobieta. Na dodatek blogowiczka, która ma o czym pisać i potrafi to robić. Sprawdziłem, kto zacz, wrzucając nicka do wyszukiwarki, obejrzałem jej i poczytałem trochę. Jestem zaniepokojony i zażenowany, że ktoś taki nawiedził moje skromne blogowe progi.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

W sobotę 10 kwietnia opublikowałem na FORUM Gejowa ankietę pod wyżej wymienionym tytułem. Byłem zdołowany i rozgoryczony po nocnej rozmowie z Robertusem, a tu jeszcze zaatakował mnie jakieś tajemniczy Graal przy okazji „przedruku” wywiadu z Cohenem:

Hebiusie (…) teksty które tu publikujesz są kuriozalne, one swoją stylistyką, retoryką przypominają niejakiego Rydzyka z miasta Toruń (…). Nasze gejowskie środowisko jest wystarczająco brutalnie atakowane przez różnoraką hołotę i pospolitych kryminalistów, i dlatego mamy prawo „Do własnego kąta”, którym jest nasze „Gejowo”. I właśnie (…) nie będziemy tolerować tego typu zachowań, jak Twoje.

Przeczytałem i osłabłem z wrażenia, bo nawet przez myśl mi nie przeszło, że ktoś może odbierać tak moje pisanie i forumową działalność. Później okazało się zresztą, że miała to być jakaś prowokacja, chęć wywołania przez Graala dyskusji. W każdym razie dla mnie był to bezpośredni pretekst do ankiety, która miała zadecydować… Nie, w sumie przede wszystkim miała sprowokować ludzi do jakiejś dyskusji, rozruszać trochę towarzystwo. Mało istotne.

Dziś w mojej ankiecie padł pierwszy głos na „Zdecydowanie tak”. Poczułem się nieprzyjemnie. Przykro wiedzieć, że jest ktoś wśród użytkowników portalu, kto z radością powitałby moje zniknięcie. W sumie ta pieprzona, niepotrzebna (dla mnie niebezpieczna) ankieta cieszy się bardzo mizernym zainteresowaniem. Myślę, że odzwierciedla to poniekąd ogólnie nikły stan zainteresowania FORUM i zaangażowania użytkowników portalu. OK, jeszcze ktoś od czasu do czasu (dziś do 20. było na FORUM 29 zarejestrowanych osób) tam zajrzy, ale żeby zechciał wrzucić nowy post albo napisać ciekawy temat… No gdzie, komu by się chciało… Na forum KASSS.COM dziś wpisano już 136 komentarzy, a tu… Szkoda słów. Widomy znak, że FORUM to całkowicie zbędny dział na Gejowie. Pośrednio wskazuje na to nawet ilość osób, którym jest absolutnie obojętne, czy zostanę na portalu czy nie.  Nie twierdzę, że jestem jakimś wyjątkowym facetem piszącym wyjątkowo interesujące teksty. Ale zawsze coś tam staram się pisać (od siebie, szczerze, a nie w stylu akademickich niezrozumiałych wywodów), myślałem, że ludzie docenią to, co robię… Naiwny. Weźmy teraz i odrzućmy z FORUM wszystkie posty i tematy Awdotii (który przecież też okazał się dla większości użytkowników osobą całkowicie obojętną) oraz moje… Taaa… Zdecydowanie zrobiłoby się trochę pusto, ciut luźniej. A okazuje się, dla większości to żadna strata. Niezbyt budująca świadomość..

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij