Czekającym na nową blotkę, która już się powoli pisze (albo nawet zanotowana na papierze dojrzewa do publikacji w terminarzu, czy innym brudnopisie), do poczytania kawałek noblowskiej prozy:
W ciągu następnego tygodnia zdarzało mi się rozpłakać w dowolnym miejscu. Budząc się rano, wiedziałam, że matka umarła. Wynurzałam się z ciężkich snów, z których nie pamiętałam niczego poza tym, że w nich była – martwa. Ograniczałam się do niezbędnych czynności życiowych, zakupów, przygotowywania jedzenia, wkładania prania do pralki. Często zapominałam, w jakiej kolejności należy je wykonywać, zatrzymywałam się po obraniu warzyw i dopiero po głębokim namyśle przechodziłam do następnego kroku, czyli ich opłukania. Nie mogłam czytać. Kiedyś zeszłam do piwnicy, była tam walizka matki, a w niej portmonetka, letnia torebka, kilka apaszek. Przybita, stałam nad otwartą walizką. Najgorzej czułam się poza domem, w mieście. Prowadziłam samochód i nagle: „Jej już nie będzie na świecie, nigdy i nigdzie”. Przestałam rozumieć zwyczajne zachowanie ludzi, w sklepie mięsnym ich napięta uwaga nakierowana na to, by wybrać ten lub inny kawałek mięsa, wywoływała we mnie obrzydzenie.
Ten stan stopniowo zanika. Jeszcze trochę zadowolenia, że jest zimno i deszczowo, jak na początku miesiąca, kiedy matka wciąż żyła. I chwile pustki za każdym razem, gdy stwierdzam: „Już nie ma po co” lub „Już nie muszę”: (zrobić dla niej tego czy tamtego). Dziura w tym myśleniu: pierwsza wiosna, której nie zobaczy. (Odczuwanie siły zwykłych zdań, nawet banałów).
Annie Ernaux, Pewna kobieta
Bliscy, Wydawnictwo Czarne, 2022
przekład Agata Kozak



